Z Przemysławem Gliklichem, prezesem Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach, rozmawia Małgorzata Lichecka.
Minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił, że COVID-19 nie ma.
Tak.
Ale przecież ludzie dalej chorują i umierają.
Myślę, że trzeba rozdzielić względy formalno-prawne od zachorowalności, bo to dwie różne kwestie. Jeśli chodzi o przepisy, od 1 kwietnia nie ma już powszechnego dostępu do testowania, więc, teoretycznie, jest mniej chorych. Zlecenia na wymaz wydają teraz wyłącznie lekarze, i widać to w danych publikowanych przez ministerstwo. W szpitalu będziemy testować tylko pacjentów z objawami. Dostaliśmy zalecenia, że mamy ich traktować jak chorych na zapalenie płuc.
W Polsce niemal z dnia nadzień okazało się, że z groźnego i śmiercionośnego koronawirusa mamy po prostu jeden z wielu wirusów. Tyle.
Od 1 kwietnia wycofaliśmy wszelkiego rodzaju obostrzenia związane z przebywaniem czy wejściem na teren szpitala. Ten przy Zygmunta Starego w czasie pandemii był szpitalem jednoimiennym (zakaźnym). Do 31 marca prowadziliśmy oddział dla pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19, od 1 kwietnia wypisaliśmy ich do domu lub przekazaliśmy na oddziały zakaźne w innych szpitalach. Na Zygmunta Starego pracujemy z otwartą izbą przyjęć, czyli tak, jak było przed pandemią. Podobnie na Kościuszki. Wprowadzamy możliwość odwiedzin, jednak staramy się zachować pewien reżim – obowiązują określone godziny – w tygodniu od 15.00 do 18.00, w niedzielę i święta od 15.00 do 19.00. Prosimy również pacjentów by przychodziła do nich tylko jedna osoba, a wizyta nie trwała dłużej niż 15 minut. Wszystkich, zgodnie z przepisami, obowiązują maseczki. Nie mamy już punktu wymazowego na skierowanie, wymazy przeprowadzamy na zasadach komercyjnych w punkcie przy Zygmunta Starego 20. To, co na papierze to jedno, zdrowy rozsądek drugie, więc jako Przemysław Gliklich zachęcam i apeluję: dystans, dezynfekcja i maseczki. Szczególnie w większych grupach osób. To nikomu nie zaszkodzi. Przed nami wiosna i lato, zgodnie z dynamiką pandemii w tym czasie będziemy mieli mniej przypadków zachorowań. Wyszczepienie w Polsce jest na poziomie 60 procent, duża liczba osób już przechorowała COVID-19, więc zapewne osiągnęliśmy jakiś procent odporności stadnej. Jednak zachęcam do szczepień, bo przed nami jesień, a to trudny okres i nie chciałbym wracać do ponownej organizacji oddziału covidowego na Zygmunta Starego.
Jak wygląda dziś chorowanie na COVID-19? Jest inne niż rok temu?
Zjadliwość omikrona jest zdecydowanie mniejsza. Ta mutacja nie atakuje płuc, więc nie mamy już ciężkich stanów związanych z duszeniem się. Infekcja przebiega zdecydowanie łagodniej. Lecz dla osób w podeszłym wieku, także tych wyniszczonych innymi chorobami, dalej jest niebezpieczna, a na naszym oddziale w ostatnim czasie mieliśmy sporo pacjentów bardzo ciężko chorych.
Na Zygmunta Starego nie mamy więc już szpitala zakaźnego.
Od 1 kwietnia nie. Sukcesywnie, decyzjami ministra, zmniejszaliśmy liczbę łóżek covidowych. Teraz chorych w ciężkim stanie leczy się w Cieszynie, Chorzowie, Bytomiu, Raciborzu i Częstochowie. Jeśli stan pacjenta nie jest ciężki, powinien być leczony w zwykłych oddziałach.
Leży z innymi chorymi, czy w izolatce?
Oczywiście, należy go izolować. U nas, na każdym oddziale, mam takie pomieszczenia. Tylko pytanie: jaka to będzie skala? Jeżeli jeden czy dwóch chorych to damy radę, gdy więcej, będzie problem.
Całkowicie spadło zainteresowanie szczepieniami.
Rok temu o tej porze, kiedy otwieraliśmy duży punkt na Tali, padały rekordowe liczby – jednego dnia szczepiło się nawet 4900 osób. Dziś, w tygodniu, to 60 – 80. Punkt przy Kościuszki działa cały czas , ale szczepić się można tylko w piątki i soboty. Stworzyliśmy możliwość szczepienia dla gości z Ukrainy, mamy osobę biegle władającą językiem ukraińskim, ale dużego zainteresowania nie ma.
Weszliśmy w trzeci rok pandemii, bo WHO jej nie odwołało. Jaka jest sytuacja w szpitalach? Czy pandemia zmieniła ochronę zdrowia?
Po tych trzech latach wszyscy jesteśmy przede wszystkim zmęczeni i bardzo poobijani. Finansowo i psychicznie. Szczególnie trudny stał się początek ostatniej fali, kiedy śmiertelność była naprawdę na przerażającym poziomie. Przypomnę sytuację ze stycznia: zaledwie w ciągu trzech dni – od piątku do niedzieli – zmarło 15 osób. Teraz staramy się krok po kroku wracać do rzeczywistości sprzed pandemii. Właśnie sporządzamy listę najważniejszych prac do wykonania w szpitalu przy Zygmunta Starego. Bardzo niepokoi mnie dług zdrowotny: obserwujemy skutki braku dostępu do specjalistów, trafiają do nas pacjenci z bardzo poważnym zaostrzeniem chorób. Nie wiemy też do końca, jakie spustoszenia w organizmie pozostawia COVID-19, będziemy się tego jeszcze uczyli. Mam nadzieję, że zapowiedzi koncernów farmaceutycznych dotyczących szczepionek skojarzonych - przeciw grypie i COVID-19 - trochę nas uwolnią od strachu. Teraz wszyscy musimy popracować nad tym, żeby przekonywać do szczepień i budowania świadomości społeczeństwa, że warto o siebie zadbać.


Komentarze (0) Skomentuj