Czy bohaterowie „Drobnej Niekonsekwencji” to opisy znanych nam z życia codziennego par, czy raczej przerysowany miks ludzkich charakterów i wielkomiejskich postaw?
To bohaterowie wykreowani na bazie obserwacji ludzkich relacji. Przyglądam się ludziom i zastanawiam nad sobą, zajmuje mnie problem tożsamości i anatomia kryzysu współczesnych par. Pisząc komediodramaty czerpię oczywiście inspiracje z życia, ale nie po to by portretować konkretne typy charakterów, czy zachowań, tylko śledzić mechanizmy psychologiczne, które rządzą nami wszystkimi. Fascynują mnie ludzkie wybory i dylematy, pragnienia i aspiracje, lęki, które nam towarzyszą i odwaga, z jaką mimo wszystko próbujemy spełniać marzenia. Fascynują mnie sprzeczności ludzkiej natury i to, jak nasze przeżycia kształtują nasze postawy wobec rzeczywistości. Drobna niekonsekwencja w możliwie zabawny, ale i prawdziwy sposób pokazuje te zmagania człowieka z samym sobą. Ludzie są skomplikowani. Dlatego też ich związki bywają trudne.
W opisie spektaklu czytamy, że bohaterowie zamknięci w domku myśliwskim zostają zmuszeni do zrzucenia masek. Dlaczego na co dzień tak chętnie ukrywamy się za takimi pozorami?
Maski i fasady, które budujemy dają nam poczucie bezpieczeństwa. Czy jest to efekt braku zaufania do świata, w którym nieustannie podlegamy ocenie? Pewnie tak. Ale może również braku zaufania do siebie samych. Kryteria ocen społecznych zmieniają się zresztą nieustannie, ponieważ zmienia się nasza hierarchia wartości. Zmienia się kultura, mentalność i styl życia. Próbujemy za tym nadążyć i czasami się w tym gubimy. Czy myślenie o wyborze życiowej drogi nie jest anachronizmem w świecie, który liczą się trendy i rozmywają granice. Może po prostu tylko udajemy, że wiemy kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.
Jest Pani wnikliwą obserwatorką życia – tego realnego, z dala od internetowych filtrów. Spektakl pokazuje jednak, jak media społecznościowe i ideologie kształtują naszą tożsamość. Jaką rolę odgrywa dziś kreacja własnego wizerunku – zarówno dla twórcy teatru, jak i dla Pani bohaterów?
Paradoks polega na tym, że kreacja wizerunku, która dzisiaj odbywa się w ogromnej mierze w internecie jest częścią realnego życia. Wpływa na popularność towarzyską i zwiększa nasze szanse zawodowe. Ta kreacja sama w sobie jest zresztą rodzajem działania, może być rodzajem pracy, która przynosi zyski. Taki biznes wymyśla dla siebie jedna z moich bohaterek, co rozpoczyna burzliwą dyskusję o społecznej odpowiedzialności za przekaz, jaki kryje się za wizerunkiem. Influencerka brzmi niewinnie, ale komunikat może przecież być niebezpieczny. Warto pamiętać, że trendy mają znaczenie, kształtują nasz światopogląd, mają konsekwencje.
W sztuce drobny konflikt światopoglądowy doprowadza do prawdziwego pandemonium. Czy we współczesnych relacjach – poddanych presji poprawności politycznej i spełniania ambicji – stać nas jeszcze na bezwzględną szczerość wobec najbliższych?
O, tak, a może niestety... W obliczu kryzysu, zagrożenia, naprawę silnych emocji stajemy się bezwzględnie szczerzy. Właśnie wtedy spadają maski i pękają fasady. W epoce wrażliwości, o czym tyle się mówi, nadal jesteśmy egoistami, którzy instynktownie odpowiadają atakiem na atak. Może potem omawiamy to z psychoterapeutą, ale rzucamy się sobie do gardeł, reagujemy agresją, gdy dopada nas strach. Ważne, by rozpoznawać te mechanizmy i uczyć się jej rozbrajać. Może po to piszę te sztuki. Komediodramat pozwala nam śmiać się z samych siebie i równocześnie samym sobie współczuć.
Dziękuję za rozmowę.
Bardzo dziękuję i zapraszam na spektakl do Teatru im. Tadeusza Różewicza, bo to nowa nazwa gliwickiego teatru, z czego wszyscy powinniśmy być naprawdę dumni.
Fot. Michał Buksa


Komentarze (0) Skomentuj