Daje głos. Sobie i innym. Śpiew jest jej drugim, a może nawet pierwszym życiem. Doskonale wie, że chór to praca zespołowa, jednak każdy i każda wnosi w tę zespołowość swoją muzyczną osobowość. W Tkankach twórczych, prezentujących twórców i twórczynie, Justyna Dziuma.
Najbardziej niedoceniany dźwięk w codziennym życiu, który działa na Panią kojąco to...?
Cisza. Na co dzień mam wokół siebie bardzo dużo dźwięków, informacji, rozmów i spraw wymagających uwagi. Cisza jest dla mnie odpoczynkiem dla głowy.
Czego na co dzień słucha Justyna Dziuma?
Haha, rozrzut jest duży. Od mongolskiego śpiewu gardłowego, przez polifonię gruzińską, aż po muzykę chóralną – zarówno dawną, jak i współczesną. Lubię też duże formy wokalno-instrumentalne i mam swoje ulubione dzieła, jak Wielka Msza h-moll Bacha czy Requiem Gabriela Faurégo. A jednym z moich ostatnich odkryć jest „Vivaldi Recomposed” Maxa Richtera.
Koncert w prestiżowej filharmonii czy spontaniczny flash mob na ulicy?
Ależ jedno nie wyklucza drugiego! Filharmonia zapewnia skupienie, piękną akustykę, odświętność i poczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym. Flash mob pozwala natomiast zaskoczyć ludzi i wprowadzić muzykę tam, gdzie nikt się jej akurat nie spodziewa. Bardzo lubię przekraczać granicę pomiędzy sceną a codziennym życiem. Muzyka chóralna nie musi być zamknięta w salach koncertowych. Może pojawić się na ulicy, na placu, w centrum handlowym albo podczas lokalnego festynu. Jeśli dzięki temu ktoś zatrzyma się choć na chwilę, uśmiechnie albo odkryje, że śpiew chóralny nie jest skamieliną z minionej epoki, to warto.
Chórtownia wzięła się z pasji. Jak dzisiaj ocenia Pani ten ruch?
Szczerze? Nie bardzo wyobrażam sobie, że Chórtowni mogłoby nie być. Zaczęła się od portalu internetowego, który miał pomagać chórom w wymianie informacji, a z czasem przerodziła się w fundację, sieć relacji i przestrzeń powstawania kolejnych projektów. Chórtownia daje mi poczucie sprawczości. Jeśli widzę, że czegoś brakuje, nie muszę wyłącznie o tym mówić – mogę zebrać ludzi i spróbować to stworzyć. Oczywiście oznacza to także mnóstwo pracy organizacyjnej, której publiczność nigdy nie widzi. Ostatecznie jednak zostają spotkania, muzyka i relacje. Czego chcieć więcej?
W świecie IT króluje zero-jedynkowa precyzja, w muzyce chóralnej – mikrotony, fałsze i poszukiwanie idealnego współbrzmienia. Która z tych rzeczywistości bardziej Panią wyczerpuje, a która regeneruje?
Opisała Pani światy idealne i w postaci idealnej odpowiadają mi oba (łącznie z mikrotonami). W nich obu zdarzają się jednak błędy Matrixa. Kiedyś się publicznie przyznałam, że jak byłam mała, to chciałam być sprzątaczką i coś w tym jest, bo jak widzę nieprawidłowościto od razu chce mi się je posprzątać. Wyczerpuje mnie bałagan, za to sprzątanie regeneruje.
Śpiewanie z nut z tabletu czy tradycyjny, papierowy śpiewnik?
Żaden tablet! Tylko papier, a najlepiej opanować repertuar tak dobrze, żeby móc śpiewać z pamięci. Śpiewanie na pamięć daje największą swobodę i największą przyjemność.
Projekt „Muzyka – Wsparcie Osób w Depresji” jest istotnym polem Pani działań. Jaki był najbardziej poruszający lub zaskakujący sygnał zwrotny, który otrzymała Pani od osoby, której chór pomógł przetrwać najtrudniejszy moment życia?
Chór pomógł przetrwać najtrudniejszy moment życia mnie osobiście – to chyba najlepsza rekomendacja. W czasie, gdy wszystko inne wydawało się chwiejne, próby pozostawały stałym punktem tygodnia. Trzeba było wstać, wyjść z domu, spotkać się z ludźmi, oddychać razem z nimi i skoncentrować się na muzyce. Czasami przez dwie godziny nie było miejsca na myślenie o czymkolwiek innym.
Śpiew potrafi porwać i wyzwolić niesamowitą energię. Co się dzieje, kiedy już opadną emocje?
Wraca się później myślami do tych chwil i dąży do tego, aby było ich jak najwięcej. To dlatego chodzi się na próby, jeździ na warsztaty i uczestniczy w lekcjach emisji głosu. To proste: im lepszy warsztat, tym większa swoboda i radość. To tak, jak z jazdą na nartach: dopóki człowiek koncentruje się wyłącznie na tym, żeby nie upaść, trudno mówić o pełnej przyjemności. Ale jak już się dobrze umie, wtedy jest naprawdę fajnie!
Sztuczna inteligencja generuje muzykę. Czego jednak AI nie zrozumie z magii w sali prób, gdy trzydzieści różnych osób bierze jednocześnie oddech przed pierwszym akordem?
Zrozumieć to ona może. Opisać i nawet wyciągnąć wnioski. Ale, biedna, nie jest w stanie sama tego doświadczyć. Magia chóru nie mieści się wyłącznie w samym dźwięku. Jest również w relacji, uważności i zaufaniu.
Justyna Dziuma:
46 lat, jedna córka, ale za to śliczna i mądra. Absolwentka Wydziału Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej na kierunku Informatyka. Twórczyni pierwszej w Gliwicach strony www. Od 26 prowadzi firmę 3W Serwisy Informacyjne tworzącą oprogramowanie webowe dla różnych branż, m.in dla sektora ochrony zdrowia. Współzałożycielka AZM Politechniki Śląskiej oraz Chóru Mieszanego Klaster. Założycielka i prezeska Fundacji Chórtownia.


Komentarze (1) Skomentuj
Kiedyś mieliście taki zwyczaj, że podpisywaliście autorów artykułów. Co się stało?