Podchodzę do granatowego nissana z kolejki przed szpitalem i pukam w szybę. Opuszcza się dość szybko. Przedstawiam się i mówię, że chciałabym się dowiedzieć, jak długo stoją w kolejce do wymazu.  Kobieta w czarnej maseczce z niewielką czerwoną błyskawicą rzuca krótkie „chwileczkę”, i odwraca się do kierowcy.

Odsuwam się od szyby i czekam. - Ale bez nazwisk, prosimy – kobieta poprawia się na siedzeniu. Zapewniam, że oczywiście. - Bolało mnie gardło, trochę głowa, poszłam do lekarki i uznała, że teraz jest tyle przypadków, że lepiej dmuchać na zimne i skierowała mnie na wymaz. Byliśmy tu wczoraj (w poniedziałek, 24 stycznia – przyp. red), ale było tyle aut, a my mamy dzieci małe, więc wróciliśmy do domu i dziś druga próba. Mam nadzieję, że test będzie negatywny. Bo jeśli nie to mamy problem. Praca, zakupy, no i kto nam psa wyprowadzi? O ruszyło się... - moja rozmówczyni zasuwa szybę.

Z kartką za szybą do wymazu

Apogeum kolejek do wymazów przypadło na środek ubiegłego tygodnia. Interweniowała policja – zmotoryzowanych proszono o przyjeżdżanie na wyznaczoną godzinę, każdy miał więc wypisać na kartce swoją i włożyć za szybę. Przygotowano także nową organizację ruchu, ale w piątek i sobotę sytuacja się rozładowała. - Nie wiem dlaczego - przyznaje Przemysław Gliklich, prezes Szpitala Miejskiego nr 4.
I dodaje, że 25 stycznia zrobiono 350 wymazów w ciągu dnia, w czwartek 250, w piątek 200, w sobotę i niedzielę, kiedy punkt działa krócej, raptem po 130. To prawda, że wydano bardzo dużo skierowań , ale kiedy okazało się, że to oznacza także więcej kwarantann, ludzie zaczęli kupować testy w aptekach lub w marketach. Jeśli test wychodził dodatni brano urlopy i zostawano w domach, nie zgłaszając się do Sanepidu, nie chcą utknąć na kwarantannach. Na których w Gliwicach aktualnie przebywa od 5 do 9 tys. osób.

Żołnierz i strażak pomogą 

Kolejny punkt wymazowy przy Arenie, drugi największy na Śląsku, który otworzył się 31 stycznia, prawdopodobnie całkowicie rozładuje sytuację, choć to zależy od fali zachorowań. Pierwszego dnia ruch był jednak niewielki.
Uruchomienie punktu to efekt współpracy Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach ze Śląskim Urzędem Wojewódzkim, Narodowym Funduszem Zdrowia, gliwickim magistratem, KM PSP w Gliwicach oraz żołnierzami 13. Śląskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Obsługują go żołnierze i strażacy.
- Jesteśmy gotowi do przeprowadzania nawet tysiąca badań dziennie, a punkt będzie czynny siedem dni w tygodniu, co na pewno stanie się ułatwieniem nie tylko dla mieszkańców Gliwic, ale także całego regionu – podkreśla prezes Gliklich.

Do apteki na wymaz. Zawsze w piątek 

Testują także apteki. W całej Polsce zgłosiły się tylko 64, w Gliwicach... jedna, przy Dubois 10. Wymazy robi się tam raz w tygodniu, w piątki, już po zamknięciu apteki, między 17.00 a 19.00. - Przyszedłem tu, bo przeczytałem w internecie, że ta apteka testuje. No i trochę trzeba postać – mówi pan Arek. Pytam w aptece, czy trzeba się umawiać. - Nie, ale trzeba stanąć w kolejce na zewnątrz. Nie mamy osobnego, wydzielonego pomieszczenia, dlatego zamykamy, dezynfekujemy i przyjmujemy po godzinach normalnej pracy apteki i przed weekendem – tłumaczy pracownica. Pierwszego dnia, czyli 28 stycznia, przetestowano prawie 40 osób.

Szczepienia? Małe zainteresowanie

Od 23 grudnia nie działa już największy punkt szczepień na Śląsku, ten na lodowisku Tafla, ale możliwości przyjęcia pierwszej, drugiej i trzeciej dawki jest naprawdę sporo, bo można to zrobić w szpitalach, aptekach i przychodniach. Chętnych jednak brak. - Bardzo spadło zainteresowanie szczepieniami. Zdaję sobie sprawę, że punkt przy Kościuszki nie jest spełnieniem marzeń ani dla pacjentów, ani dla mnie. Cały czas oczywiście pracujemy nad tym, by otworzyć bardziej przyjazne miejsce i mam nadzieję, że uda się to w ciągu miesiąca - Gliklich wskazuje, że dziennie szczepi się teraz w punkcie przy Kościuszki od 150 do 200 osób, i to głównie trzecią, przypominającą, dawką.

Chorych przybywa szybko 

Cały czas, zgodnie z decyzją ministra zdrowia, szpital miejski przy Zygmunta Starego dysponuje 82 łóżkami covidowymi, w tym 7 respiratorowymi. 31 stycznia zajętych było 70, w tym cztery z respiratorami. - Dziennie przybywa po sześciu, ośmiu pacjentów, więc jeśli ta tendencja się utrzyma, około czwartku będziemy mieli wszystkie łóżka w szpitalu jednoimiennym zajęte – dodaje prezes szpitala miejskiego.

Kwarantanny groźne dla wodociągów i PEC 

Urząd pracuje stacjonarnie, podobnie miejskie spółki, w tym te strategiczne – wodociągi i PEC. Ale dość dużo pracowników przebywa na kwarantannach. Czy może się zdarzyć, że takie braki spowodują wyłączenia wody czy ciepła? - W spółkach realizujących podstawowe usługi dla mieszkańców wprowadzono zmiany w organizacji pracy, dzieląc pracowników na zespoły pracujące na zmianę w taki sposób, by uniemożliwić osobisty kontakt pomiędzy nimi. Pracownicy są również regularnie testowani testami antygenowymi. Wszystko po to, by zapewnić obsługę na stanowiskach szczególnie istotnych z punktu widzenia zapewnienia ciągłości pracy – tłumaczy Łukasz Oryszczak, rzecznik prezydenta Gliwic.
I dodaje, że zarówno urząd, jak i miejskie spółki, jeśli jest to tylko możliwe prowadzą spotkania w formie zdalnej, ogranicza się wizyty osób z zewnątrz do niezbędnego minimum. - Staramy się zachować ciągłość „normalnej” obsługi mieszkańców w urzędzie. Zgodnie z rozporządzeniem pracownicy, którzy obsługują mieszkańców bezpośrednio oraz niezbędni z powodu organizacji pracy urzędu pracują w trybie stacjonarnym. Osoby, których obowiązki na to pozwalają są kierowane na pracę zdalną – dodaje rzecznik.

Małgorzata Lichecka

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj