Od 4 lipca w szpitalu miejskim oddziały ortopedii bez lekarzy. Pod koniec czerwca złożyli wypowiedzenia. Szpitalowi grozi ewakuacja pacjentów do tych w innych miastach. Może się też okazać, że ci, którzy przyjdą po pomoc,odejdą z kwitkiem.     
Taka reakcja lekarzy to votum nieufności dla zarządu spółki, która nie radzi sobie z organizacją pracy. Także efekt katastrofalnej polityki kadrowej, finansowej i łamania prawa pracy. Wprawdzie mediacji w tej sprawie podjęły się związki zawodowe, ale okazało się, że mimo obietnic ze strony prezesa spółki, nie znalazł on czasu na spotkanie. - Czekaliśmy na sygnał i po raz kolejny uwierzyli w zapewnienia prezesa, który nie zdaje sobie chyba sprawy z zagrożenia zdrowia mieszkańców - mówi dr Anita Rogalska, szefowa związków. Ortopedzi z dawnego "wojskowego" wysłali pisma z opisem sytuacji i uzasadnieniem swoich decyzji. Wynika z nich, że nie godzą się na proponowane rozwiązania forsowane przez zarząd szpitala, gdyż są one zagrożeniem dla bezpieczeństwa pacjentów. Pisma otrzymali prezydent, przewodniczący rady miasta,  naczelnik wydziału zdrowia, radni z komisji zdrowia.   

W dawnym Gliwickim Centrum Medycznym również krytyczna sytuacja na ortopedii, nie pracuje przychodnia przyszpitalna zaś na oddziale część lekarzy się zwolniła i bardzo prawdopodobne, że przestanie on przyjmować pacjentów. - Nawet nie chcemy o tym myśleć, bo przecież szpital działa w trybie ostrym. I co z nagłymi przypadkami, wypadkami, złamaniami? Czy decydenci naprawdę nie pojęli grozy sytuacji i wciąż będziemy słyszeć, że lekarzom chodzi o pieniądze. Czekamy aż ktoś umrze bez opieki? Na totalną katastrofę? - mówi jeden z lekarzy.

W przedstawionej 27 czerwca  przez NFZ sieci szpitali nie znalazła się spółka Vito Med przy ul. Radiowej. Chociaż niemal do końca szef śląskiego oddziału zapewniał, że nie wyobraża sobie Gliwic i powiatu bez neurologii i oddziału udarowego, okazało się, że były to tylko słowa. - Będziemy startować w konkursie i walczyć o kontrakt. Będziemy się także odwoływać, aż do skutku, od decyzji ministerstwa. I wykorzystamy do tego wszystkie możliwe ścieżki prawne - podkreśla Przemysław Gliklich, prezes Vito Med.

Mieszkańcy zaniepokojeni sytuacją gliwickich szpitali, szczególnie brakiem chirurgicznej opieki nad najmłodszymi, organizują marsz. Obywatelska akcja w trosce o zdrowie mieszkańców już 29 czerwca  o godz. 15.30. Władze miasta nie przyjmą organizatorów, bo zastępca prezydenta ma już inne zajęcia. Proponują za to spotkanie w innym terminie i złożenie petycji w biurze podawczym.       

 Organizatorki marszu otrzymały natomiast pismo, sygnowane przez prezesa szpitala i przewodniczącą rady nadzorczej, dotyczące "prośby o wznowienie działalności chirurgii dziecięcej". - To kuriozalna odpowiedź. Czy władza uważa nas za idiotów nie umiejących kojarzyć faktów? Takie pismo świadczy  o lekceważeniu mieszkańców - mówi Beata Kaniowska, autorka petycji w sprawie ratowania chirurgii dzieci.

W dokumencie  napisano między innymi, że oddział, wbrew pogłoskom, nie został zamknięty a czasowo zawieszony z przyczyn od szpitala niezależnych. Tylko jak nazwać decyzje prezesa Mariana Jarosza, który od momentu, gdy objął funkcję oszczędzał na oddziale, zwodził w sprawie remontów,  akceptował pracę lekarzy ponad normę. To są właśnie przyczyny zależne od szpitala, które wpłynęły na dramatyczną decyzję lekarzy, związanych z tym oddziałem od lat.  I nie zadziałało tu, jak chce Jarosz "prawo swobody do rozwiązania umów" a fatalna polityka kadrowa i brak umiejętności zarządczych.

Autorzy pisma podnoszą, że wciąż poszukują lekarzy - chirurgów dziecięcych, ale "pewną barierą są oczekiwania finansowe kandydatów, których podmiot leczniczy nie może spełnić". I nie spełni, bo żaden lekarz nie zgodzi się na niedopracowane i niepewne zasady wynagradzania, chaos organizacyjny i pracę pod wojskowym butem.  Na koniec prezes Jarosz i przewodnicząca rady nadzorczej udowadniają, że gliwickie dzieci są pod opieką " w ramach metropolii", a zapewniają ją szpitale w Zabrzu, Chorzowie i Katowicach.            

Rozmowa z Beatą Kaniowską i Martyną Goriln - Wasyłenko, organizatorkami marszu w obronie chirurgii dziecięcej z gliwickiego szpitala miejskiego.    

- Jak oceniają panie decyzję zarządu szpitala  dotyczącą likwidacji oddziału?

- Ciężko było uwierzyć w to, że tak istotny i potrzebny oddział został zamknięty. Uważamy, że to skandal. 

-  Jakie szkody może przynieść mieszkańcom miasta taka decyzja?

- Przede wszystkim brak pomocy w nagłych sytuacjach, które wymagają chirurga. Prosty przykład: nie posiadam samochodu, moje dziecko uległo wypadkowi i potrzebuje natychmiastowej pomocy lekarza. W takim momencie nie mogę  udać się z dzieckiem do szpitala w Gliwicach, bo zwyczajnie  nie ma gdzie. Jeśli będzie to godzina nocna, tym bardziej nie wyobrażam sobie dojazdu do Zabrza. Co mam wtedy zrobić? Zadzwonić po karetkę? To nie jest taksówka. Mieszkańcy Gliwic nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji, dopóki nie spotka ich nieszczęście.

 -  Władze kompletnie nie reagują na katastrofalną sytuację w szpitalach, twierdząc, że to normalne i do takich sytuacji dochodzi na co dzień.

 - Nie rozumiemy dlaczego w mieście takim jak Gliwice, gdzie prezydent jest w czołówce najlepszych prezydentów według różnych rankingów, władze nie reagują na tę sytuację. Nie rozumiemy,  jakim cudem miasto stać na halę za miliony, a na rzeczywiste potrzeby mieszkańców nie ma pieniędzy! Nie, to nie jest normalne i właściwie każda osoba, z którą rozmawiamy na ten temat, jest oburzona.

 - Kogo zapraszają panie na marsz?

 - Wszystkich. Zapraszamy wszystkich mieszkańców powiatu gliwickiego.  Wszystkich , którym zależy na zdrowiu i życiu dzieci. Bo w takiej sytuacji życie dzieci jest zagrożone. Czas dojazdu do Zabrza może być ich ostatnim czasem w życiu. To naprawdę bardzo poważna sprawa. I tu wielka prośba do osób należących do partii i ruchów społecznych, aby przyszli "NO LOGO". Nie bierzcie swoich sztandarów czy znaczków, obojętnie za kim stoicie. Przyjdźcie jako mieszkańcy Gliwic, bez nalepek i tytułów. Jedyne logo, na które tego dnia się godzimy to związkowe pielęgniarek i lekarzy, dla których też idziemy, aby ich wesprzeć.

-  Jak lekarze i pielęgniarki odnoszą się do tej inicjatywy?

 - Z naszych  informacji wynika, że są bardzo zadowoleni z tego, że obywatele biorą sprawy w swoje ręce. Chętnie rozmawiają i pytają o marsz a także o to, czy mogą przyjść ze swoimi sztandarami związkowymi. Uważamy, że pracownicy służby zdrowia potrzebują naszego wsparcia, bo ich prawa są deptane.

-  Adresatem petycji jest Krystian Tomala, zastępca prezydenta Gliwic - jakich reakcji ze strony władz spodziewają się organizatorzy marszu?

-  Niektórzy twierdzą, że władze miasta nie są odpowiedzialne za tę sytuację. Nie zgadzamy się z tym. My, jako suweren, możemy kierować petycję do władz miasta, mamy takie prawo. w ciągu miesiąca musimy mieć odpowiedź w jaki sposób  petycja zostanie rozpatrzona. Władze miasta, według prawa, mają obowiązek zapewnienia naszym dzieciom godnej opieki zdrowotnej. Tak zapisano między innymi w  konstytucji RP, w art. 68 . Więc do kogo innego możemy udać się po pomoc i działania w tej sprawie? Pan Tomala telefonicznie poinformował, że nie spotka się z nami tego dnia, bo ma ważniejsze sprawy. Cóż jest ważniejsze od życia dzieci? My nie chcemy wytłumaczeń władz, chcemy chirurgii dziecięcej w Gliwicach!

-  Przygotowania logistyczne - czyli ulotki i plakaty .    

-  Jeśli chodzi o ulotki to drukujemy i roznosimy w miarę naszych możliwości. Na własny koszt z pomocą znajomych. Tu, bardzo chciałybyśmy podziękować Marcinowi Samulewiczowi za pomoc. Zawierają plan zgromadzenia i przemarszu oraz krótki opis sytuacji . Marsz dla chirurgii dziecięcej to nasze główne hasło. Ale znajdą się i inne, dobitniejsze: "Chcemy szpitali, nie drogiej hali" i  "Nie ma szpitali, lecz się na hali". Każdy może przynieść swój transparent, byleby był cenzuralny i apartyjny.

Małgorzata Lichecka 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj