Poznajcie ulubione miejsca Michała Bradela, gliwickiego podróżnika.
Wytrwały i konsekwentny, a kiedy coś pojawi się w jego głowie i osiądzie tam choćby na chwilę, to nie ma dla niego rzeczy niemożliwych w drodze do realizacji celu. - Najsilniejsza we mnie jest moja ambicja i duch, którego nie da się złamać – przekonuje. - Mimo, że czasem upadam, a wszystko wokół potrafi wyglądać jak ruina, zawsze wiem, że się podniosę i ruszę dalej nawet tam, gdzie każdy inny by zawrócił.
23-letni Gliwiczanin, który dorastał w bezpośrednim sąsiedztwie Radiostacji. – Moje wspomnienia z tamtego czasu to przede wszystkim garaż i majsterkowanie z dziadkiem - opowiada. - Czasami to było zwykłe przybicie gwoździa, innym razem porąbanie drzewa, a jeszcze innym rozkręcanie wiertarki. Dziś nie mam żadnych problemów z pracami manualnymi.
Zawsze ciągnęło go do sportu i już od 5. roku życia ćwiczył szermierkę, potem hokej na trawie, a nawet taniec towarzyski. Uczył się najpierw w SP nr 7, potem w Gimnazjum nr 7 oraz LO nr 7 – obie ostatnie w ZSO nr 4 przy ul. Orląt Śląskich. Z sentymentem wspomina tę ostatnią szkołę. - Miałem świetnych nauczycieli, którzy bardzo dużo dla mnie zrobili i bardzo mi pomogli – twierdzi.
Po maturze wyjechał do Łodzi, żeby studiować reżyserię filmową. To była konsekwencja zainteresowań teatrem. - W czasach licealnych uczestniczyłem w takich zajęciach, a potem sam założyłem dwie grupy teatralne - wspomina. - Wtedy poznałem Tomka Sobanię, znanego dziś podróżnika, który zaraził mnie na całego swoją pasją podróżniczą. Jego pojawienie było dla mnie zrządzeniem losu.
Życiowe perturbacje spowodowały, że zarzucił studia i wrócił na Śląsk. To był dobry moment do zrealizowania podróżniczego marzenia. Postanowił przejść pieszo wokół Alp. Miał wtedy 19 lat i mnóstwo motywacji. – Choć Tomek początkowo odradzał mi ten plan, uparłem się i zrealizowałem go - mówi. - Przeszedłem 4101 kilometry w 96 dni. To było niesamowite osiągnięcie.
Co się dzieje z człowiekiem w trakcie tej wyprawy? - Są momenty załamania, potem euforii - wylicza. - No i przekraczanie granic, które myślało się, że istnieją, a ich nie ma. One są tylko w naszych głowach. Nie ma sufitu, nie ma nieba.
W 2024 r., po dwuletniej przerwie od swojej pierwszej ekstremalnej wyprawy dookoła Alp po raz kolejny postanowił sobie udowodnić, że marzenia należy spełniać, nowe miejsca poznawać na własną rękę, a przy okazji można nieść pomoc i dorzucić się do zbiórki charytatywnej. Wtedy na rzecz Michała Stępniaka, niepełnosprawnego sportowca. W niespełna 110 dni przeszedł dookoła Bałtyku, odwiedził osiem państw (poza Polską, Niemcy, Danię, Szwecję, Finlandię, Estonię, Łotwę oraz Litwę) przechodząc pieszo 4042 km!
Gliwicki piechur długo nie usiedział na miejscu. W zeszłym roku wyruszył z Gliwic na Nordkapp, dalej na Gibraltar i z powrotem. Cel: 60 Ironmanów – czyli chodzenie, pływanie i jazda na rowerze. Ta podróż miała być aktem wsparcia – dla Łukasza Glinianego, młodego chłopaka z postępującą dystrofią mięśniową. Trasa miała zając 150 dni, ale tym razem zakończyła się kontuzją i przerwaniem podróży.
- Obiecałem sobie, że wrócę do tej trasy, która się nie udała – zapewnia.
(s), fot. Michał Buksa
Lat 23. Sportowiec i podróżnik. Aktualnie studiuje psychologię, choć w środku – jak mówi – jest wciąż nieokrzesanym licealistą żądnym przygód. Jego droga zawodowa nie była prosta. Zaczynał jako kurier rowerowy, pracował w ogrodnictwie i za granicą, był rejestratorem medycznym, a później nadzorował duże projekty międzaynarodowe. Równolegle rozwija się jako prelegent, ucząc się, jak przekuwać własne doświadczenia w inspirację dla innych.


Komentarze (0) Skomentuj