Jak minęły pani święta?
Fantastycznie. Rodzinnie. I to jest naprawdę wielka radość. Przy okazji miałam też szczęście uczestniczyć w ważnym wydarzeniu, które co roku w trakcie Wielkanocy odbywa się w Ostropie. To fantastyczna ceremonia – święcenie pól, potem to mocno zaskakujące rzucanie wianków, w międzyczasie krótkie nabożeństwo. A jeszcze wcześniej, w poniedziałek wielkanocny, organizowaliśmy śniadanie dla gliwiczan, w tym oczywiście dla tych szczególnie potrzebujących. To również było piękne wydarzenie, mimo że pogoda nas nie rozpieszczała. Było zimno, wiało strasznie, mieliśmy zimowe kurtki, ale i tak było przepięknie.
Rolka z tego wydarzenia cieszyła się dużym zainteresowaniem i wieloma pozytywnymi komentarzami, ale pojawiły się też głosy krytyczne. Zarzucano, że było to spotkanie partyjne. Jak pani to skomentuje?
Czytałam te komentarze, nawet odpowiedziałam na jeden z nich. To była garstka takich głosów, bo naprawdę bardzo duża grupa ludzi chwaliła tę inicjatywę. Niełatwo było ją zorganizować w takich warunkach. Mieliśmy piękne dekoracje, których nie mogliśmy postawić, bo tak wiało. Cieszył nas każdy, kto przyszedł porozmawiać, zjeść, a często – jeśli były to osoby w potrzebie – wyjść jeszcze z paczką jedzenia na kolację czy na drugi dzień na śniadanie. To wszystko dawało ogromną satysfakcję..
Nieprawdziwy jest zarzut o partyjności. Faktem jest, że szukaliśmy pieniędzy i wsparcia, żeby móc to śniadanie zorganizować. Organizatorem było stowarzyszenie Razem dla Gliwic, w którym również jestem, ale są tam ludzie absolutnie od prawa do lewa, niezaangażowani partyjnie. I dlatego właśnie istnieje to stowarzyszenie – to organizacja, w której każdy, kto chce zrobić coś dobrego dla miasta, dla gliwiczan, może się odnaleźć. Było też wsparcie koła Aktywni Koalicji Obywatelskiej, bo stamtąd także ludzie chcieli się zaangażować, ale mógł się włączyć każdy.
Przypomnę, że podobna inicjatywa była organizowana już w 2022 roku. Sama brałam w niej udział i dużo osób, które były przy tegorocznym wydarzeniu, również wtedy się angażowało. Od tego czasu nikt się za to nie zabrał, a uważam, że był to bardzo dobry pomysł i dobre pomysły warto powtarzać.
Mimo trudnej pogody, wiatru i zimna przyszło sporo ludzi. Pokazywanie zdjęć, na których widać tylko stół i nie ma ludzi, jest bardzo nieuprawnione. Zawsze można zrobić takie ujęcie. Dlatego cieszę się, że redakcja „Nowin” była na miejscu i mogła zobaczyć, jak to naprawdę wyglądało – tę ciepłą atmosferę i radość ludzi, którzy mogli się przy wielkanocnym stole spotkać.
Deklaruję, że będziemy takie inicjatywy organizować co roku i co roku zapraszać każdego, kto chce się w nie włączyć.
Zostawmy święta, które już kilka tygodni za nami i przejdźmy do polityki. W Radzie Miasta pojawił się nowy klub – Wspólny Ratusz. Zasiadają w nim dwie osoby, które wcześniej były w klubie Koalicji Obywatelskiej. Jak pani zareagowała na ten rozłam?
Spodziewałam się tego od dłuższego czasu. Gdy rozmawialiśmy w klubie, także poza oficjalnymi spotkaniami, czuliśmy, że to się zadzieje. Chociaż powody, które zostały potem wyartykułowane na zewnątrz, jednak mnie zdziwiły. Niemniej uważam, że każdy, kto chce pracować dla dobra Gliwic, bez względu na to, jaką formułę tej pracy wybiera, jest przeze mnie dobrze odbierany. Jestem gotowa współpracować z każdym, kto taką pracę chce wykonywać.
Na pewno trudno jest współpracować z kimś, kto gotowy jest tylko być malkontentem, a w pracy nie ma realnych efektów, bo nam nie o to chodzi. Ale mówię tu ogólnie o takiej sytuacji. Nie było tajemnicą – i wiem, że dla niektórych było to trudne – że rozszerzamy formułę współpracy. Ja naprawdę jestem w stanie usiąść do stołu z każdym, kto chce dobra Gliwic. Po prostu wiem, że niektórym to nie pasowało.
W tym studiu padł zarzut, że w klubie było za mało rozmowy.
Byłam tym bardzo zdziwiona, dlatego że to często z mojej inicjatywy odbywały się spotkania klubowe, na które przed podjęciem jakiejś uchwały zapraszałam ekspertów od danego tematu, zachęcając, żeby zadawać pytania i dobrze wdrożyć się w sprawę. I to nie zawsze spotykało się z zainteresowaniem akurat tych osób, które odeszły z klubu. Więc mówienie potem, że nie było rozmowy, albo że można było jeszcze dłużej dyskutować, jest po prostu nieprawdą. Bywały tematy, które rzeczywiście budziły większą chęć dyskusji u tych osób, które odeszły, ale było też sporo ważnych dla miasta spraw, które takiej dyskusji nie rozbudzały. Nigdy nie było sytuacji, że te osoby chciały więcej rozmowy, a ona się nie odbyła. Ani razu.
Ale to nie determinuje mojego stosunku do tych osób ani chęci współpracy. Absolutnie nie. Z Agnieszką Dudą widziałam się w święta, rozmawiałyśmy bardzo dobrze. Rozmawiałam też z Kasią Ujmą i wiem, że mamy bardzo dużo wspólnych tematów. Myślę, że ta współpraca się ułoży, choć się nie we wszystkim zgadzamy. Ta różnica zdań najczęściej pojawiała się na styku moim i Kajetana, bo ja przyszłam tu realizować program, z którym szłam do wyborów. To jest 50 deklaracji i uważam, że mam obowiązek je realizować i rozliczać się z nich przed mieszkańcami. Jeśli ktoś ma inną wizję – a rozumiem, że oni też szli z innym programem – może ją realizować. Myślę, że ta formuła rozdzielenia będzie higieniczna dla współpracy i może być dla miasta nawet lepszym rozwiązaniem.
Skoro mówimy o deklaracjach, to… przejdźmy do śmieci. Padł zarzut, że przygotowała pani uchwałę, której nie poparli nawet radni z pani klubu.
Moimi wyborcami są gliwiczanie i nie jest tak, że decyzje podejmowane przeze mnie zawsze mają się spotykać z entuzjazmem mojego klubu. To był projekt będący wynikiem konsultacji społecznych. Wzięła w nich udział grupa gliwiczan – ktoś powie: mniejsza lub większa – ale jak na skalę naszego miasta i województwa, jeśli chodzi o konsultacje, całkiem spora. I to ona po bardzo długim, chyba najdłuższym w historii Gliwic procesie partycypacyjnym mogła zapoznać się z wadami i zaletami każdego z systemów odpłatności za odpady. Na tym bardzo mi zależało – żeby również wyedukować mieszkańców. Bo żaden z tych systemów nie jest doskonały i wszyscy o tym wiemy.
Ale dziś broniłaby pani tego projektu uchwały?
I tu właśnie jest błąd w założeniu. Nie chodziło o to, że ja mam bronić któregoś z rozwiązań. Ja miałam za zadanie przedstawić projekt, który wybrali gliwiczanie. To nie był mój autorski projekt. Obiecałam, że zrobię to, co wskażą gliwiczanie. Dlatego taki projekt został przedstawiony Radzie Miasta. Największa grupa osób biorących udział w konsultacjach opowiedziała się za sposobem rozliczania śmieci od wody.
Radni z mojego klubu, konsultując się również w okręgach, z których zostali wybrani, uznali, że ich wyborcy nie do końca popierają tę metodę, i zagłosowali tak, jak zagłosowali. Czy są z tego jakieś konsekwencje? Absolutnie nie.
To temat, który budzi dużo emocji i ja się temu nie dziwię, bo nie ma tutaj rozwiązania sprawiedliwego. Każde ma swoje wady i zalety. Powiem tylko, że rozwiązanie, przy którym zostaliśmy, czyli opłata liczona od metra powierzchni, jest najlepsze dla osób najmniej zamożnych. Na pewno preferuje rodziny z dziećmi mieszkające na przeciętnym mieszkaniu, około 60 metrów kwadratowych. Dla nich jest to najbardziej opłacalne, czyli statystycznie dla największej grupy gliwiczan.
Ale żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom szczególnie tych osób, które samotnie mieszkają w dużych mieszkaniach – bo mamy taką grupę, na przykład po śmierci jednego z małżonków – to na najbliższej sesji będziemy mieli nową formułę wsparcia. Znacznie podwyższamy próg dochodowy do 400 proc., żeby mogły one otrzymać wsparcie ze strony miasta i żeby ta odpłatność nie była dla nich tak uciążliwa.
Kolejny temat to wieża ciśnień przy Sobieskiego. Radny Kajetan Gornig uważa, że miasto stać na jej zakup i przeznaczenie jej na cele kulturalne.
Dla nas w ogóle ten temat na dziś nie istnieje. Jeszcze stosunkowo niedawno inwestor złożył wniosek o pozwolenie na budowę i takie pozwolenie otrzymał. W sensie formalnym nic się więc nie zmieniło. Nie wpłynęła do nas żadna oferta sprzedaży tej wieży. Myślę, że to temat wywołany po to, żeby mieć pretekst do dyskusji.
Ale składam tu propozycję: jeśli pan radny, przewodniczący komisji gospodarki komunalnej, ma taki pomysł, wie jak to zrobić, wie gdzie znaleźć pieniądze – bo kupienie tego wydaje się naprawdę najmniejszym problemem, o ile obiekt rzeczywiście byłby na sprzedaż, a my oficjalnie takiej informacji nie mamy – to ja jestem otwarta. Chciałabym wiedzieć, ile to miałoby kosztować, skąd wziąć na to pieniądze i co konkretnie miałoby tam funkcjonować. Jeśli przygotują taką koncepcję, a są teraz w zespole, który ma ku temu potencjał, to jestem otwarta.
Trzeba też pamiętać o kosztach utrzymania takiego obiektu. Przypomnijmy, że wieża jest wpisana do rejestru wojewódzkiego konserwatora zabytków, więc mówimy o najwyższym stopniu ochrony. Dla porównania: samo utrzymanie centrum przesiadkowego to około 10 mln zł rocznie. A inwestycji w obszarze kultury mamy dziś bardzo dużo. Mówimy przecież o rewitalizacji ruin teatru, która wymaga natychmiastowej interwencji, jeśli chcemy ten obiekt zachować. Do tego dochodzi ożywienie życia kulturalnego w mieście, a to też nie dzieje się za darmo. To są wszystko nasze wspólne pieniądze. Miasto nie ma swoich pieniędzy – zawsze są to pieniądze mieszkańców. Nie wykluczam, że taka inwestycja mogłaby się zmieścić w planach miasta, ale najpierw chciałabym zobaczyć konkretną koncepcję.
Mamy też bardzo dobry pomysł na odbetonowywanie miasta i robimy to systematycznie. Każdy skrawek zieleni w centrum jest ważny. Obniża temperaturę, daje cień, sprawia, że w mieście żyje się lepiej. I mamy na to twarde badania. Staramy się robić to tak intensywnie, jak tylko możliwe.
W jakiej sprawie dałaby pani mieszkańcom prawo do zniecierpliwienia? Gdzie widzi pani obszar wymagający pilnego działania?
Dużo jest takich obszarów. Kiedy przyszłam do miasta niespełna dwa lata temu, okazało się, że jest ich więcej, niż myślałam. Pilnie nadrabiamy zaległości związane z drogami. Wydano bardzo dużo pozwoleń na budowę, sprzedano działki budowlane, a do tego wszystkiego nie była zaplanowana i przygotowana infrastruktura. Proszę zobaczyć, co dzieje się na Andersa i równoległej Kozielskiej – jakie powstają tam korki. Może w porównaniu z innymi miastami nie są gigantyczne, ale na nasze potrzeby i w naszej skali to już przestrzeń wymagająca interwencji.
Tam budują prywatni inwestorzy, to nie są inwestycje miasta, ale my musimy coś z tym zrobić. Drogi są dziś takim obszarem, w którym musimy robić dużo i szybko, choć oczywiście to jest uciążliwe dla mieszkańców. Trzeba jednak mieć świadomość, że jeśli za chwilę ma być lepiej, to przez chwilę będzie gorzej. Proszę zobaczyć Łabędy i inwestycję prowadzoną przez PKP – to też nie jest inwestycja miasta. Miasto musiało jednak dołożyć własne działania, żeby nie stracić możliwości przejazdu z jednej strony dzielnicy na drugą. Kontynuujemy te rozwiązania, wprowadzając drobne zmiany. To są rzeczy, które wywołują zniecierpliwienie i czasem rozgoryczenie mieszkańców. Trudno je komunikować, ale z dobrych wiadomości – nigdy tyle naraz nie robiliśmy remontów i budowy dróg, więc w perspektywie to jest bardzo optymistyczne, choć tu i teraz uciążliwe.
Bardzo mocno dbamy też o to, co dla mieszkańców jest ważne, czyli o zieleń. Kiedy ktoś mówi, że wycinamy drzewa – tak, tam gdzie jest to konieczne ze względów bezpieczeństwa, wycinamy. Albo tam, gdzie ktoś ma działkę i dostał pozwolenie na budowę, a plan zagospodarowania mu to umożliwia. Ale systematycznie wymieniamy drzewostan. Duża część pięknych, starych drzew ma już bardzo dużo lat i musimy być przygotowani na ich sukcesywne zastępowanie. Sadzone kiedyś gatunki nie zawsze dobrze radzą sobie dziś w mieście. Zastępujemy je tymi, które znoszą lepiej współczesne warunki – większe upały, suszę i coraz bardziej zabudowaną przestrzeń.
Rozważana jest możliwość zwolnienia pierwszej godziny parkowania z opłat. Podtrzymuje pani ten pomysł?
Tak, analizujemy, jakie byłyby koszty i jak zrobić to tak, żeby dla całego systemu, czyli dla nas wszystkich, było to rozwiązanie optymalne. Jesteśmy na finiszu tych analiz. Nie wykluczam, że taka metoda za jakiś czas w Gliwicach może zafunkcjonować. Ważne jednak, żeby zawsze odnosić koszty takiej decyzji do budżetu i mieć pewność, że jeśli ubędzie nam jakiegoś wpływu, to czy w danym budżecie nas na to stać.
Powiem tylko, że rokrocznie budżet mamy coraz lepszy. W ubiegłym roku został on poddany wnikliwej analizie międzynarodowej agencji Fitch. Niewiele miast w ogóle się na to decyduje. To bardzo wymagający proces, bo pytają o wszystko. Mieliśmy chyba czterogodzinne spotkanie, bo oni naprawdę muszą być przekonani. Ocenili nas najwyżej, jak tylko można ocenić samorząd. Co ważne, ten rating pomaga też przy ubieganiu się o wsparcie zewnętrzne, bo możemy się pochwalić tak wysoką oceną renomowanej agencji. Z tego, co pamiętam, jesteśmy w gronie zaledwie pięciu miast w Polsce, które taką ocenę otrzymały.
Ale temat parkowania w centrum nadal pozostaje problemem.
Tak, dlatego złożyłam deklarację budowy dwóch parkingów wielopoziomowych. Zaskoczyły mnie komentarze, że nic się w tej sprawie nie dzieje, tym bardziej że osoby, które to mówiły, będąc wcześniej w klubie miały pełny dostęp do wiedzy i mogły pytać o wszystko. To jest po prostu nieprawda. Oczywiście, że się dzieje. Gdyby śledzili, jak funkcjonują spółki i co mają wpisane w swoich projektach inwestycyjnych, zobaczyliby, że te parkingi już tam są.
Wiemy, że pierwsze parkingi, które będziemy budować, to parking przy dworcu PKP – na działce przy ulicy Bohaterów Getta, po prawej stronie, bezpośrednio przylegającej do dworca – oraz parking przy ulicy Siemińskiego, na działce, na której dziś też jest parking, ale tam powstanie już obiekt wielopoziomowy. Doświadczenia mamy dokładnie takie jak pani redaktor – te miejsca w centrum są potrzebne. Analizujemy dostępność miejsc parkingowych i nieprawdą jest, że jest dużo wolnych miejsc. Owszem, bywają wolne miejsca na parkingu przy centrum handlowym, ale na miejskich parkingach w godzinach szczytu te miejsca są zajęte. To jest fakt.
Kiedy gliwiczanie mogą się spodziewać tych parkingów?
Chcielibyśmy, żeby powstały w tej kadencji.
Rozmawiała: Adriana Urgacz-Kuźniak
Plus/Minus Katarzyny Kuczyńskiej-Budki
Pierwsza godzina parkowania gratis? – Plus.
Droga przecinająca ogródki działkowe na Białej Róży? – Nie ma na razie takiego tematu. Nie ma projektu, nie ma finansowania, nie ma tego w budżecie, więc trudno to oceniać. Na pewno w tej kadencji ta droga nie powstanie.
Więcej konsultacji z mieszkańcami? – Plus. Choć chciałabym dodać, że i tak robimy ich już bardzo dużo.
Opłaty za śmieci od wody? – Mam swoje osobiste zdanie jako mieszkanka, nie jako prezydent. Minus.
Hasło „Z pewnością Gliwice”? – Plus.
Więcej miejsca na dyskusję w klubie? – Plus. Zawsze plus.
Powołanie trzeciego wiceprezydenta? – Plus.
Wieżowce przy Piwnej? –Trudno odpowiedzieć, bo nie ma czego oceniać. Uważam, że znalezienie takiego miejsca, gdzie moglibyśmy mieć wysokościowce, byłoby dla miasta kolejnym impulsem rozwojowym. Ale czy akurat tam i w takiej formule – to już zupełnie inna sprawa. Od początku mówiłam, że to nie jest projekt, za który ja chciałabym umierać, bo to nie jest mój projekt. To projekt poprzednika.
Realizacja Okrąglaka? – Plus minus. To nie jest sam plus, bo są tam też kłopoty.


Komentarze (1) Skomentuj
Same pierdoły, żadnych konkretów