Dawniej przesiadywało się „u Sąsiada”. Kto studiował w Gliwicach, ten znał – albo przynajmniej słyszał. Piwniczny klimat, cegła, koncerty, trunki, znajomi. Od dokładnie 3 lat miejsce przy ul. Pszczyńskiej 29 ma nowe imię. Ale serce nadal tu bije. I to mocno. Na szyldzie – „Hearts Pub”. A w środku? Klimat, którego nie da się podrobić.

Nie tylko planszówki, nie tylko trunki,  nie tylko studenci

– Charakter się nie zmienił, działalność jest podobna, tylko czasy inne. Studenci wciąż przychodzą, ale coraz więcej ludzi wpada też po prostu z miasta. Zdecydowanie nie jesteśmy pubem tylko dla studentów, albo tylko z grami. To miejsce jest dla każdego, kto chce się dobrze poczuć – mówi Janek Adryański, właściciel lokalu.
I rzeczywiście – wystarczy zajrzeć na fanpage, prześledzić wydarzenia z ostatnich miesięcy. Quizy, spotkania planszówkowe, turnieje karciane, a nawet... śpiewanie szant ze Śląskim Yacht Clubem. W weekendy są tu tłumy. W niedzielę nierzadko pojawiają się rodziny z dziećmi. 
– Mamy takich stałych bywalców – siedem osób, regularnie rezerwują stolik w niedziele o 16. Grają w planszówki, dzieciaki siadają przy konsoli. Jest spokojnie, jest rodzinnie – opowiada Janek.
W środku są konsole – z retro grami, bijatykami i klasycznym Mario. Jest też dart, są duże stoły i od niedawna nowość - osobna sala, w której można zorganizować urodziny, spotkanie firmowe albo turniej. Ale najważniejsza jest atmosfera. Bez spiny, bez dress code’u. Po prostu: wpadasz, grasz, pijesz zimową herbatę a latem chłodną lemoniadę. Albo kraftowy trunek. 
– U nas nikt nie wyrywa szkła sprzed nosa, jak jeszcze kończysz pić. Nie ma obsługi kelnerskiej, więc można po prostu posiedzieć, porozmawiać. Ludzie czują się swobodnie. I to jest nasza siła – zauważa Janek.

Lokal z duszą

Nie sposób uciec od historii tego miejsca. W końcu to właśnie tutaj mieścił się jeden z najbardziej znanych gliwickich lokali początku lat 2000.
– Ludzie wciąż przychodzą i pytają: to tu był Sąsiad, prawda? Przyszedł kominiarz – kojarzy. Elektryk – też pamięta. Nawet przy zakupie farb słyszałem: O, u Sąsiada to się działo! – opowiada ze śmiechem właściciel.
Zresztą, ślady tamtych czasów są wciąż widoczne. W jednej z sal na ścianach zachowały się podpisy muzyków, którzy grali tu koncerty. – To było miejsce z duszą i wciąż jest. A my budujemy jego nową historię – podkreśla Janek.

Czasy się zmieniają?

Choć „Hearts Pub” nie powinien być utożsamiany wyłącznie z grami, to właśnie one ściągają tu ludzi. Jest tu sklep z grami, można zasiąść za konsolą, zagrać w planszówki i karty, Magic: The Gathering, Star Wars, Pokémony... Zwłaszcza te ostatnie przeżywają teraz renesans z uwagi na aspekt kolekcjonerski.
– Szachiści też nas odwiedzają. Pojawił się pomysł na organizację oficjalnego turnieju szachowego. Szukali miejsca z klimatem. A sala szkolna, zwykle wykorzystywana do takich celów, to nie to samo, co pub z atmosferą – mówi z dumą Adryański.

Oprócz turniejów są też eventy bardziej lokalne – jak spotkania ze Stowarzyszeniem Gier Planszowych Gambit, którego członkowie przynoszą ze sobą unikatowe tytuły gier, nierzadko sprowadzane z zagranicy. Spotkania są otwarte – każdy może przyjść, nauczyć się zasad, pograć.

Co ciekawe, choć z nazwy to pub, można się w nim delektować nie tylko trunkami. Czasy się zmieniają i coraz większą popularnością cieszą się napoje bezalkoholowe - piwa rzemieślnicze bez procentów, czy aromatyczna kawa i herbata dostarczane przez gliwicki Kafar oraz herbaciarnię Czajnik. 

Kameralne miejsce z wielkim sercem

Współpraca z Samorządem Politechniki Śląskiej oraz organizacjami studenckimi – AEGEE, BEST, IAESTE – kwitnie. Pub to miejsce rekrutacji, spotkań, integracji. Często, właśnie w ramach integracji, wpadają do Hearts Pubu pracownicy lokalnych firm, członkowie kół naukowych czy organizacji pozarządowych.
Choć Gliwice dawno przestały być mekką studenckich lokali, a ul. Pszczyńska już nie kojarzy się z nocnym życiem, Hearts Pub dostosował się do tych zmian. Ma swoje miejsce, swoich ludzi i swój rytm.

– Chcemy, żeby ludzie spoza tych rejonów wiedzieli, że tu jesteśmy. Że to nie tylko trunki, nie tylko pub. To miejsce, gdzie się dzieją fajne rzeczy. Gdzie jest klimat, gdzie można się spotkać. I gdzie wszystko zrobione jest z sercem – kończy Janek.

Adriana Urgacz-Kuźniak

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj