Kłodnica przez stulecia była dla Gliwic źródłem wody, napędzała młyny, służyła przemysłowi i wyznaczała kierunek rozwoju miasta. Miała jednak także drugie oblicze. Po długotrwałych deszczach albo gwałtownych nawałnicach spokojna na co dzień rzeka potrafiła wystąpić z brzegów i w ciągu kilku godzin zamienić ulice w rwące potoki. W kronikach i archiwach fotograficznych zachowały się obrazy miasta zalanego w 1879 i 1940 roku. W pamięci współczesnych gliwiczan najmocniej zapisały się powodzie z lat 1997 i 2010 oraz podtopienia z 2016 roku.

Gliwice leżą w obniżeniu związanym z doliną Kłodnicy. Teren miasta opada od południowego wschodu w kierunku północno-zachodnim, ku Portowi Gliwice. Do głównej rzeki wpadają mniejsze cieki, między innymi Bytomka, Ostropka, Wójtowianka, Czarniawka i Potok Sośnicki. Podczas intensywnych opadów szybko zbierają wodę z rozległych, silnie zabudowanych obszarów. To właśnie połączenie ukształtowania terenu, gęstej zabudowy i sieci rzecznych dopływów przez lata przesądzało o powodziowym zagrożeniu miasta.

Alarm w czerwcu 1879 roku

Jedna z najstarszych dobrze udokumentowanych gliwickich powodzi wydarzyła się 9 czerwca 1879 roku. Rano mieszkańców obudziły sygnały alarmowe wzywające do pomocy. Woda wdarła się do niżej położonych części miasta i zalała tereny znajdujące się w sąsiedztwie Kłodnicy.
Ówczesne Gliwice wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj. Miasto rozwijało się szybko, jednak poza zwartym centrum rozciągały się jeszcze ogrody, podmokłe łąki, zakłady przemysłowe i zabudowania stojące blisko cieków wodnych. Kłodnica miała mniej uregulowane koryto, a możliwości ostrzegania mieszkańców i prowadzenia akcji ratunkowych były skromne. Ludzi mobilizowano sygnałami alarmowymi, a ratowanie dobytku opierało się przede wszystkim na działaniach straży, wojska i samych mieszkańców. Data oraz informacja o porannym alarmie pojawiają się w lokalnych materiałach historycznych opartych na dawnych kronikach.
Powódź z 1879 roku przypomniała, że rozbudowa miasta nad rzeką wymaga zabezpieczania brzegów i usprawniania odpływu wód. Kolejne regulacje ograniczały ryzyko w śródmieściu, ale nie usuwały go całkowicie. Kłodnica zbierała bowiem wodę także poza granicami Gliwic, a jej poziom zależał od opadów na dużym obszarze przemysłowej części Górnego Śląska.

Maj 1940 roku. Woda na ulicach miasta

Znacznie lepiej udokumentowana fotograficznie jest powódź z 31 maja 1940 roku. Należała do największych i najgroźniejszych wezbrań odnotowanych w dorzeczu górnej Odry. Po gwałtownych ulewach woda rozlała się po znacznej części ówczesnego Gleiwitz.
Archiwalne fotografie pokazują zalane ulice, samochody stojące w wodzie i mieszkańców próbujących przedostać się przez miasto. W rejonie dzisiejszej ulicy Wrocławskiej, w sąsiedztwie straży pożarnej, fala przykrywała jezdnię warstwą wody sięgającą około 45 centymetrów. Pod wodą znalazły się również zabudowania samej straży.
Lokalne opracowania historyczne opisują sytuację z 1940 roku jako powódź obejmującą niemal całe miasto. Oczywiście poziom wody różnił się w zależności od położenia ulic, jednak skala zdarzenia była ogromna. Zalane zostały niższe tereny wzdłuż Kłodnicy, okolice zakładów przemysłowych i zabudowa położona przy jej dopływach.
Powódź dotknęła miasto w szczególnym momencie. Trwała wojna, gospodarka była podporządkowana potrzebom militarnym, a Gliwice pozostawały ważnym ośrodkiem przemysłowym i kolejowym. Każde przerwanie komunikacji, zalanie zakładu czy uszkodzenie infrastruktury miało znaczenie wykraczające poza codzienne problemy mieszkańców.
Zdjęcia wykonane przez fotoreporterów dawnego „Oberschlesischer Wanderer” stały się dzisiaj jednym z najważniejszych świadectw tamtego dnia. Widać na nich miasto pozbawione zwykłego rytmu: ulice przestają pełnić swoją funkcję, ruch zamiera, a woda na krótko przejmuje przestrzeń, którą wcześniej uporządkował człowiek.

Uregulowana rzeka wciąż była groźna

W kolejnych dziesięcioleciach brzegi Kłodnicy w centrum umacniano, przebudowywano przepusty i rozwijano kanalizację. Rzekę zamknięto w wyraźnie wyznaczonym korycie, miejscami otoczonym wysokimi skarpami i murami oporowymi. Mogło się wydawać, że czasy wielkich powodzi należą do przeszłości.
Problem był jednak bardziej złożony. Woda spływająca do Gliwic pochodzi także z sąsiednich miast. Wraz z rozwojem aglomeracji coraz większe powierzchnie pokrywały dachy, asfalt, beton i kostka. Deszcz, który wcześniej częściowo wsiąkał w ziemię, szybciej trafiał do kanalizacji, potoków i rzek.
Szczególnym miejscem pozostawało centrum Gliwic. Ostropka i Wójtowianka łączą się w pobliżu Teatru Miejskiego, a następnie płyną pod ziemią do Kłodnicy. Ich ujście znajduje się pod mostem w pobliżu kościoła św. Barbary. Kiedy poziom Kłodnicy gwałtownie rośnie, wylot kolektora znajduje się pod powierzchnią rzeki. Woda z mniejszych cieków nie może wtedy swobodnie odpływać, powstaje cofka, a zagrożone stają się okolice teatru, ulic Kościuszki i Zygmunta Starego oraz szpitala.
Ten mechanizm wielokrotnie dał o sobie znać pod koniec XX i na początku XXI wieku.

Lipiec 1997 roku

Powódź tysiąclecia z lipca 1997 roku objęła ogromną część południowej i zachodniej Polski. W Gliwicach Kłodnica wystąpiła z brzegów, zalewając położone niżej tereny, drogi, piwnice, zakłady i posesje.
Na wodowskazie w Gliwicach poziom rzeki osiągnął 360 centymetrów, podczas gdy stan alarmowy wynosi 220 centymetrów. Maksymalny przepływ oszacowano na 88,1 metra sześciennego na sekundę. Liczby pokazują skalę wezbrania, lecz dla mieszkańców ważniejszy był widok brunatnej wody rozlewającej się poza koryto i świadomość, że poziom nadal rośnie.
W mieście trwało zabezpieczanie budynków workami z piaskiem, wypompowywanie wody oraz ratowanie wyposażenia piwnic i parterów. Powódź utrudniała ruch, odcinała poszczególne tereny i obciążała kanalizację. Szczególnie narażone były okolice Kłodnicy i jej dopływów, Sośnica, tereny przemysłowe oraz niżej położone fragmenty centrum.
Rok 1997 zapisał się w historii całego regionu jako moment próby dla służb ratowniczych, samorządów i mieszkańców. W Gliwicach stał się również punktem odniesienia. Przez następne lata każde poważniejsze wezbranie Kłodnicy porównywano właśnie z powodzią tysiąclecia.

W 2010 roku Kłodnica była jeszcze wyżej

Porównanie przestało jednak mieć znaczenie w maju 2010 roku. Po wielodniowych opadach poziom Kłodnicy w Gliwicach osiągnął 386 centymetrów, czyli o 26 centymetrów więcej niż w 1997 roku. Przepływ fali powodziowej wynosił około 105 metrów sześciennych na sekundę. 
W nocy z 17 na 18 maja Kłodnica przerwała zabezpieczenia w centrum i zalała część miasteczka akademickiego Politechniki Śląskiej. Woda wdarła się do budynków uczelni, piwnic i pomieszczeń technicznych. Zalane zostały ulice, tereny przy rzece i fragmenty kampusu.
Widok wody w centrum akademickiego miasta działał na wyobraźnię. Politechnika, jeden z symboli powojennych Gliwic, znalazła się bezpośrednio w zasięgu rzeki. Pracownicy, studenci i służby ratunkowe usuwali skutki zalania, wynosili sprzęt i zabezpieczali kolejne pomieszczenia.
Powódź z 2010 roku pokazała, że samo umocnienie koryta Kłodnicy nie wystarcza. Rzeka w centrum może zmieścić określoną ilość wody. Kiedy gwałtownie rośnie dopływ z całej zlewni, kolejne zabezpieczenia zostają wystawione na próbę. Jeszcze trudniejsza sytuacja powstaje, gdy jednocześnie przybierają lokalne potoki i przepełnia się kanalizacja deszczowa.

Nawałnica z 2016 roku

31 lipca 2016 roku Gliwice doświadczyły innego rodzaju zagrożenia. Tym razem główną przyczyną problemów była gwałtowna, kilkugodzinna burza. Poziom Kłodnicy podniósł się w ciągu czterech godzin o 183 centymetry, przekraczając stan alarmowy o 44 centymetry. Rzeka przestała przyjmować wodę z Ostropki, która rozlała się na niżej położone ulice.
Woda pojawiła się między innymi na ulicach Słowackiego i Zygmunta Starego. Wdarła się do Szpitala Wielospecjalistycznego przy ulicy Kościuszki, Gliwickiego Centrum Medycznego oraz na prywatne posesje. Straż pożarna interweniowała 21 razy, a Centrum Zarządzania Kryzysowego 22 razy.
To zdarzenie dobrze pokazało różnicę między klasyczną falą powodziową a miejską powodzią opadową. Zagrożenie może powstać bardzo szybko, nawet gdy deszcz pada tylko przez kilka godzin. Woda spływa z ulic i osiedli do małych potoków, ich poziom gwałtownie rośnie, a system kanalizacji nie nadąża z jej odbieraniem.
Miejsca zalane w 2016 roku były znane z podobnych problemów już wcześniej. Tereny wzdłuż Ostropki, pomiędzy ulicą Słowackiego a Dolnej Wsi, od dawna pełniły naturalną funkcję zalewową. Rozwój zabudowy zwiększał jednak ryzyko strat w sąsiednich budynkach.

Miasto zaczęło zatrzymywać wodę

Historia gliwickich powodzi jest także historią zmieniającego się podejścia do rzek. Przez dziesięciolecia dominowała idea jak najszybszego odprowadzania wody: prostowano koryta, wzmacniano brzegi, budowano kolektory i zamykano potoki pod ziemią. Rozwiązania te poprawiały sytuację w jednym miejscu, lecz nie zawsze wystarczały podczas wyjątkowo intensywnych opadów.
Współczesna ochrona przeciwpowodziowa coraz częściej opiera się na retencji, czyli czasowym zatrzymywaniu wody. Zbiornik lub suchy polder przejmuje część fali, a po ustaniu deszczu stopniowo oddaje ją do rzeki. Pozwala to obniżyć najwyższy poziom wezbrania i zyskać czas.
Od 2014 roku Gliwice zaczęły rozwijać system kanalizacji deszczowej i zbiorników retencyjnych. Powstały obiekty między innymi w Bojkowie i Żernikach, a kolejne planowano przy Ostropce, Wójtowiance, Kłodnicy i potoku Cienka. Cały system miał odpowiadać na zagrożenie występujące zarówno w dolinie Kłodnicy, jak i przy lokalnych ciekach.
Szczególne znaczenie otrzymała Wójtowianka. Zbiornik na tym potoku miał zatrzymywać wodę, która podczas gwałtownych opadów nie mieściła się w podziemnym kolektorze i wracała w stronę centrum. Inwestycja wywołała spór dotyczący przyszłości Wilczych Dołów, lecz jej przeciwpowodziowa funkcja wynikała bezpośrednio z doświadczeń wcześniejszych zalań.

Źródła: portal Gliwiczanie.pl, Centrum Ratownictwa Gliwice, Urząd Miejski w Gliwicach, archiwalne materiały prasowe i fotograficzne dotyczące powodzi z lat 1879, 1940, 1997, 2010 i 2016.

Adriana Urgacz-Kuźniak

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj