Małgorzata Lichceka

 

Dwie klatki schodowe. Udało się do nich wejść i pozaglądać gdzie tylko się dało. Wdarła się w nie nowoczesność, przykrywając stare. Ale sporo rzeczy się zachowano. Naprawdę sporo. Mnie najbardziej cieszy szyszka z klatki schodowej Salomona Lubowskiego. Pomalowana na żółto miała imitować złotą. Wolałam oryginalną, zaśniedziałą.
 

Mapa pamięci

By poznać Jacoba Simona Troplowitza stworzyłam mapę pamięci, wynotowując i mapując to, co jest w tej opowieści ważne. Czyli najbliższe mu osoby, miejsca i wydarzenia z życia zawodowego oraz prywatnego. Jacob miał dobre życie i pewnie czuł się spełniony. Robił to, co kochał, a lata dojrzałe spędził w otoczeniu natury spoglądając z okien swojego gabinetu na wspaniały ogród czy też siedząc, w towarzystwie żony i wnuków, w jednej z wielu ogrodowych altanek obierając swoim ulubionym nożykiem dorodną gruszkę odmiany Williams. Pewnie lubił ten pierwszy mak, najpierw nieco gorzkawy, a potem już bardzo słodki. Na stoliczku wino w karafce być może z upraw węgierskich, takie samo, które sprzedawał w winiarni przy Rynku przez wiele lat. Jacob, gdy tylko starczało mu sił, spacerował od swojego pałacyku do Rynku. Zatrzymywał się tam przed narożną kamienicą z dzisiejszym numerem 25, zadzierał głowę i z satysfakcją stwierdzał, że kamienica prezentuje się okazale i dobrze zrobił inwestując w jej rozbudowę.

A więc mapa pamięci. Jacob Simon Troplowitz był w przyjacielskich relacjach ze swoim sąsiadem Salomonem Lubowskim, który zaprojektował mu pałac miejski, a wspólnie z bratem Jacoba, Simonem Louisem, budowali dla Gleiwitz znakomite architektonicznie budynki i wille. Był również dobrym i troskliwym ojcem dla swoich córek i synów. Dla Clary, która urodziła się kiedy miał 34 lata, a wyszła za mąż za Eugena Lustiga łącząc dwie znakomite gliwickie rodziny. Był uważnym teściem, interesującym się zarówno pracą, jak i pasjami swoich zięciów, szczególnie Eugena. Był pełen podziwu dla swojej drugiej bohaterskiej córki Elizabeth, o czynie której dowiemy się nieco później. Na pewno poznał też Laurę Lubowski, córkę swojego sąsiada, i jej męża Oscara Caro. Zapewne był też na pogrzebie swojego przyjaciela Lubowskiego, który zmarł w 1889 roku, zaledwie w wieku 64 lat.
 

Korzenie, czyli rodzice

Salomon i Friedericke. Salomon przyjechał do Gliwic w 1816 roku jako 27- letni cukiernik i destylator. Rozwiedziony z pierwszą żoną Handel i świeżo po ślubie z drugą, Henriettą. Po śmierci tej ostatniej, w 1819 roku spotykał kobietę, z którą nie tylko będzie dzielił udane życie, ale także biznes i społecznikowskie pasje, Friedericke z domu Landsberger, z którą wziął ślub w 1819 roku. On miał wówczas lat 30, ona 20. Jacob był ich ósmym dzieckiem urodzonym 10 lipca 1831 r. Początkowo rodzina mieszkała przy ul. Bytomskiej, jednak ok. 1829 roku kupiła nieruchomość przy Rynku.

Salomon Troplowitz poświęcił wiele lat pracy na wyrobienie renomy swojej winiarni. W jej asortymencie nie brakowało szlachetnych trunków, np. sprowadzanych z Węgier tokajów. Poza winiarstwem miał aspiracje społeczne i polityczne: gdy w 1848 roku, na fali przemian Wiosny Ludów, Żydom umożliwiono zasiadanie w radach miejskich, został pierwszym żydowskim radnym Gliwic. Miał wówczas 59 lat i był na tyle cenionym przedsiębiorcą oraz rzemieślnikiem, że został nadwornym dostawcą win na dwór królewski. Salomon Troplowitz zmarł 7 czerwca 1869 r. w wieku osiemdziesięciu lat. Matka Jacoba, Friedericke, współprowadziła biznes razem z mężem, angażowała się społecznie, w latach 40. XIX w. była przewodniczącą Związku Kobiecego (Frauenverein), który m.in. wspomagał ubogie dziewczęta. Znacznie przeżyła swego męża, bo zmarła 25 lipca 1884 roku.
 

Najpierw zajrzymy na Wałową

Najstarszy znany plan Gliwic sporządzony w 1749 r. przez Christiana von Wredego, ukazuje miasto otoczone murem, fosą i wałem ziemnym. Przy wale biegła droga odpowiadająca dzisiejszym ulicom Górnych i Dolnych Wałów. Znajdowały się przy niej pola, tereny zielone i ogródki należące do mieszkańców miasta oraz nieliczne domki. Kilka takich zabudowań zaznaczono także w okolicy dzisiejszych adresów Górnych Wałów 13 i 15, ale dokładniejsze informacje o tym miejscu pochodzą dopiero z połowy XIX w., kiedy zadecydowano o przyłączeniu przedmieść do miasta, co wiązało się z koniecznością wyburzenia miejskich murów. Wówczas obecne ul. Górnych i Dolnych Wałów miały jeszcze jedną wspólną nazwę Wallstraße, czyli Wałowa.

W latach 40. i 50. tegoż wieku znajdował się tutaj dom oznaczony adresem Bytomskie Przedmieście nr 10. W 1857 roku dom i parcelę kupił mistrz ciesielski Reinhold Kurpan. Nie cieszył się jednak nimi długo, bo już rok później, w 1858, odsprzedał, za tysiąc talarów, mniejszą, niezabudowaną część parceli Salomonowi Lubowskiemu. Działka miała korzystny kształt ( nomen omen litery L) i była dostępna zarówno od dzisiejszej Górnych Wałów, jak i Księcia Ziemowita. W 1874 r. Kurpan sprzedał, za 11 tys. marek, pozostałą, większą część działki wraz z domem, Simonowi Troplowitzowi.
 

Czy to jest Lubowskiego?

Ze względu na brak zachowanej dokumentacji nie można jednoznacznie określić autora projektów i dat budowy kamienic z Górnych Wałów. Ale z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że zarówno ta z numerem 13 jak i 15 wyszła spod ręki Salomona Lubowskiego. A na podstawie spisów mieszkańców i planów miasta określić, że budynki powstały między rokiem 1866 a 1879.

Dom numer 13 (ten z szyszką wieńczącą balustradę klatki schodowej) zachował się do dziś w prawie niezmienionym stanie, natomiast 15 przebudowano około 1921 roku zmieniając mansardowe poddasze na piętro, a elewację budynku oraz balustradę klatki schodowej zdobiąc płaskorzeźbami.

 

Wina dajcie

W 1889 r., 20 lat po śmierci założyciela Salomona Troplowitza, winiarnię przy Rynku 25 rozbudowano do wielkości dwupiętrowego domu. Zrobił to właśnie Simon Troplowitz, który w połowie lat dwudziestych XX wieku odsprzedał firmę rodzinie Przyszkowskich.

Felix Przyszkowski, rocznik 1846 r., wywodził się rodziny cieszącej się wielkim poważaniem. Uczył się w szkole miejskiej a następnie w gimnazjum w Raciborzu, a po ich ukończeniu postanowił poświęcić się działalności handlowej. Praktykował nie byle gdzie, bo w firmie Josefa Domsa w Raciborzu, a następnie przeniósł się do hurtowni win W. Traube & Syn też w Raciborzu (założonej w 1816 r.), którą przejął ze wszystkimi zapasami w październiku 1872 r. Dość szybko nazwisko Przyszkowski kojarzyło się z dobrą marką i rozwijającym się winiarskim biznesem, w którym Felixa wspierali synowie - Felix i Wilhelm. To właśnie Felix Przyszkowski syn odkupił kamienicę od rodziny Troplowitzów i urządził tam swój renomowany skład win i winiarnię. Nie przetrwały do dziś. W 1945 r. budynek został zniszczony. Po wojnie wybudowano w miejscu kamienicy dwie inne w zmienionym stylu. Przez wiele lat na parterze jednej z nich mieściła restauracja „Arkady”.

 

Simon rodzinny

Zdjęcie zrobiono w 1894 r. a pochodzi z archiwum rodziny Lustig. W środku Jacob Simon Troplowitz i jego żona Ida. Od lewej, w drugim rzędzie: Elizabeth Troplowitz (po mężu Danziger), jej siostra Clara Troplowitz z mężem Eugenem Lustigiem, pani Rechnitz – ktoś z rodziny, Margarethe Troplowitz z mężem Samuelem Hansem Wohlem. W pierwszym rzędzie – dzieci Clary i Eugena Lustigów- Frieda (po mężu Mhulhausen) i jej bracia Rudolf i Wilhelm. Cała rodzina w altance ogrodowej przy Górnych Wałów 15.

 

Cytryna znad jeziora Garda

Musiał być naprawdę przepiękny. Ogród Simona, tak dokładnie opisany w 1967 roku przez jego wnuczkę Friedę, tę ze zdjęcia rodzinnego. Był bardzo duży: zajmował działkę o powierzchni 5200 metrów kwadratowych, czyli trzech dzisiejszych Orlików. Ten prywatny ogród botaniczny nie miał sobie równych nie tylko w Gliwicach, ale też na Śląsku. Japońskie jodły, cisy, tuje, sosny wejmutki, niebieskie jodły, srebrne świerki. O tak, Simon był miłośnikiem iglaków. Ale w przepięknym i zadbanym ogrodzie nie brakowało także rzadkich ciepłolubnych gatunków: oleandrów, ginko biloba, fuksji. Rosło anturium i datura- bardzo rzadkie na Śląsku, a funkie, płożące się wokół fontanny i pięknie kwitnące na niebiesko, sprowadził do Gliwic właśnie Simon Troplowitz. Był kącik włoski i szpaler brzoskwiń, gruszki Williams – Christ hodowano w donicach, a każda ważyła po pół kilograma. Było drzewo figowe i cytryna przywieziona znad jeziora Garda. No i oczywiście winorośl najprzedniejszego gatunku. Simon z każdej podróży przywoził egzotyczny okaz i sadził w swoim ogrodzie. Zimą ciepłolubne rośliny lądowały w kościele pw. Piotra i Pawła, oczywiście za przyzwoleniem proboszcza.

Dziś, zamiast wspaniałego ogrodu Simona, mamy betonowy parking. A z drzew, które zasadził, uchował się na pobliskim skwerze jedynie buk czerwonolistny.

Dzielna Elizabeth

18 marca 1877 roku w rodzinie Jacoba Simona oraz Idy Troplowitzów urodziło się ich szóste (z siedmiorga) dziecko - Elisabeth. W 1896 roku, mając zaledwie 19 lat, dokonała bohaterskiego czynu – uratowała z Kłodnicy trzy tonące osoby (dwoje dorosłych i dziecko). Za taką postawę odznaczono ją medalem "Za ratunek od niebezpieczeństwa". W 1897 roku poślubiła Fritza Danzigera Dachsa, z którym doczekała się dwóch synów - Clausa i Paula. Zginęła w maju 1944 roku w obozie Auschwitz – Birkenau.


Eugen Lustig. Radny i alpinista

Zięciem Simona był znany gliwicki prawnik Eugen Lustig. Urodził się w 1856 w Gliwicach. Jego ojciec, Daniel Lustig, był handlowcem i założycielem firmy spedytorskiej. Po ukończeniu gimnazjum młody Eugen studiował prawo w Lipsku. By zarobić na utrzymanie czytał osobie niewidomej. Na początku lat 80. XIX wieku Lustig praktykował jako prawnik i notariusz w rodzinnym mieście, ciesząc się wśród obywateli bardzo dobrą opinią. Przepracował w zawodzie 36 lat.

Był niezwykle aktywnym człowiekiem: w latach 1885 – 1919 sprawował funkcję radnego miejskiego, w latach 1912-1913 był przewodniczącym rady. Zakładał Kaltbadschule (obecnie I LO przy ul. Zimnej Wody) i aż do śmierci był członkiem kuratorium do spraw szkół wyższych. W 1917 roku przyznano mu tytuł honorowego obywatela Gliwic. Jako aktywny sportowiec przez 34 lata zasilał grupę sportową Frisch-Fromm-Frohlich-Frei. Wielką miłością Eugena były góry: to z jego inspiracji powstało w Alpach gliwickie schronisko, a miejsce wyszukał wspólnie z Karlem Blodigiem. austriackim alpinistą, pisarzem i optykiem.

Radca sądowy Lustig zmarł 20 maja 1929 roku. Jego synowie przeżyli wojnę w Ameryce Południowej, córka - chroniąc się we wschodnich Niemczech. Do dziś żyją jego potomkowie: w USA wnuk Ernst, sześcioro prawnuków i dziesięcioro praprawnuków.

 

Lina przecięta na kowadle

Po śmierci Simona Troplowitza ( rok 1907) w jego pałacu miejskim pod nr 15 przy Górnych Wałów zamieszkała rodzina jego córki Clary Lustig, która spędziła tam 15 lat. W 1921 roku kamienicę kupił właściciel zabrzańskiej fabryki drutu Adolf Deichsel i niebawem ją przebudował.

Zmienił się wygląd elewacji i klatki schodowej. Na tej pierwszej około 1922 r. pojawiły się płaskorzeźby symbolizujące żniwa, tłoczenie oliwy oraz prace górnicze, odlewnicze i hutnicze. We wnętrzu na wyjątkową uwagę zasługuje balustrada schodów. To sześć rzeźbionych w drewnie kwater. Na pierwszej przedstawiono bęben, z którego odwijana jest stalowa lina, mozolnie wciągana przez mężczyzn w kolejnych kwaterach, by na samej górze, w ostatniej kwaterze, mogła zostać przecięta na kowadle. Przedstawienia te nawiązują do profesji ówczesnego właściciela domu.

 

W proch się obrócisz…

Simon Jacob Troplowitz zmarł w 1907 roku i był pierwszym skremowanym Żydem pochowanym na starym gliwickim cmentarzu żydowskim. „Należy nadmienić, że decyzja o spopieleniu ciała była w tamtym okresie dość kontrowersyjna. Wśród wyznawców judaizmu na spopielenie decydowali się głównie ci, którzy uważali, że nie należy traktować słów Pisma zbyt dosłownie, zwłaszcza wobec stale rozwijającego się świata. Głównym powodem decyzji Jacoba Simona o swoim spopieleniu były, jak podaje ówczesna prasa, względy higieniczne” - wskazuje w swoim artykule dr Sławomir Pastuszka. Simona skremowano w Hamburgu, już w Gliwicach trumna z czarnego drewna bez ozdób ze spopielonymi prochami spoczęła w ziemi.