Na początku plan był taki – popłynąć na Spitsbergen i wykonać fantastyczne zdjęcia. Przypadek chciał, że do kilkuosobowej załogi dołączył również mieszkający w Gliwicach Mateusz Wrazidło pasjonat roślin mięsożernych. I to on opowiedział członkom ekspedycji o tłustoszu alpejskim, roślinie, która „żywi się” owadami a rośnie tam właśnie, na ziemiach najbardziej wysuniętych na północ.
Pinguicula alpina
Roślina, o której mowa, występuje tylko w jednym miejscu na Spitsbergenie. Została odkryta przypadkowo ok. 10 lat temu i od tego czasu nikt jej nie szukał. Nie została dokładnie opisana, nie wykonano jej też dokładnych zdjęć. Jedyne co było wiadomo to to, że faktycznie gdzie na tych terenach jest.
Fiord, na którym rośnie tłustosz, jest odległy.
- Do niego latem bardzo rzadko się pływa. Naszym celem było zatem sporządzenie dokładnej dokumentacji na temat tej rośliny. Być może okaże się, że jest to nieznany dotąd podgatunek – mówi Dominik Bac, gliwicki podróżnik. - To byłaby wspaniała niespodzianka! Zwłaszcza, że choć jest to roślina, którą spotkać można w wielu miejscach Europy, ponoć nawet w Dąbrowie Górniczej, w tym przypadku stanowi pozostałość epoki lodowcowej i utrzymała się tam jako endemiczny podgatunek.
Pomysł na wyprawę powstał jeszcze przed pandemią i w związku z nią musiał poczekać na lepsze czasy. Narodził się w głowach żeglarzy i podróżników, skupionych wokół międzynarodowej grupy Expedition Cooperative, mającej patronat m.in. National Geographic. W skład załogi, która wyruszyła na Spitsbergen, weszli związani z Gliwicami znany pisarz Szczepan Twardoch, Mateusz Wrazidło i Dominik Bac.
- Od kilku lat podróżujemy wspólnie i staramy się, aby nasze wyprawy miały nie tylko przyjemny charakter, ale także jakiś głębszy sens. Zazwyczaj skupiamy się na fotografii i przywozimy z ekspedycji zdjęcia, tym razem dodatkowo poszukiwaliśmy tej niewielkiej, kilkucentymetrowej rośliny – opowiada Dominik Bac. - Nasza misja zakończyła się sukcesem.
Żadnych dram. Wszystko zgodnie z planem
- Muszę panią zawieść – śmieje się mój rozmówca, w odpowiedzi na pytanie o przygody. – Nie było żadnych nieprzewidzianych sytuacji, wszystko poszło zgodnie z planem. Jak u Roalda Amundsena, który 100 lat temu dokonywał największych odkryć w rejonach polarnych i zawsze w jego przypadku obywało się bez dramy. Zatem można zażartować, że i nasza wyprawa odbyła się w iście amundsenowskim stylu. Nasza ekspedycja nie miała znamion wyczynu. To była po prostu dobrze zorganizowana wyprawa, przebiegająca w znakomitym towarzystwie.
Nie było jednak czasu, aby się nudzić. Podróżnicy pływali w lodach i pod lodowcami, uciekali przed silniejszymi wiatrami, widzieli wieloryba, foki, morsy, nawet niedźwiedzia polarnego, choć… Nie, jego akurat nie wszyscy.
- Szczepan, który był na Spitsbergenie już 8 razy, nigdy niedźwiedzia polarnego nie widział. Ten jeden jedyny, którego podczas tej wyprawy udało się naszej załodze zobaczyć, pojawił się na naszej drodze wtedy, gdy Szczepan wyleciał już do kraju. Śmiejemy się nawet, że jest naturalnym odstraszaczem niedźwiedzi – żartuje Bac.
Koniec świata
- Jest to miejsce, które znajduje się w bliskiej odległości od Bieguna Północnego, a jednocześnie jest pod wpływem ciepłego prądu zatokowego, który płynie z Zatoki Meksykańskiej, ogrzewa część europejskiego wybrzeża, Wielką Brytanię i Norwegię. To on sprawia, że wody na Spitsbergenie nie zamarzają – z dużą dozą zachwytu opowiada gliwicki podróżnik. - Na tej samej szerokości geograficznej w rejonie Alaski czy Grenlandii ziemia skuta jest już wiecznymi lodami. Brzegi Spitsbergenu, ich plastyka jest także zupełnie inna niż w pozostałych częściach Arktyki, która jest zwykle płaska i nieciekawa. Tu mamy – jak sama nazwa wskazuje – szpiczaste szczyty. Fiordy, lodowce skaliste, szpiczaste granie – wszystko to powoduje, że Spitsbergen jest bardzo widowiskowy. Do tego ważne dla nas, żeglarzy zatoki, które pozwalają na zaglądanie w głąb lądu. Jest to też miejsce niezwykle ciekawe historycznie – 100 lat temu to stąd właśnie rozpoczynały się najczęściej wyprawy zmierzające do odkrycia Bieguna Północnego. Roald Amunsen jako pierwszy wraz ze swoją załogą, startując ze Spitsbergenu, przeleciał nad biegunem i Alaską. To miejsce, które trochę przypomina Księżyc, a dotarcie do niego jest jak finał kosmicznej wyprawy.
Na Spitsbergenie znajduje się szereg baz badawczych, a Polska jest w tym miejscu szczególnie aktywna. Największa naukowa baza polarna należy właśnie do Polski, a zlokalizowana jest na fiordzie Hornsund.
Rozmawiała: Adriana Urgacz-Kuźniak
fot. Dominic Bac/Expedition Cooperative


Komentarze (0) Skomentuj