Pyskowiczanie nie ustają w walce o swój szpital. Na początku czerwca na pyskowickim rynku odbyła się manifestacja w jego obronie, a pod koniec tego samego miesiąca zorganizowano pikietę w Starostwie Powiatowym.
Niestety, w poniedziałek 30 czerwca 2025 r. oddział ginekologiczny w szpitalu powiatowym w Pyskowicach został zamknięty, a formalnie - połączony z Oddziałem Położniczo-Ginekologicznym w Szpitalu w Knurowie. Połączenie de facto jest równoznaczne z likwidacją tego typu świadczeń na terenie miasta Pyskowice.
Wojna na oświadczenia
– tak można by było podsumować to, co ostatnio dzieje się wokół szpitala w Pyskowicach, będącego od kilku miesięcy częścią Zespołu Szpitali Powiatowych. Po medialnych publikacjach, odsłaniających bulwersujące kulisy zamknięcia oddziału ginekologii, pierwsze oświadczenie (9 lipca) wydał zarząd placówki, a w odpowiedzi na nie 11 lipca na stronie Komitetu Obrony Szpitala pojawiło się kolejne, którego autorem jest dr Tomasz Kandzia, kierownik Oddziału Ginekologicznego w Pyskowicach.
Media szeroko rozpisywały się o tym, jak wyglądały ostatnie dni pyskowickiej ginekologii. Do zabiegu przyjęto dwie pacjentki, a dr Tomasz Kandzia, przebywając na urlopie z maila miał się dowiedzieć o tym, że od dnia następnego jego oddział nie istnieje. Pacjentki wypisano zatem do domu.
W oświadczeniu Zarząd Szpitali Powiatu Gliwickiego czytamy: „Tego dnia (30 czerwca, w dniu zamknięcia oddziału – przyp.) w Oddziale Ginekologii przebywały dwie pacjentki – pierwsza była hospitalizowana od 26 czerwca, a 30 czerwca została wypisana po zakończonym procesie leczenia. Druga pacjentka została przyjęta i wypisana tego samego dnia – nie wymagała dalszej hospitalizacji”. Dr Kandzia inaczej opisuje zamieszanie z pacjentkami: „Nigdy nie przyszłoby mi na myśl przekazywanie decyzji o wstrzymaniu przyjęć o godz. 11 z działaniem wstecznym od rana. Jeszcze poprzedzającego dnia pracy prowadziliśmy zapisy pacjentek do zabiegów i operacji. (…) Mimo że przebywałem na urlopie, a moja córka w szpitalu, próbowałem skontaktować się z dyrektorem medycznym celem omówienia tej sytuacji i rozważenia, jakie mamy opcje, ale nie odbierał ode mnie telefonu. Nie było wiadomo, czy operacja będzie możliwa w najbliższym terminie i jakie jest doświadczenie ośrodka (w Knurowie – przyp.) w jej przeprowadzeniu. U nas czekał bardzo doświadczony w tej materii operator. Wobec zaistniałej sytuacji pacjentka nie wyraziła woli przewiezienia do Knurowa i została wypisana ze szpitala. Dlaczego przyjęcia nie zostały wstrzymane wcześniej, żeby uniknąć takich sytuacji – nie wiem”.
Personel może pracować – 30 km dalej
Jak się dowiadujemy, pielęgniarkom i położnym złożono propozycję podjęcia pracy w Knurowie.
- O tym że od 14 lipca mamy zostać przeniesione do Knurowa, albo zwolnić się za porozumieniem stron dowiedziałyśmy się od naszej oddziałowej, którą pani prezes wezwała w poniedziałek tj. 7 lipca i przekazała te ustalenia ustnie - wyjaśnia nam Wioleta Dryk, pracownik bloku operacyjnego, pielęgniarka i instrumentariuszka. Jak dodaje, do 15 lipca nie otrzymała żadnego pisma, które odnosiłoby się do tej sytuacji. - Dowiedziałam się też ustnie, że od 14 lipca mam razem z koleżanką zrobić inwentaryzację na bloku operacyjnym, niestety ile ma po to potrwać oficjalnie nie wiem, podobno dwa tygodnie czyli do 25 lipca. Wszystko to są tylko ustne przekazy – mówi. Wyjaśnia także, że w dniu, w którym udzieliła nam tej informacji (wtorek, przed wydaniem) ma się odbyć spotkanie robocze z panią prezes Magdaleną Kot.
Na razie nie jest wiadomo, ile pielęgniarek i położnych faktycznie skorzysta z tej propozycji. Natomiast tuż przed zamknięciem wydania otrzymaliśmy zaproszenie na konferencję w sprawie otwarcia Ośrodka Zdrowia Kobiety, który powstał w modelu „WALK IN ONE STOP Clinic”, czyli w takim, do którego pacjentka może przyjść bez wcześniejszej rejestracji i w którym załatwi większość spraw medycznych od ręki, w jednym miejscu. Dodatkowo zaprezentowane mają zostać przestrzenie Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego, który został uruchomiony 1 lipca tego roku. O szczegółach poinformujemy w kolejnym wydaniu.
Chirurgia wciąż ma szansę
Inną kwestią jest zawieszenie chirurgii. Jak przypomina Dawid Rams, starosta powiatu gliwickiego, 15 maja oddział ten został zawieszony z powodu braku lekarzy (w marcu trzech lekarzy specjalistów złożyło wypowiedzenia umów o pracę). Zgodnie z planem Zarządu Zespołu Szpitali Powiatu Gliwickiego, Chirurgia Ogólna w Pyskowicach miała działać nadal, tyle, że w trybie udzielania planowych świadczeń (stacjonarne leczenie chirurgiczne miało być prowadzone w Knurowie).
- Obecnie w szpitalu w Pyskowicach działa chirurgiczny dyżur ambulatoryjny, który obejmuje zaopatrywanie urazów tępych i ostrych, doraźne zabezpieczenie nagłych przypadków wymagających interwencji chirurgicznej, w tym usuwanie ciał obcych, nacinanie ropni, zaopatrywanie ran, w przypadkach niewymagających leczenia szpitalnego stacjonarnego – wyjaśnia starosta.
Obrońcy placówki, którzy założyli Komitet Obrony Szpitala w Pyskowicach, taką formę udzielania świadczeń nazywają „pudrowaniem trupa”.
Pyskowice się nie poddają
Mieszkańcy Pyskowic protestują, obawiając się ograniczenia świadczeń. Burmistrz, Adam Wójcik, podkreśla, że stanowisko zarządu miasta w sprawie szpitala w Pyskowicach jest niezmienne. - Podobnie jak mieszkańcy, nie tylko naszego miasta, ale i ościennych miejscowości, uważamy, że taka jednostka lecznicza dla podstawowego zabezpieczenia medycznego pacjentów potrzebuje oddziałów ginekologii, interny oraz chirurgii, nawet jeżeli miałaby to być tzw. chirurgia jednego dnia, realizująca zabiegi planowe, poza interwencyjnymi. Mamy nadzieję, że w kontekście zmian ustawowych władze szpitala znajdą czas na refleksję pod kątem modyfikacji planów dotyczących szpitala i uwzględnią w nich usługi medyczne, o których mówiłem. Niestety, dotychczasowy przebieg zdarzeń nie napawa optymizmem. Chciałbym z całą mocą podkreślić, że, pomijając nawet nieracjonalność zmian, niedopuszczalny jest sposób ich wprowadzania – bez konsultacji z załogą i mieszkańcami, z lekceważeniem ich interesu, z dnia na dzień, bez miejsca na dyskusję. Jak oceniają to pacjenci i personel mówi dwa tysiące podpisów pod apelem do starosty o odwołanie pani prezes. Ze szkodą dla wszystkich ten społeczny wniosek pozostaje bez rozpatrzenia.
Adriana Urgacz-Kuźniak


Komentarze (0) Skomentuj