Musimy poczekać na efekt, kiedy korony platanów staną się widoczne i zobaczymy je wchodząc na Rynek od Zwycięstwa. 

Najistotniejsze są warunki, a te, na gliwickim Rynku, są trudne: mało wody, duże nasłonecznienie, zasolenie po utrzymaniu zimowym, no i chemia stosowana do mycia płyty. Te czynniki nie ułatwiają roślinom wegetacji. 

Z Ewą Twardoch i Martą Gocek, architektkami krajobrazu z gliwickiej pracowni architektonicznej 44STO, rozmawia Małgorzata Lichecka.

Jaką przestrzenią miejską, jeśli chodzi o funkcje i możliwości projektowe, jest dla architekta rynek? 
Ewa Twardoch: Zależy od rynku, bo w Polsce mamy bardzo różne. I do każdego należy podchodzić indywidualnie. Większość ma funkcje historyczne, które muszą współgrać ze współczesnymi potrzebami. Dziś na cenzurowanym jest betonoza – bo wiele rynków z zielonych zmieniło się w wybetonowane. Pewnie stała za tym jakaś potrzeba, podjęto decyzje, dziś wiemy, że złe, ale z drugiej strony nie da się zazielenić wszystkich rynków.

Zieleń ma teraz kolosalne znaczenie, szczególnie w miastach. Ważne jest każde drzewo.
Ewa Twardoch: To prawda. Dziś jakiekolwiek próby wycinek spotykają się z bardzo dynamicznymi reakcjami społeczności. Ja to rozumiem, ponieważ dwadzieścia lat temu wycinano wszystko i wszystko betonowano. Były na te granitowe kostki unijne pieniądze, więc prezydenci, burmistrzowie i wójtowie korzystali. I dotknęło to przestrzeni wielu miast. Teraz wahadło przesunęło się w drugą stronę – każda wycinka kończy się awanturą, a opinia publiczna wrze. Problematyka drzew w mieście dopiero przebija się do głównego nurtu, ludzie zaczynają o tym myśleć i zgłaszać takie potrzeby.

Gliwicki Rynek, historycznie, nie był aż tak zielony. Drzewa pojawiły się dopiero w XIX wieku. Topole dotrwały do wojny, potem je ścięto. W latach 80. wybudowano ogródeczki z krzewami. W 2010 roku, po remoncie płyty posadzono kilka drzewek, które uschły. Przed nami kolejna przebudowa, za którą odpowiada pracownia 44STO. W dyskusji publicznej szczególnie wybrzmiewa jeden argument – w tym betonie nic nie urośnie, szkoda więc pieniędzy. Czy faktycznie? 
Marta Gocek: Na pewno nie są to wymarzone warunki dla rozwoju roślin, ale w naszym projekcie starałyśmy się by były jak najlepsze. Dlatego drzewa zostaną posadzone w sposób, który umożliwi im rozwój bryły korzeniowej pod płytą Rynku, w systemach antykompresyjnych wypełnionych ziemią urodzajną i z doprowadzonym systemem nawadniająco napowietrzającym.

Chyba dobór gatunków jest także istotny.
Marta Gocek: Najistotniejsze są warunki, a te, jak już powiedziałam, na gliwickim Rynku są trudne: mało wody, duże nasłonecznienie, zasolenie po utrzymaniu zimowym, no i chemia stosowana do mycia płyty. Te czynniki nie ułatwiają roślinom wegetacji.
Ewa Twardoch: Na Rynku w latach 80. drzewka rosły w wyniesionych rabatach. Warunki siedliskowe były znośne, ale przebudowa z 2010 roku całkowicie wyeliminowała podłoże. Te drzewa, które tam wtedy posadzono nie miały szans. Więc dobrze, że Zarząd Dróg Miejskich zdecydował, że posadzenie w istniejących donicach kolejnych roślin jest bez sensu i trzeba coś zrobić, by drzewom pomóc tam rosnąć. Wojewódzki konserwator, dał się przekonać, że nie da się, z wielu powodów korzystać w lecie z gliwickiego Rynku , bo to wyspa ciepła, i zgodził się na zieleń, a naszym zadaniem było wymyślenie tego by ją tam urządzić.

Czy ten system antykompresyjny zda egzamin? 
Ewa Twardoch: Mamy taką nadzieję. Musimy wykopać parę metrów sześciennych ziemi pod każdym drzewem ( ma być ich sumie 11), tam ustawimy plastikowe komory wypełnione ziemią, na tym zostanie położona warstwa separacyjna, a na tym nawierzchnia. Rynek będzie wyglądał jak teraz, ale za to system korzeniowy drzew będzie mógł się rozwijać.
Marta Gocek: W trudnym, ale ulepszonym środowisku.
Ewa Twardoch: Będą specjalne substraty, nawadnianie.
Marta Gocek: Można było oczywiście zabudować te drzewa, praktycznie pod sam pień, to jest możliwe przy tym systemie, ale nam zależało, żeby zostawić trochę miejsca na krzewy, rośliny cebulowe, by tę roślinność urozmaicić.

Projekt przebudowy rynku ściągał, i to bardzo mocno, społeczną uwagę. 
Ewa Twardoch: Nie tylko ten. Praktycznie wszystkie dotyczące urządzania miejskiej zieleni budzą gorące dyskusje.

Poza tym dość długo trwała wymiana zdań między miastem a biurem Śląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który miał bardzo konkretne uwagi do projektu. Czy to standard, że biura architektoniczne „poprawiają”, zmieniają, projekty? 
Ewa Twardoch: Pierwotnie faktycznie drzewa chciano sadzić w donicach, a ja miałam uwagi co do ich wielkości – musiały by być wielkie, bo korzenie potrzebują powierzchni. Konserwator uznał, że donice zaproponowane przez nas za bardzo ingerują w przestrzeń rynku, więc wprowadziłyśmy kolejne zmiany. Ale ta wymiana zdań była bardzo merytoryczna.
Marta Gocek: Prowadziliśmy rzeczowy dialog z biurem konserwatora i ZDM, koniec końców osiągnęłyśmy porozumienie, z którego i my jesteśmy zadowolone. Wprawdzie ZDM zakładał małą przebudowę płyty – bo donice, to łatwo i szybko, a ten projekt, w wersji ostatecznej, jest dość dużą inwestycją.
Ewa Twardoch: Często projektanci kłócą się z różnymi stronami, w przypadku Gliwic było naprawdę spokojnie i rzeczowo. Propozycja systemu atykompresyjnego wyszła od naszej pracowni, a ZDM i WKZ się na nią zgodzili.

Nasz Rynek jest mały, ale… wszyscy by chcieli na bogato: dużo zieleni, mebli miejskich, stojaków na rowery, a jeszcze ogródki kawiarniane. I robi się chaos przestrzenny. 
Ewa Twardoch, Marta Gocek: Bo takie są oczekiwania. Niestety, na tak małej powierzchni nie da się pomieścić „atrakcji” architektoniczno – gastronomicznych, bo Rynek straci charakter. Konserwator też walczył o wszystkie wizualne przegrody, więc część ławek będzie bez oparć.
Ewa Twardoch: W tym projekcie ważna była równowaga między poszczególnymi elementami. Rozkopiemy rynek, poskładamy go prawie do tego samego wyglądu, ale przybędzie drzew. Na początku będą małe i musimy poczekać na efekt, kiedy korony platanów staną się widoczne i zobaczymy je wchodząc na Rynek od Zwycięstwa. Myślę, że takie zielone korony pojawią się najwcześniej za cztery, pięć lat. W naszym zawodzie sytuacje, w których pracuje się z dojrzałą zieloną tkanką są rzadkie. My miałyśmy taką okazję przy parku Chrobrego.

Czy we własnym mieście trudno się projektuje?
Ewa Twardoch, Marta Gocek: Trochę tak. Jeśli chodzi o rynek, wszystko trwało, powstało ileś koncepcji, dialogowaliśmy też dość długo z konserwatorem. Ważne, że prace już się rozpoczęły.

 

Ewa Twardoch: architektka krajobrazu, ukończyła SGGW na kierunku Architektura Krajobrazu. Studiowała również na Wageningen Unversity for Life Science oraz Saint Petersburg State Agrarian University. Na Politechnice Śląskiej ukończyła studia podyplomowe z Planowania i Gospodarki Przestrzennej oraz Konserwacji Zabytków. Zajmuje się głównie projektowaniem parków zabytkowych i terenów zieleni.
Marta Gocek: architektka krajobrazu, ukończyła Politechnikę Krakowska w 2011r. Wykształcenie zdobywała także na National University of Singapore. Zajmuje się projektowaniem parków, przestrzeni publicznych, a także ogrodów.
wstecz

Komentarze (0) Skomentuj