Zaczęło się tak, jak co roku. Był barwny korowód, studencka energia, belgijka odtańczona wspólnie na gliwickim Rynku i symboliczne przekazanie kluczy do miasta. Igry Politechniki Śląskiej znów na kilka dni ożywiły Gliwice: fantazyjnie ubrani studenci przeszli ulicami, na scenie pojawili się pierwsi wykonawcy, a miasto weszło w rytm jednego z najbardziej rozpoznawalnych studenckich wydarzeń w roku. Przez kilka godzin wszystko układało się w dobrze znany scenariusz juwenaliowego święta. Aż do koncertu Malika.

Tegoroczna inauguracja miała jeszcze jeden ważny akcent. Miasto i Politechnika Śląska podpisały umowę zacieśniającą współpracę. Wtedy mówiono o wspólnych działaniach, rozwoju, wykorzystywaniu potencjału uczelni i miasta. Nikt nie przypuszczał, że kilka godzin później jednym z najpilniejszych pól tej współpracy będzie spotkanie w sprawie bezpieczeństwa Igrów i decyzji, czy studenckie święto może być kontynuowane.

Czwartkowy wieczór dobitnie przypomniał bowiem o tym, że Igry są dziś wydarzeniem znacznie większym niż studencka impreza. Przyciągają nie tylko studentów, ale też mieszkańców miasta, młodzież i osoby spoza Gliwic. W tym roku szczególne emocje budził występ Malika Montany – rapera kontrowersyjnego, ale jednocześnie bardzo popularnego, zwłaszcza wśród młodej publiczności. Decyzja o zaproszeniu go zapadła kilka tygodni wcześniej i już wtedy można było zakładać, że jego koncert przyciągnie tłumy. I przyciągnął. Problem w tym, że zainteresowanie okazało się większe niż możliwości terenu i zabezpieczenia.

Gdy na Łące Igrowej osiągnięto dopuszczalny limit uczestników, wejścia zostały zamknięte. To była decyzja konieczna, wynikająca z zasad bezpieczeństwa imprezy masowej. Po drugiej stronie barierek pozostały jednak kolejne osoby, które chciały dostać się na koncert. Część tłumu zaczęła napierać na ogrodzenie, przewracać barierki i próbować wejść siłą. Sytuacja szybko stała się nerwowa. Ochrona nie była w stanie samodzielnie jej opanować, dlatego organizatorzy wezwali policję.

Interwencja służb była szybka i zdecydowana. Na miejscu pojawili się policjanci, a następnie także dodatkowe siły prewencji. W stronę funkcjonariuszy poleciały butelki i kamienie, uszkodzone zostały radiowozy. Policja zatrzymała 17-letniego mieszkańca Gliwic, któremu przedstawiono zarzuty związane z naruszeniem nietykalności cielesnej policjanta oraz spowodowaniem obrażeń funkcjonariusza. Czwartkowe koncerty zostały przerwane, bo w takich warunkach kontynuowanie imprezy oznaczałoby dalsze ryzyko.

Warto jednak rozdzielić dwie rzeczy. Sama reakcja służb była prawidłowa. Gdy sytuacja wymknęła się spod kontroli, policja i służby porządkowe zadziałały tak, jak powinny działać w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa uczestników. Problem pojawił się wcześniej – na etapie przewidywania skali zainteresowania i zarządzania tłumem przed wejściami. Przy artyście, którego popularność jest ogromna, a publiczność bardzo żywiołowa, trzeba było liczyć się z tym, że zamknięcie bram po osiągnięciu limitu może wywołać napięcie. I właśnie ten moment okazał się najsłabszym punktem organizacji.

Igry organizują studenci, a ich zaangażowanie od lat jest jedną z najmocniejszych stron tego wydarzenia. Ale tegoroczny incydent pokazał, że przy imprezie tej skali młodzieńczy entuzjazm musi być wsparty bardzo doświadczonym zapleczem organizacyjnym. Otwarte juwenalia, znani wykonawcy, tysiące uczestników i ograniczona pojemność terenu wymagają planu nie tylko na to, co dzieje się pod sceną, ale też na to, co dzieje się przed bramkami. Szczególnie wtedy, gdy część osób słyszy, że mimo przyjścia na miejsce nie zostanie już wpuszczona.

Po czwartkowych zajściach odbyło się spotkanie przedstawicieli Politechniki Śląskiej, miasta, policji, organizatorów i firmy odpowiedzialnej za zabezpieczenie. Zapadła decyzja, że Igry będą kontynuowane, ale przy wzmocnionych środkach bezpieczeństwa. To również była decyzja rozsądna. Przerwanie całej imprezy oznaczałoby sprowadzenie Igrów wyłącznie do jednego incydentu, choć przecież dla tysięcy studentów i mieszkańców to wydarzenie ma dużo szersze znaczenie.

I rzeczywiście, drugi dzień Igrów upłynął już tak, jak powinien. Były koncerty, zabawa i atmosfera studenckiego święta, bez powtórki z czwartkowego chaosu. Wzmocnione zabezpieczenie i większa czujność organizatorów pozwoliły wrócić do tego, czym Igry powinny być: spotkaniem studentów, muzyki i miasta, a nie opowieścią o przepychankach przy wejściu.

Czwartkowy wieczór zapewne zostanie długo w pamięci organizatorów i służb. Nie powinien jednak przesłonić całych Igrów. Był poważnym incydentem, z którego trzeba wyciągnąć konkretne wnioski przed kolejną edycją. Zwłaszcza dotyczące doboru wykonawców, szacowania frekwencji, organizacji wejść, komunikacji z uczestnikami i zabezpieczenia miejsc, w których może gromadzić się tłum bez możliwości wejścia na teren imprezy.

Igry pozostają jednym z najbardziej rozpoznawalnych studenckich wydarzeń w Gliwicach. Tegoroczna edycja pokazała ich siłę, ale też granice dotychczasowego modelu organizacji. To już nie jest kameralna zabawa dla środowiska akademickiego. To duża miejska impreza, która wymaga takiego samego poziomu przygotowania jak każde wydarzenie przyciągające tysiące ludzi. Jeśli ta lekcja zostanie potraktowana poważnie, czwartkowy incydent może stać się nie tyle rysą na Igrach, ile punktem zwrotnym w ich dalszej organizacji.

Adriana Urgacz-Kuźniak
 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj