Kiedyś było tu gwarno. Latem dzieci brodziły przy brzegu, starsi siadali na ławkach, grając w karty i szachy, a w pobliskiej muszli koncertowej odbywały się wydarzenia. „Przychodziłem tu na randki z moją żoną. Ławeczki były, trochę romantycznie, trochę swojsko” – wspomina pan Daniel, mieszkaniec Łabęd od 28 lat. Dziś staw Szuwarek jest cieniem samego siebie. Wyschnięty, zamulony, obrośnięty trzciną, sprawia wrażenie, jakby powoli znikał.
Jak informuje radna Krystyna Sowa, temat rewitalizacji Szuwarka obecny jest w Łabędach co najmniej od 2009 roku. Po latach zabiegania przez Radę Dzielnicy miasto zdecydowało się ruszyć z rewitalizacją. Jednak – etapami. A to w Łabędach budzi emocje. Jedni wierzą, że to wreszcie początek zmian. Inni boją się, że decyzja o podziale inwestycji oznacza wycofanie się z remontu samego stawu.
Etap pierwszy: boiska i zieleń
Miejski Zarząd Usług Komunalnych zapowiada, że na początku powstanie nowa przestrzeń sportowa i rekreacyjna. Boisko wielofunkcyjne, siłownia, street workout, łąka kwietna, ławki, leżaki. To część projektu „Zagospodarowanie terenu wokół stawu Szuwarek”, którego dokumentacja ma być gotowa do końca 2025 roku.
Dopiero drugi etap obejmuje rewitalizację samego zbiornika – trzy pomosty, plaża trawiasta, ścieżka wokół stawu, roślinność oczyszczająca wodę, nowe nasadzenia i oświetlenie parku. Na papierze wygląda to imponująco. Ale w praktyce… wody w stawie nie ma.
Mieszkańcy nie dają wiary ekspertyzie przyrodniczej, która wykazała, że zbiornik jest zbyt płytki i pozbawiony tlenu, a tym samym – ryb. Ich zdaniem, ryby wciąż żyją w Szuwarku. Faktem jest jednak, że z roku na rok poziom wody opada. MZUK wyjaśnia, że Szuwarek nie jest dziś zasilany żadnym ciekem. Główne przyczyny to długotrwałe susze i zakończenie eksploatacji górniczej, która dawniej wpływała na stosunki wodne w tym rejonie.
– MZUK planuje zlecić wykonanie szczegółowej ekspertyzy hydrologicznej, która wskaże możliwe kierunki działań. Dopiero po uzyskaniu jej wyników możliwe będzie podjęcie dalszych analiz i określenie ostatecznego zakresu prac zarówno przy samym stawie, jak i w jego otoczeniu – informuje Julia Wieczorek z MZUK.
To właśnie ta informacja budzi największy niepokój.
„Czy oni zrezygnują ze stawu?”
Radna Krystyna Sowa i część mieszkańców pytają, czy odkładanie rewitalizacji stawu na później nie oznacza w praktyce jego skreślenia z planów.
MZUK uspokaja: – Nie wycofujemy się z realizacji drugiego etapu inwestycji. Zakres i rodzaj zagospodarowania tego obszaru mogą ulec modyfikacji, jeżeli wyniki ekspertyzy hydrologicznej wykażą konieczność zmian, jednak sama realizacja etapu pozostaje aktualna.
Ten zakres możliwych modyfikacji otwiera drogę do dyskusji na temat przyszłości samego stawu.
„Tu było… tu jest życie” – mówią mieszkańcy
Pod Szuwarek przychodzą już głównie spacerowicze i właściciele psów. Mimo to, nawet dziś widać, jak ważny dla dzielnicy jest ten teren.
Pani Ania pamięta go z dzieciństwa: – Nie było luksusów, ale było gdzie wyjść. Dzieci biegały, starsi sobie siedzieli, grali w karty, każdy znalazł coś dla siebie. Teraz wszędzie betonują, a tu mógłby zostać kawałek normalnej rekreacji. Taki, jak zrobiono w parku
Szwajcaria. Tam wyszło pięknie.
Pan Daniel mówi bardziej dosadnie: – Zarastało, zarastało, aż zarosło wszystko. Teraz to już nie ma nic. A pamiętam, że raki łapaliśmy! Ryby były, woda czysta.
Pan Edward, mieszkaniec od 1979 roku, opowiada historię stawu z niezwykłą precyzją, jakby znał go na pamięć: – Kiedyś to był prywatny staw. Później przejęła go kopalnia i był zadbany. A co do braku wody – dla mnie to żaden problem. Kiedyś cała deszczówka z okolicy spływała do Szuwarka. Były rury, wszystko szło do zbiornika, a woda przelewała się do kanału gliwickiego. Jedna porządna ulewa i staw był pełny.
Wskazuje też na zaniedbane dziś źródełko: – Naturalne źródło jest z tamtej strony. Zakopane, zamulone. Koparka by to ruszyła i już byłoby lepiej. Woda była tu zawsze.
Opowiada z pasją, jakby wciąż wierzył, że można przywrócić dawny obraz miejsca. – Mamy tu dolinę. Wystarczy mądrze poprowadzić deszczówkę. Nie chodzi o ścieki, tylko o wodę opadową. Prosta sprawa.
Szuwarek ma dla mieszkańców duże znacznie
Nawet dziś, gdy woda niemal znikła, widać, że Szuwarek jest dla Łabęd miejscem symbolicznym. Fragmentem historii dzielnicy. Punktem wspólnych wspomnień. Jedyną większą przestrzenią rekreacyjną między blokami i lasem. Dlatego też przychodzą na spotkania organizowane przez radną Krystynę Sowę i Radę Dzielnicy Łabędy.
Pytanie, które wraca w rozmowach z mieszkańcami, brzmi: czy rewitalizacja będzie prawdziwa, czy tylko połowiczna? Czy powstanie „ładne otoczenie bez stawu”, czy jednak Łabędy odzyskają swoje jeziorko?
Na odpowiedź przyjdzie poczekać co najmniej do momentu, gdy hydrolodzy zakończą analizy.
A staw – choć dziś cichszy niż dawniej – wciąż czeka. I mieszkańcy czekają wraz z nim.
Adriana Urgacz-Kuźniak


Komentarze (0) Skomentuj