Jesteśmy społeczeństwem starzejącym się, więc sprawy seniorów - już dzisiaj ważkie - za chwilę będą dotyczyć jeszcze większej części naszego społeczeństwa, również tutaj – lokalnie.
Jednym z ciekawszych programów był Korpus Wsparcia Seniorów, który oferował m.in. opaski medyczne. Z tego, co zauważyłam na stronie OPS-u, program zakończył się z końcem ubiegłego roku?
Beata Jeżyk: Opaski bezpieczeństwa faktycznie realizowane były w ramach Korpusu Wsparcia Seniorów i do końca roku były finansowane w ramach tego projektu. W tej chwili trwają rozmowy z wojewodą i będzie podpisana nowa umowa, a do czasu podpisania tej umowy miasto finansuje opaski bezpieczeństwa dla osób, które skończyły 60 lat. Taka opaska jest dostępna zwłaszcza dla osób samotnych, mieszkających samodzielnie. Sprawdza się nam bardzo – nawet w ostatnim kwartale były dwa przypadki, gdzie opaska uratowała życie. Stale zwiększamy ich liczbę. W tym roku planujemy zakupić około 100 kolejnych. Zadanie realizuje Ośrodek Pomocy Społecznej w Gliwicach. Można składać wnioski. Nie od razu każdy otrzyma tę opaskę, ale jak się zwolnią, będzie taka możliwość.
Panie Prezydencie, przejdźmy do co-housingu, mieszkania współdzielonego – temat priorytetowy, a w styczniu miał się rozpocząć nabór. Czy on się rozpoczął?
Łukasz Gorczyński: Nabór się jeszcze nie rozpoczął. Ale może rozjaśniając samo pojęcie co-housingu: chodzi o to, żeby wspólnie gospodarować w jednym mieszkaniu, przystosowanym do tego, żeby razem zamieszkiwać, w tym przypadku przez seniorów.
Czyli jest przestrzeń wspólna, gdzie przebywa się razem, ale są też przestrzenie prywatne – takie „do spania”, gdzie seniorzy mogą przebywać samodzielnie. Cała idea polega na tym, żeby gospodarować razem, mieszkać razem i wspierać się w czynnościach dnia codziennego.
Jeżeli chodzi o sam nabór, jest nieco przesunięty z uwagi na formalności dotyczące mieszkania przy ulicy Młyńskiej, które ma być właśnie mieszkaniem co-housingowym. To jest też o tyle ciekawa inicjatywa, że realizowana we współpracy miasta Gliwice i Fundacji Habitat for Humanity, zajmującej się mieszkaniami dla osób zagrożonych wykluczeniem społecznym – tu będą to seniorzy.
Nabór nie jest jeszcze ogłoszony, ale z tego, co wiem, zbierane są informacje: jakie powinny być parametry, jak ma wyglądać punktacja. Wykorzystywany jest do tego również telefon życzliwości. Zakładamy, że w tym roku nabór się zadzieje, ale na razie nie jest ogłoszony.
Rozumiem, że były już telefony seniorów zainteresowanych takim mieszkaniem?
Łukasz Gorczyński: Tak. Po informacjach medialnych jest zainteresowanie. Nie wiem, jak to wygląda dokładnie, jeśli chodzi o Radę Seniorów, ale zakładam, że opiniowała tę formułę. Rada Seniorów, liderzy klubów seniora są w to zaangażowani.
Chodzi też o to, żeby usłyszeć od strony seniora, jakie udogodnienia powinny być w mieszkaniu i co jako potencjalnym mieszkańcom ułatwiłoby życie.
To będzie mieszkanie na parterze czy w budynku z windą?
Łukasz Gorczyński: Na parterze.
Adriana Urgacz-Kuźniak: w budynkach bez windy? Czy OPS albo inna instytucja zbierają takie informacje?
Beata Jeżyk: Nie wiem, czy zbierają, ale na pewno takie informacje mają. Pracownicy socjalni, którzy są w środowiskach, zauważają potrzeby i wiem, że próbują nakłaniać osoby „uwięzione” na czwartych piętrach do tego, żeby zastanowiły się nad zamianą mieszkania, zwłaszcza jeśli mieszkają w dużych lokalach.
To jest dla tych osób trudne – procedura zamiany często je przerasta. Ale zawsze mogłyby liczyć na pomoc Ośrodka Pomocy Społecznej. Dużą wiedzę ma też Zakład Gospodarki Mieszkaniowej – seniorzy sami się zgłaszają, jeśli mają wolę zamiany. Natomiast spora część seniorów nie chce zamieniać mieszkania.
Rozmawialiśmy o tym z panem prezydentem – są osoby tak przyzwyczajone do swoich miejsc, że działa zasada „nie przesadza się starych drzew”. Nie widzą możliwości zamiany, bo byliby po prostu nieszczęśliwi.
Odcinanie od znanego środowiska byłoby ciężkie, ale czasem mogłoby też pomóc „wyjść na zewnątrz”. Czy istnieje taka formuła, żeby senior mógł oddać swoje mieszkanie do zasobu miasta – jeśli nie ma komu go przekazać – a w zamian dostać mieszkanie na parterze?
Łukasz Gorczyński: Najpierw trzeba odpowiedzieć, kto jest właścicielem mieszkania. Jeżeli to jest mieszkanie prywatne, to z tego, co się orientuję, na etapie prac legislacyjnych jest rządowy program, który ma pozwolić na to, o czym mówi pani redaktor – żeby oddać swoje mieszkanie i otrzymać mieszkanie z zasobu miejskiego, w określonej formie.
Natomiast jeśli chodzi o mieszkania w zasobie miejskim – jeśli ktoś korzysta z mieszkania miejskiego – jest możliwość zamiany na inne mieszkanie miejskie, dostosowane, ale ze względu na stan zdrowia, nie tylko dlatego, że jest się seniorem. Jest punktacja i w ramach zasobu miejskiego można takie ruchy wykonywać.
Ale jeśli ktoś ma mieszkanie własnościowe i chciałby oddać je miastu i dostać mieszkanie od miasta – na ten moment formalnie w Gliwicach takiej możliwości nie ma.
Zaintrygowała mnie pomoc sąsiedzka. To też był program realizowany do końca ubiegłego roku. Czy było zainteresowanie i jak to wyglądało?
Beata Jeżyk: Program był realizowany w ramach Korpusu Wsparcia Seniorów. Po stronie seniora rodziło to zobowiązania i po stronie sąsiada również. Usługa jest odpłatna dla seniora – była i jest, bo myślę, że będziemy ją kontynuować.
W zależności od kryterium dochodowego przeprowadza się wywiad środowiskowy i określa zakres oczekiwań, zakres pomocy, którą senior chciałby otrzymać. Po stronie sąsiada wymagane jest przeszkolenie z pierwszej pomocy przedmedycznej. Zawierana jest umowa i wynagrodzenie wypłaca gmina na podstawie faktycznie wykonanych świadczeń.
Zainteresowanie było na razie niewielkie – tylko trzy środowiska z tego skorzystały. Ale OPS zapewnia, że będzie zachęcać do tej formy wsparcia.
Oprócz tego mamy asystenta seniora. Czym to się różni? Kim jest asystent seniora?
Łukasz Gorczyński: Różnica jest taka, że asystent seniora to osoba zatrudniona – pracownik Ośrodka Pomocy Społecznej. To nie jest ktoś „sąsiedzko” powiązany, nie mieszka obok, tylko obsługuje większą liczbę seniorów.
To osoba, która dba o dobrostan seniora, jest w kontakcie, dba o relacje. Jeśli senior czuje się samotny, to też dba o to, żeby dotrzymać towarzystwa – to jest ważne. To pilotażowy program OPS, nie element programu rządowego, w przeciwieństwie do pomocy sąsiedzkiej.
Może to być prostsze formalnie, bo przy pomocy sąsiedzkiej jest kurs pierwszej pomocy, decyzje, wywiad środowiskowy i inne elementy. Z tego, co wiemy, asystent seniora cieszy się powodzeniem, ale sprawdzamy – zobaczymy, jaki będzie efekt po pilotażu i czy będziemy rozwijać tę usługę.
No i chyba ostatnia z głośnych usług: Złota Rączka dla seniorów.
Beata Jeżyk: To projekt realizowany od 2021 roku. Na początku był tylko dla seniorów, w ubiegłym roku rozszerzyliśmy go na osoby z niepełnosprawnościami. A od tego roku mamy nowość – drobne usługi cyfrowe w miejscu zamieszkania.
To problem, który seniorzy zgłaszali mi i prywatnie, i przez Radę Seniorów. Są miejsca, gdzie można uzyskać wsparcie – dyżury uczniów w dwóch szkołach, w Centrum 3.0, w bibliotece publicznej – ale senior musi tam dotrzeć. Teraz będzie ta wygoda, że będzie mógł skorzystać w miejscu zamieszkania, zwłaszcza gdy np. coś „zawiesi się” w laptopie. Podkreślam: to będą drobne usługi, ale możliwe w domu seniora.
Opracowuję regulamin, który to ureguluje. Chcemy, żeby z każdej z usług – drobnych napraw i pomocy technologicznej – senior mógł skorzystać dwa razy w roku. Jak będziemy gotowi, będziemy o tym informować w Miejskim Serwisie Informacyjnym i w kanałach informacyjnych miasta.
Jest jeszcze jedna usługa - „Pomocna dłoń”.
Beata Jeżyk: To usługa uruchomiona w zeszłym roku. Polega na przygotowaniu opiekunów osób zależnych do sprawowania opieki nad seniorem. Jest świadczona w DPS „Opoka” na Pszczyńskiej i realizowana przez pracowników domu. Coraz częściej stajemy przed koniecznością domowej opieki – gdy senior nie kwalifikuje się lub z różnych przyczyn nie jest w domu pomocy społecznej, tylko pozostaje w środowisku. I żeby wiedzieć, jak właściwie się opiekować, „Opoka” może w tym pomóc.
Kolejna sprawa – kosztowna: wielu seniorów wciąż ogrzewa mieszkania starymi piecami. To dla nich duży problem, bo często nie wiedzą, jak wymienić źródło ciepła, a finansowo może to być nie do udźwignięcia. Co miasto robi, jak pomaga?
Łukasz Gorczyński: Miasto dopłaca do wymiany źródeł ciepła, w zależności od tego, jakie to jest źródło. Najprostszy komunikat jest taki: zgłosić się bezpośrednio do urzędu. Nawet w Biurze Obsługi Interesantów można wskazać, że jest się zainteresowanym – podejść na parterze albo zadzwonić – i zostanie się pokierowanym, bo miasto realizuje programy, w ramach których można otrzymać dofinansowanie.
Przypominam też o przepisach, które już w zasadzie wyłączyły tzw. kopciuchy z użytkowania. W kolejnych miesiącach kolejne źródła ciepła mają być wyłączane. Zmierzamy w stronę mniej obciążających środowisko rozwiązań, a miasto partycypuje w kosztach wymiany.
Zachęcam też opiekunów osób starszych, żeby przejęli inicjatywę. Często seniorowi trudno przejść przez ten proces samodzielnie. W razie potrzeby można korzystać z pomocy pracowników OPS, którzy pomogą w formalnościach i przejściu przez cały proces. Trzeba też pamiętać, że to wiąże się z ingerencją w mieszkaniu, takim „drobnym remontem”, więc nie wszyscy seniorzy są na to gotowi mentalnie. Ale to jest nieodzowne, a środki są, więc zachęcamy, żeby z tego skorzystać.
Czy jest na tylu pracowników OPS, żeby te wszystkie zadania realizować?
Łukasz Gorczyński: Patrząc szeroko, akcent jest przesunięty na świadczenie usług społecznych dla różnych grup potrzebujących wsparcia – seniorów, osób z niepełnosprawnościami. Mimo demografii i ubytku mieszkańców, osób potrzebujących usług jest coraz więcej. Chcemy rozwijać sieć usług na rzecz mieszkańców.
Zwróciłbym uwagę nie tylko na pracowników OPS, ale też na organizacje pozarządowe. Część usług nie jest świadczona bezpośrednio przez OPS. Dobrym przykładem jest hospicjum – działa niezależnie od miasta, miasto wspiera je na tyle, na ile może, m.in. w rozbudowie. Podobnie schronisko dla osób w kryzysie bezdomności – prowadzone w Bojkowie przez Brata Alberta, a miasto „wykupuje” usługę prowadzenia schroniska.
Jeśli chodzi o liczbę pracowników OPS – jest na określonym poziomie i jest ich dużo, choć przy rosnących potrzebach mogłoby być ich więcej, choćby w zakresie asystenta seniora. Zakładamy, że nakłady finansowe na usługi społeczne będą rosły, ale być może nie zawsze przez zatrudnianie nowych osób w OPS – tylko przez wykupywanie nowych usług u organizacji pozarządowych.
Pani Beato, ma Pani bezpośredni kontakt z seniorami. Jak ocenia Pani poziom wiedzy starszych osób o przysługujących im formach wsparcia?
Beata Jeżyk: Jest zróżnicowany. To zależy od tego, czy senior jest aktywny – działa w klubie seniora, na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, ma kontakty społeczne. Inny poziom wiedzy mają osoby zamknięte w mieszkaniach – z wyboru albo z konieczności, bo zdrowie nie pozwala korzystać ze świadczeń.
Osoby aktywne radzą sobie doskonale. Przede wszystkim rewelacyjnie działa „poczta pantoflowa” i ona najbardziej się sprawdza. Zastanawiamy się, jak dotrzeć do osób wykluczonych cyfrowo – w tej grupie jest wciąż dużo osób, które nie obsługują internetu. Staramy się docierać do nich przez Miejski Serwis Informacyjny w wersji papierowej. Zauważamy, że w dniu wydania serwisu pod urzędem część osób starszych przychodzi tylko po to, żeby pobrać gazetkę.
Mamy też strefę seniora w Centrum 3.0 – tam zbieramy wszystkie informacje. Zawiązaliśmy szerszą współpracę: OPS, miasto, Centrum 3.0, biblioteka, Centrum Kultury Victoria – chcemy się spotykać i przekazywać informacje, żeby wszędzie były takie same. Punktem, gdzie wszyscy mają obowiązek te informacje zgłaszać, jest Centrum 3.0. Oni rozsyłają też maile do seniorów, którzy chcą je otrzymywać – z informacjami o przedsięwzięciach, imprezach czy akcjach ogólnopolskich. A jednocześnie cały czas robimy wszystko, żeby docierać do tych mniej aktywnych. Mam nadzieję, że będzie to nam się udawało coraz lepiej.
Łukasz Gorczyński: Jeśli mogę dodać refleksję: mamy już chyba 12 spotkań z panią prezydent z mieszkańcami dzielnic. W zasadzie w każdej dzielnicy jest duża przewaga osób w wieku seniorskim – i to pokazuje, że one mocno interesują się tym, co się dzieje. Ubolewam, że nie ma osób w wieku 18–20 lat, więc musimy się zastanowić, jak je mocniej włączać w tkankę miejską.
Seniorzy bardzo ciekawie diagnozują problemy w dzielnicach. Mamy 21 klubów seniora i bardzo aktywnych seniorów. A dużym wyzwaniem jest zadbanie o tych, którzy są „więźniami swoich mieszkań”, nie komunikują potrzeb – i do nich chcemy trafić z ofertą i o nich zadbać kompleksowo.
Rozmawiała: Adriana Urgacz-Kuźniak


Komentarze (0) Skomentuj