Na co dzień pracuje pod ziemią. Po szychcie wraca często zmęczony, czasem nad ranem, ale gdy trzeba rozpalić kuchnię polową, ugotować grochówkę, bigos albo żurek, zmęczenie schodzi na dalszy plan. Sebastian Koń, twórca firmy Smakiem przez wieki, jest górnikiem, rekonstruktorem i pasjonatem gotowania w wojskowych kuchniach polowych. Sam mówi, że to nie jest zwykłe hobby. To sposób na ocalanie smaku, pamięci i atmosfery dawnych czasów.

– To jest moja pasja – mówi krótko. I trudno mu nie wierzyć, kiedy opowiada o kotłach, paleniskach, starych wojskowych przepisach i ludziach, którzy zatrzymują się przy jego kuchni, bo sam jej widok budzi wspomnienia. Szczególnie u starszego pokolenia, które pamięta smak grochówki z wojska, strażackich imprez, odpustów albo dużych plenerowych spotkań.
Sebastian Koń służył w batalionie przeciwchemicznym. Nie był tam kucharzem z przydziału, ale jak sam przyznaje, zawsze ciągnęło go w stronę kuchni.

– Zajmowałem się obsługą motopomp, ale często mieliśmy warty, różne służby. Zawsze lubiłem się gdzieś koło kucharzy zakręcić, pomóc przy obieraniu. A wiadomo, w wojsku to były duże ilości – wspomina.

Dziś z sentymentem mówi o czasach, gdy w większych jednostkach wojskowych kucharze byli częścią codzienności. 

– Obecnie w mniejszych jednostkach kucharzy już właściwie nie ma. To przykre, ale wynika z powodów ekonomicznych i liczby żołnierzy na służbie. Teraz wiele jednostek zamawia catering – opowiada.

Kuchnia polowa, na której gotuje Sebastian Koń, to sprzęt z charakterem. Nie chodzi tylko o wielki garnek ustawiony nad ogniem. Wojskowe kotły mają podwójne ścianki, płaszcz glicerynowy i pracują w bardzo wysokich temperaturach. Jak tłumaczy, dzięki temu potrawy gotują się równomiernie, a przypalenie ich jest znacznie trudniejsze niż w zwykłym garnku.

– To jest polska kuchnia KP-340. Są kotły 340-litrowe, ale też mniejsze: 110, 90, 250 i 40 litrów. Na tym bardzo fajnie się gotuje, bo te kotły mają podwójne ścianki i płaszcz glicerynowy. Trzeba naprawdę mocnego ognia, żeby coś przepalić – wyjaśnia.

Największym powodzeniem cieszy się grochówka. Sebastian Koń nie zdradza wszystkich szczegółów przepisu. Mówi tylko, że tajemnica tkwi w dobrych składnikach, przyprawach, czasie i gotowaniu na ogniu.

Gotował już na dużych imprezach rekonstrukcyjnych i kulinarnych, a niedawno m.in. na wydarzeniu organizowanym przez gliwicką Fundację Sawanci. Wspomina festiwal kuchni zamkowej, podczas którego przez kilka dni wydano ogromne ilości grochówki.

– Tam już nie liczyliśmy w litrach, tylko w tonach. Dwie i pół tony grochówki poszło. Wszystko ręczna robota, żadna maszyna tego nie szatkowała – mówi.

Do jego kuchni zaglądały też znane osoby. Sebastian Koń wspomina spotkanie z Karolem Okrasą, który zainteresował się smakiem wojskowej grochówki.

– Przyszedł, pytał, co jest w tej grochówce. Trochę mu podpowiedziałem, ale wszystkiego nie mogłem powiedzieć. Mamy swoje tajemnice kucharskie – śmieje się.

4 czerwca Sebastian Koń będzie organizatorem drugiej edycji Festiwalu Kuchni Polowych przy Schronie Miechowice. Wydarzenie połączone będzie z dziesięcioleciem schronu. Zgłosiło się 11 kuchni polowych z całej Polski. Będzie można spróbować dań przygotowywanych według przepisów z różnych okresów – od czasów pierwszej wojny światowej, przez drugą, aż po współczesne wersje wojskowego gotowania.

– Chciałbym, żeby każdy przygotował danie popisowe, ale na kuchni polowej. To musi być gotowane na ogniu, na drewnie, w prawdziwym klimacie – zapowiada.

Adriana Urgacz-Kuźniak

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj