Kolejna okołogórnicza spółka znalazła się w dramatycznej sytuacji finansowej. Tym razem to Gliwicki Zakład Usług Górniczych (GZUG), który złożył w sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości. W tle jest brak nowych kontraktów i zaległości finansowe. Na pierwszej linii - pracownicy, którzy otrzymali jedynie część należnych wynagrodzeń.

Brak zleceń, brak płynności

Zarząd spółki tłumaczy swoją decyzję trudną sytuacją rynkową. GZUG od miesięcy zmaga się z brakiem nowych zleceń od największych podmiotów górniczych, takich jak Polska Grupa Górnicza czy Jastrzębska Spółka Węglowa. Ograniczanie frontów robót i zmniejszanie zakresu prac w kopalniach przełożyły się bezpośrednio na sytuację firm świadczących usługi dla branży.

Bez bieżących kontraktów spółka zaczęła tracić płynność finansową. W efekcie pojawiły się opóźnienia w wypłatach, a zaległości zaczęły narastać.

Prezes GZUG przyznał, że firma praktycznie od kilku miesięcy nie otrzymała znaczących zleceń, które pozwoliłyby utrzymać stabilny poziom działalności. Wniosek o upadłość ma być – jak twierdzi zarząd – próbą uporządkowania sytuacji i ochrony przed dalszym pogłębianiem się zadłużenia.

„Dostaliśmy ułamek pensji”

Najdotkliwiej kryzys odczuli pracownicy. W lutym otrzymali jedynie część wynagrodzenia za styczeń – maksymalnie około 1300 zł brutto na osobę. Dla wielu rodzin to kwota niewystarczająca nawet na pokrycie podstawowych wydatków.

Z relacji pracowników wynika, że część z nich musi pożyczać pieniądze na bieżące opłaty czy paliwo, by w ogóle dojechać do pracy. Narasta frustracja i poczucie bezsilności. Ludzie, którzy przez lata pracowali pod ziemią lub przy robotach górniczych, dziś nie wiedzą, czy w kolejnym miesiącu otrzymają pełne wynagrodzenie.

W siedzibie spółki odbywały się spotkania załogi z przedstawicielami zarządu. Pracownicy domagali się jasnych informacji: czy będą wypłaty, czy firma przetrwa i czy mają szukać nowego zatrudnienia.

Alarm związków zawodowych

Związki zawodowe już wcześniej sygnalizowały pogarszającą się sytuację spółki. Wystosowano pisma do przedstawicieli władz państwowych z apelem o pilną interwencję i wsparcie dla firmy oraz jej załogi. Wskazywano na ryzyko utraty miejsc pracy i efekt domina w regionie, gdzie wiele rodzin utrzymuje się z górnictwa lub działalności powiązanej z sektorem wydobywczym.

Związkowcy zwracają uwagę, że firmy zaplecza górniczego są szczególnie wrażliwe na wahania koniunktury. Gdy kopalnie ograniczają zakres prac, pierwsze odczuwają to podmioty wykonujące roboty pomocnicze i specjalistyczne.

Propozycje przeniesienia pracowników

W odpowiedzi na kryzys pojawiły się propozycje alokacji części pracowników do innych spółek okołogórniczych. Mowa o możliwości zatrudnienia w firmach świadczących usługi dla branży węglowej, jednak – jak podkreślają pracownicy – brakuje konkretnych, podpisanych umów i jednoznacznych gwarancji.

Dla wielu osób oznaczałoby to zmianę miejsca pracy, a często także dojazdy do innych miast. Nie wszyscy są przekonani, że takie rozwiązania będą realne i długoterminowe.

Szerszy problem branży

Sytuacja GZUG nie jest odosobniona. Transformacja sektora węglowego, zmniejszanie wydobycia oraz rosnące koszty działalności powodują, że firmy współpracujące z kopalniami działają w coraz trudniejszych warunkach.

Każda taka historia to nie tylko bilans spółki i liczby w dokumentach finansowych, lecz konkretne dramaty ludzi. W regionie, gdzie górnictwo przez dekady było fundamentem rynku pracy, każda upadająca firma wywołuje niepokój znacznie wykraczający poza jej bezpośrednich pracowników.

Dziś najważniejsze pytanie brzmi: czy uda się uratować miejsca pracy i zapewnić wypłatę zaległych wynagrodzeń. Odpowiedź przyniosą najbliższe tygodnie – zarówno decyzje sądu, jak i ewentualne działania właścicielskie oraz branżowe. Dla załogi GZUG czas jednak płynie znacznie szybciej niż dla instytucji.

aku

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj