Rozmowa z Alicją Mainusch-Buhl i Kajetanem Gornigiem.
W kolejnym odcinku „Zoomu na Gliwice” gośćmi Nowin Gliwickich i Telewizji Imperium byli Alicja Mainusch-Buhl i Kajetan Gornig, radni Rady Miasta Gliwice, którzy podczas ostatniej sesji dokonali politycznego przetasowania, tworząc nowy klub „Wspólny Ratusz”. Co się właściwie wydarzyło?
Pani Alicjo, zacznijmy od pani. Skąd decyzja o przystąpieniu do klubu „Nowy Ratusz”, który stał się teraz „Wspólnym Ratuszem”?
Alicja Mainusch-Buhl: Ktoś mógłby podejrzewać, że to był impuls, chwila słabości, że coś mnie zdenerwowało i dlatego tak postanowiłam. Ale nie. To był dłuższy proces. Myślałam o tym już wcześniej, rozmawiałam też z Kasią Ujmą-Wąsowicz, czy być może moglibyśmy znaleźć sojuszników dla wielu naszych spraw po drugiej stronie, albo jeszcze gdzieś indziej, wspólnie z innymi radnymi.
Panie Kajetanie, pamięta pan moment, kiedy ten pomysł został panu przedstawiony?
Kajetan Gornig: Nie pamiętam dokładnie, kiedy to się zaczęło. To raczej wyglądało tak, że po prostu prowadziliśmy wspólne rozmowy. Znamy się już jakiś czas, swobodnie rozmawiamy o różnych problemach. I ta wspólna płaszczyzna sprawiła, że osiągnęliśmy taki poziom współpracy, iż wszyscy chyba czuliśmy, że tak to powinno wyglądać. My jako „Nowy Ratusz” z Agnieszką Dudą nigdy nie ukrywaliśmy, że marzy nam się własny klub radnych, ale do tego potrzeba trzech osób. Było nas dwoje. Tym bardziej to dla nas bardzo miła sytuacja, kiedy ktoś przychodzi i mówi, że podoba mu się nasza niezależność, niepartyjne podejście i bardzo samorządowy sposób działania.
W czasie wyborów samorządowych mogło się wydawać, że „Nowy Ratusz” jest jednak blisko obecnej prezydent i jej środowiska. Pani, pani Alicja z kolei była w Koalicji. Co się zmieniło? Skąd decyzja o przejściu do wspólnego klubu?
Alicja Mainusch-Buhl: To na pewno nie były różnice światopoglądowe. Zdecydowało raczej to, że z przedstawicielami „Nowego Ratusza” można było rozmawiać na różne tematy, podyskutować, pospierać się, można było wprost powiedzieć: „nie zgadzam się z tobą” — i to nie przynosiło żadnych negatywnych konsekwencji. Ta otwartość i gotowość do dyskusji przede wszystkim mnie ujęły.
A tego zabrakło w klubie Koalicji Obywatelskiej?
Alicja Mainusch-Buhl: Tego na pewno nie było w takim stopniu, jak sobie to wyobrażałam. Chciałabym mieć możliwość powiedzenia: „to podyskutujmy jeszcze dwie godziny dłużej, bo ja nadal nie jestem przekonana”. Zabrakło mi wielu spotkań, albo przynajmniej wielu godzin rozmów, jeśli coś było dla mnie problematyczne. Po prostu: za mało rozmowy, za mało dyskusji.
Może pani podać przykład takiej sprawy?
Alicja Mainusch-Buhl: Takim dużym problemem była sprawa wieżowców. To już temat jeszcze z poprzedniego roku, a właściwie sprzed dwóch lat. Nie wydyskutowaliśmy tego dostatecznie. Bardziej otrzymaliśmy informację, że to jest Gliwicom potrzebne i nie ma się nad czym specjalnie rozwodzić. A ja mówiłam: chciałabym porozmawiać z mieszkańcami tego kwartału, może oni są innego zdania, może trzeba pojechać na wizję lokalną. Taka wizja była, ale nie wszyscy na niej byli. Potem oczekiwanie było takie, że nieważne, co sygnalizują niektórzy mieszkańcy — lepiej po prostu zagłosować za. I tej dyskusji było zdecydowanie za mało.
To rzeczywiście jedna z najbardziej dzielących mieszkańców spraw. Ale zauważyłam też, że panu, panie Kajetanie, również nie ze wszystkimi decyzjami miasta jest dziś po drodze.
Kajetan Gornig: Tu chodzi raczej o całokształt zarządzania miastem. Jestem przekonany, że jakość tego zarządzania można poprawić. My jako radni zostaliśmy wybrani po to, żeby kontrolować władzę wykonawczą, i swoją rolę traktujemy poważnie. Od trzech miesięcy nie mamy wiceprezydenta (nagranie programu zrealizowane zostało przed wyborem wiceprezydent – red.). Pytaliśmy panią prezydent, czy ma jakiś pomysł, kto nim będzie, ale usłyszeliśmy, że to jej sprawa. W porządku — tylko później przychodzą konkretne problemy. Na przykład konsultacje w sprawie odpadów, prowadzone w naszym przekonaniu w najgorszym możliwym momencie, przy zmianach prawa i niepewności co do kosztów. Mieszkańcom podaje się dane, które w praktyce mogą się okazać nietrafne, bo nie wiemy jeszcze, ile system będzie naprawdę kosztował. A przy tym wszystkim pominięto szeroką dyskusję na forum Rady Miasta.
Ta uchwała przecież ostatecznie nie przeszła, także głosami radnych związanych z prezydent miasta.
Kajetan Gornig: Właśnie. I to było zaskakujące. Bo jeśli wnosi się uchwałę po konsultacjach, a później nawet własne zaplecze polityczne nie chce jej poprzeć, to wygląda to trochę jak odfajkowanie obietnicy wyborczej. Może trzeba przemyśleć nie tylko moment, ale też sposób, w jaki pewne rzeczy się obiecuje i potem realizuje.
Alicja Mainusch-Buhl: Ja pamiętam spotkania przedwyborcze i rzeczywiście nie było spotkania, na którym temat śmieci by się nie pojawiał. Tylko pytanie, czy to był najlepszy moment na procedowanie tego i czy nie należało tego jeszcze dłużej wydyskutować. Bywałam na spotkaniach, gdzie społeczność dzieliła się niemal równo na cztery grupy. Trudno było zająć jednoznaczne stanowisko. To pokazywało raczej, że brakuje informacji. Na przykład informacji o różnych systemach osłonowych dla osób starszych, mieszkających samotnie na większym metrażu, które nie produkują dużej ilości odpadów. One często po prostu nie wiedziały, że takie rozwiązania istnieją.
Kajetan Gornig: Na komisji dowiedzieliśmy się, że z takich osłon korzysta zaledwie kilkanaście osób. A to może być sprawa naprawdę zasadnicza. Jeśli ktoś mieszka sam na dużej powierzchni i obecne progi są niewystarczające, to trzeba nad tym pracować. Mieszkańcy powinni wiedzieć, nad czym głosują i jakie są konsekwencje. Ja sam byłem zwolennikiem naliczania opłaty od zużycia wody, ale kiedy rozmawiałem z zarządcami nieruchomości i usłyszałem o stratach wody czy podlewaniu ogródków, które nie generuje śmieci, a wpływałoby na wysokość opłaty, zacząłem inaczej na to patrzeć. Do tego dochodzą jeszcze koszty samego systemu naliczania. Tych informacji mieszkańcy nie mieli.
Dla mnie bardzo ważne są także małe inwestycje drogowe w dzielnicach. Cały czas nie mamy planu, która ulica, kiedy będzie robiona. Mam wrażenie chaosu. I nie mam partnera, z którym mogę o tym rozmawiać. To nie przekreśla współpracy z panią prezydent, ale jest wyraźnym sygnałem. Chcemy mieć własne zdanie i możliwość przekazywania tego, co słyszymy od mieszkańców.
Uważa pan, że prezydent miasta nie przekonała do siebie nieprzekonanych?
Kajetan Gornig: Raczej nie mam takiego poczucia. Oczywiście wprowadziła dużo nowej jakości, pojawiły się ciekawe zmiany, chociażby w kulturze. Biennale było sukcesem, polityka kulturalna się zmienia, Gliwice są bardziej otwarte. Ludzie mają powód, by wyjść z domu i przyjechać do miasta. Ale wtedy wraca problem: gdzie mają zaparkować? I nie chodzi tylko o tych, którzy mogą przyjechać autobusem. Są osoby, którym dojazd komunikacją zajmuje dwie godziny. Mamy w Gliwicach miejsca wykluczone komunikacyjnie, czasem nie dlatego, że nie ma autobusu, ale dlatego, że do przystanku trzeba dojść po błocie. A jednocześnie nie da się dojechać samochodem, bo nie ma gdzie zaparkować. I tego problemu nadal nie rozwiązano.
Padły zapowiedzi budowy dwóch parkingów.
Kajetan Gornig: Taką informację mamy, ale nie znamy terminów. Wszystko jest jeszcze bardzo niekonkretne. Straciliśmy już sporo czasu. A mieszkańcy, którzy codziennie się z tym mierzą, pytają po prostu: co wy w tej sprawie robicie?
Zmieńmy temat. Chciałabym zapytać o Karla Schabika i o pomysł związany z wieżą ciśnień.
Kajetan Gornig: Chodzi o bardzo ciekawy kwartał pomiędzy ulicą Kościuszki a wieżą ciśnień. W naszym przekonaniu prawie cały mógłby należeć do miasta i tam mógłby powstać taki „Karl Schabik II” — projekt, w którym to miasto narzucałoby pewne formuły zabudowy. Sama inwestycja mogłaby być prywatna albo indywidualna, ale to miasto wyznaczałoby ramy. Żeby tak się stało, trzeba byłoby teren wykupić. W naszej ocenie to nie są dla miasta niewyobrażalne pieniądze, a można by stworzyć bardzo ciekawy kwartał, który stałby się wizytówką Gliwic. Trzeba chronić to miejsce przed przypadkową, maksymalnie zagęszczoną zabudową.
Alicja Mainusch-Buhl: Jeśli chodzi o samą postać Karla Schabika, to na pewno jest to ktoś, do kogo chcemy wracać. Mamy też nadzieję, że miasto wystąpi o pogłębioną opinię na jego temat, bo z tej, którą dotąd otrzymaliśmy, niewiele dla nas wynika.
Kajetan Gornig: Przyspieszamy zresztą działania, bo składamy projekt uchwały z inicjatywy radnych. Są zapowiedzi, że inni radni także się pod nim podpiszą. Sprawdzamy formalności i najprawdopodobniej przygotujemy druk na sesję kwietniową. Zobaczymy, co będzie dalej.
Pani Alicjo, chciałabym zapytać o rzecz bardziej osobistą. Dotarły do mnie sygnały, że była pani krytykowana przez koleżanki z klubu za wyrażanie opinii niezgodnych z linią ugrupowania. Czy to prawda?
Alicja Mainusch-Buhl: Myślę, że zostało to zauważone już właściwie trzy miesiące po rozpoczęciu kadencji. Była taka dość publiczna sytuacja pod Radiostacją, kiedy jedna z koleżanek radnych wyraziła to dość głośno. Byli tam też koledzy z innych klubów i potem dopytywali mnie o szczegóły. Wtedy jeszcze nie widziałam w tym aż takiego problemu. Takie sytuacje się zdarzały, ale ponieważ moja reakcja nigdy nie była gwałtowna, tylko mówiłam po prostu: „zastanowię się, przemyślę”, to z czasem chyba koleżanki zorientowały się, że to nie jest sposób, by skłonić mnie do zmiany głosowania, wypowiedzi czy myślenia.
Jakie plany ma nowy klub?
Kajetan Gornig: Wziąć się mocno do roboty. Być może będziemy języczkiem u wagi, ale przy 25 radnych cztery osoby to już całkiem wyraźny głos. Spotykamy się z panią prezydent. Chcemy posłuchać, co ma do powiedzenia, i jesteśmy gotowi popierać dobre projekty. Chcemy wiedzieć, co się dzieje, i chcemy rozmawiać. Od początku założyliśmy sobie, że nie jesteśmy przeciwko komuś. Jesteśmy otwarci na rozmowę.
Alicja Mainusch-Buhl: Podpisuję się pod tym całkowicie. Nie idę z nastawieniem, że teraz będziemy się konfrontować albo tupać nogami. Chcemy wysłuchać, ale liczymy też na to, że pani prezydent wysłucha nas i że uda się spotkać gdzieś pośrodku.
Rozmawiała: Adriana Urgacz-Kuźniak
Skwer im. Karla Schabika - Plus.
Uzyskanie reparacji od Niemiec za II wojnę światową - Plus minus plus. – To nie jest kwestia dla samorządu Gliwic, ale jako Ślązacy, jako potomkowie mieszkańców sprzed stu lat, widzimy, że Niemcy powinny wykazać większą wrażliwość wobec Polaków. Warto o tym rozmawiać. Można się spierać, czy mówić o reparacjach, czy o odszkodowaniu, ale sama rozmowa jest potrzebna.
Rozliczenie śmieci od wody - Minus.
Więcej cmentarzy dla zwierząt niż ten jeden zaproponowany - Minus. Jeden wystarczy.
Wyznaczanie tras rowerowych w pasach jezdni - W niektórych miejscach plus.
Powrót tramwajów na gliwickie ulice - Plus. – To marzenie, choć trochę w cudzysłowie.
Kody do PSZOK-u - Z przykrością plus. – Chciałbym, żeby to było lepiej zorganizowane.
Budowa zakładu przetwarzania odpadów na paliwo RDF przy Jagodowej - Minus. – A nawet trzy minusy.


Komentarze (0) Skomentuj