Do naszej redakcji zgłosiła się pani Małgorzata, babcia i jednocześnie opiekunka prawna Wiktorii, uczennicy, która po wakacjach miała rozpocząć naukę w klasie siódmej. Dziewczynka uczyła się dotychczas w Szkole Podstawowej nr 23 w Gliwicach, jednak ze względu na trudne relacje z rówieśnikami – a według opiekunki także z częścią nauczycieli – konieczna stała się zmiana szkoły. Takie zalecenie miało paść również ze strony lekarza.

Dwie szkoły i dwie odmowy

Babcia, kierując się miejscem zamieszkania, wybrała dwie placówki: Szkołę Podstawową nr 28 i Szkołę Podstawową nr 5. W obu jednak usłyszała odmowę. – Bardzo się bałam, że dziecko zostanie bez szkoły. Nie wiedziałam, co dalej robić – mówi pani Małgorzata.
Obawy okazały się w pełni uzasadnione. W rozmowie telefonicznej z wicedyrektorem SP28 usłyszeliśmy, że w klasach na poziomie siódmym jest po 27, 28 i 29 uczniów i szkoła „nie ma obowiązku” przyjmować dzieci spoza obwodu. Na pytanie, czy w klasie liczącej 27 osób nie można znaleźć miejsca dla jeszcze jednej uczennicy, skoro w innej uczy się już 29, padła odpowiedź, która oburzyła babcię: szkoła musi „dbać o swoje dzieci”, czyli te z obwodu.
– Dla mnie każde dziecko jest „swoje”. Wszystkim należy się prawo do edukacji. Moja wnuczka nie jest winna temu, gdzie mieszka – podkreśla pani Małgorzata.

Co mówi prawo?

Zapytaliśmy o sprawę Kuratorium Oświaty i Urząd Miasta Gliwice. Kuratorium przypomina, że zgodnie z prawem dzieci mają zagwarantowane miejsce w szkole obwodowej, wyznaczonej według miejsca zamieszkania. Dyrektor szkoły nie może odmówić przyjęcia dziecka z obwodu. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku dzieci spoza rejonu – wtedy decyzja należy do dyrektora i zależy od liczby wolnych miejsc.
Urzędnicy miejscy tłumaczą, że rejonizacja ma na celu zabezpieczenie miejsc dla dzieci mieszkających w pobliżu szkoły. Jeśli uczeń chce się przenieść, dyrektor ma prawo odmówić, gdy liczebność klas jest zbyt duża. Wskazano też, że w Gliwicach są placówki, gdzie w siódmych klasach uczy się po 16–20 osób i tam przyjęcie dziecka byłoby możliwe.

Spotkanie z prezydentem

Panią Małgorzatę udało nam się – za pośrednictwem rzecznika prasowego Mariusza Kopcia – umówić z prezydentem Łukaszem Gorczyńskim, który zaoferował pomoc w znalezieniu rozwiązania. Jednak czas działał na niekorzyść – rok szkolny już trwał, a Wiktoria potrzebowała jak najszybciej nowego miejsca.
Ostatecznie, aby zapewnić ciągłość edukacji, babcia zdecydowała się na zapisanie wnuczki do szkoły prywatnej. – Nie chciałam, żeby Wiktoria musiała czekać, żeby straciła poczucie bezpieczeństwa i regularny rytm nauki. To było najważniejsze – mówi pani Małgorzata.
Ta sprawa pokazuje, że system rejonizacji, choć formalnie jasny, w praktyce może prowadzić do trudnych sytuacji. Dziecko, które potrzebuje zmiany szkoły z powodów zdrowotnych i psychologicznych, nie ma gwarancji, że znajdzie miejsce w innym rejonie. Babcia Wiktorii nie jest osobą młodą – musiała samodzielnie zmierzyć się z odmowami, biurokracją i stresem związanym z przyszłością wnuczki.
– Wiem, że przepisy są jakie są, ale chyba powinny być przepisy i powinno być też serce. Wiktoria to dziecko, które potrzebuje zwyczajnie spokojnej szkoły i nowego otoczenia – mówi z żalem pani Małgorzata.
Czy naprawdę konieczne było, by jedynym rozwiązaniem okazała się prywatna placówka? To pytanie zostaje otwarte – a przypadek Wiktorii skłania do refleksji, czy system edukacyjny w obecnym kształcie rzeczywiście odpowiada na realne potrzeby dzieci i ich rodzin.
aku

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj