Wystartował spod Radiostacji w sobotnie przedpołudnie, a obok niego – na elektrycznym rowerze – jechał Łukasz. Tak rozpoczęła się kolejna niezwykła wyprawa gliwickiego podróżnika Michała Bradla. Trasa: z Gliwic na Nordkapp, dalej na Gibraltar i z powrotem. Cel: 60 Ironmanów. Ale to nie wyzwanie sportowe jest tu najważniejsze. Ta podróż to akt wsparcia – dla Łukasza Glinianego, młodego chłopaka z postępującą dystrofią mięśniową. Michał jedzie po to, by pomóc mu zdobyć nowy wózek elektryczny i dać namiastkę samodzielności.
60 Ironmanów – co to właściwie znaczy?
– To znaczy, że będzie bardzo dużo chodzenia, bardzo dużo jeżdżenia na rowerze i bardzo dużo pływania – śmieje się Michał Bradla. – Pływanie będę realizował głównie na jeziorach, głównie w Szwecji, bo pierwotny plan wymagał korekt ze względów logistycznych. Ale generalnie chodzi o to, żeby się porządnie zmęczyć i dotrzeć tam, gdzie się obiecało – tłumaczy.
Trasa ma zająć około 150 dni. Michał liczy, że wróci do domu jeszcze przed końcem listopada. – Myślę, że każdy kawałek drogi będzie trudny na swój sposób. Każdy kraj, każda trasa, każda pogoda – to wszystko będzie inne. Nawet jeśli byłem już w niektórych miejscach, większość będzie dla mnie zupełnie nowa. I choć można czytać, słuchać innych, to ostatecznie wszystko trzeba przeżyć samemu – mówi.
Pierwsze dni i duży kłopot
W poniedziałek, kiedy Michał dotarł do Kluczborka, pojawiły się pierwsze problemy. Zgubił swój namiot, a bez własnego dachu nad głową nie mógłby kontynuować podróży. Jak napisał na swoim facebookowym profilu Bradel in Travel, na którym relacjonuje swoją wyprawę, zniknięcia doświadczył w lekkiej panice:
„I wtedy – bohaterka dnia – małżonka przyjaciela mojego – mama Wiktora Bartosiewicza, wicedyrektora Rady Miasta Gliwice, która bez wahania przywiozła mi mój stary, pasowy namiot. Dzięki niej jestem tutaj, gdzie tułuję się aktualnie. Swoją cegiełkę dołożył też Camping nr 23 Bąków, który przydzielił mi nowy bagażnik do roweru i zadbał o to, by wszystko było stabilne. Tak, bez tego byłoby nie tylko źle, ale tragicznie” – wyznał Michał.
Rodzina we łzach, ale pełna wsparcia
W czasie startu spod Radiostacji emocje sięgały zenitu. Mama Michała mówiła z drżącym głosem, ocierając łzy: – Najbardziej się boję, że on tam będzie sam. Czasami przez kilka dni nie mamy z nim kontaktu i nie wiemy, czy wszystko z nim w porządku. Czy po prostu nie ma zasięgu, czy coś się stało... A przecież wiemy, jakie to obciążenie dla organizmu – fizyczne i psychiczne. Ale Michał... to jest cudowny syn i brat. Taki, który codziennie tuli młodsze rodzeństwo na dobranoc, który mieszka z nami. To nie jest chłopak, który od rodziny ucieka – wręcz przeciwnie, on szuka z nami bliskości – mówiła.
– Wspieramy go jak tylko potrafimy. Będę się o niego modlić, płakać, trzymać kciuki. Najważniejsze, żeby wrócił cały i bezpieczny – dodała.
Ojciec Michała również nie ukrywał emocji: – Wszyscy będziemy za nim tęsknić i wspierać. To ogromne wyzwanie. A on sam wie, że podróż to nie tylko dystans i plecak, ale to, na kogo się trafi po drodze. Życzymy mu dobrych ludzi.
Już pierwsze dni pokazały, że na takich Michał może liczyć.
Czerwony balonik Łukasza
Łukasz Gliniany, dla którego Michał wybrał się w podróż, cierpi na rzadką, postępującą dystrofię mięśniową. Choroba odebrała mu możliwość chodzenia – dziś porusza się na wózku, ale ten, którego używa, nie daje mu szans na samodzielność.
– Kiedy Michał poznał Łukasza, on jeszcze chodził. Teraz już nie – mówi ze wzruszeniem Grażyna Stechman, mama Łukasza. – Staramy się wspierać go jak tylko się da. Choroba postępuje, nie ma na nią lekarstwa, a my chcemy, żeby Łukasz jak najdłużej był samodzielny. Michał pomaga nam nie tylko zbierać środki, ale też szerzyć świadomość na temat dystrofii mięśniowej Duchenne’a (DMD). Na koszulce, którą dostał od nas, znajdują się czerwone baloniki, które symbolizują tę chorobę. Znajdują się na nich imiona chłopców cierpiących na DMD. 7 września, kiedy jest Światowy Dzień Dystrofii Mięśniowej, Michał będzie z nim w trasie – mówi.
Nie pierwszy raz razem na trasie
– Moja przygoda z Łukaszem zaczęła się znacznie wcześniej niż ta wyprawa – mówi Michał. – Zostałem kiedyś jego opiekunem. Przeżyliśmy razem mnóstwo sytuacji – uciekaliśmy przed burzami, biegaliśmy po trasach, które potrafiły zmęczyć mnie bardziej niż niejeden Ironman. Dzisiaj cieszę się, że to właśnie z Łukaszem mogłem wspólnie rozpocząć tę podróż. On też dziś pokonał swoją najdłuższą trasę na wózku – dodaje z uśmiechem.
Łukasz nie mówi wiele. Ale jego słowa zapadły w pamięć:
– Życzę Michałowi powodzenia, dobrej pogody i spotkań z fajnymi ludźmi.
Podróż, która zmienia więcej niż jednego człowieka
Dla Michała to kolejne wielkie wyzwanie. Ale dla Łukasza – być może najważniejsze. Dzięki tej wyprawie i zbiórce na nowy wózek, może odzyskać coś, co choroba powoli mu odbiera: niezależność, samodzielność, poczucie sprawczości.
Dla obydwu ta droga będzie trudna. Ale po drodze – jak mówi mama Łukasza – najważniejsze są spotkania. Michał niesie ze sobą nie tylko plecak i namiot. Niesie historię przyjaźni, zaufania i nadziei.
Wspierać Michała i Łukasza można pod adresem:
https://zrzutka.pl/63gxwa
Michałowi w podróży towarzyszyć można, wchodząc na profil:
fb/BradelinTravel
Adriana Urgacz-Kuźniak


Komentarze (0) Skomentuj