W Tkankach twórczych, prezentujących twórców i twórczynie, Justyna Wydra.

Obecna w pisaniu i rozmowie. Uważna w słuchaniu i dobieraniu historii. Wie, jak to jest po obu stronach - pisarskiej i redaktorskiej. Jest też uparta w dążeniu do odkrywania zawiłych historii, w tym rodzinnych.

 

W Tkankach twórczych, prezentujących twórców i twórczynie, Justyna Wydra.

 

Pracujesz ze słowem. Co jest demotywujące w takiej pracy?

Chyba to, że obecne czasy narzucają pisanie w sposób prosty, wręcz prostacki. Zwięźle, szybko, bez "trudnych" słów, rozbudowanych metafor itd. Skracanie, upraszczanie - nie lubię, ale oczywiście, że się temu poddaję. Denerwuje mnie też oczywiście to, że dziś wszyscy piszą, nikt nie czyta - wiem, wiem, literackie gderanie.

 

Która z twoich dotychczasowych książek kosztowała cię najwięcej emocji?

Niewątpliwie Zaniemówienie. W końcu to powieść o mojej rodzinie. Fabularyzowana, zmieniona, wymyślona w oparciu zaledwie o ślady wspomnień, ale jednak. Osobiste historie pisze mi się najtrudniej.

 

Inspiracje literackie. Czy dziś to się liczy dla pisarzy/pisarek?

Obawiam się, że nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Przecież ilu piszących, tyle powodów, prawda? Z drugiej strony, jako redaktorka prowadząca, pracująca od lat w wydawnictwie, nie mogę nie zauważyć pewnego trendu - wiele rękopisów, które otrzymujemy jako propozycje do wydania, to historie mocno inspirowane książkami, które już zostały wydane i osiągnęły sukces komercyjny. Można zatem rzec, że inspiracja literacka wystąpiła, aczkolwiek... szczególnego rodzaju.

 

Sztuczna inteligencja szkodzi literaturze czy pomaga?

Trudne się wylosowało. Na razie narzędzia AI są wciąż niedoskonałe i wprawne oko czytającego nadal potrafi wychwycić, że treść została wygenerowana. Na razie. Co będzie za kilka lat? Stawiam na to, że za moment nie będziemy w stanie odróżnić, kto jest twórcą dzieła - mózg białkowy czy krzemowy. Czy to będzie oznaczać śmierć literatury pisanej przez ludzi? Nie sądzę. Fotografia nie zabiła malarstwa. Telewizja nie uśmierciła radia. Miejsce na literaturę tkniętą ludzkim duchem będzie zawsze. Tyle, że pewnie mocno się skurczy.

 

Jakim etapem w twoim życiu było pisarstwo? I dlaczego nie chcesz już do niego wracać?

Zaczęłam pisać, ponieważ latami dręczyła mnie pewna historia, która domagała się ujścia. Jedna historia. Po jej spisaniu i wydaniu poczułam ulgę. Właściwie mogłabym na tym skończyć, ale wtedy przyszła do mnie kolejna opowieść. Spisałam ją, wydałam. Następnie, już intencjonalnie zabrałam się za wyjaśnienie pewnej rodzinnej tajemnicy w Zaniemówieniu. To było trudne, ale głosy czytelników utwierdziły mnie w przekonaniu, że się udało. Po trzeciej powieści pisanie stało się czynnością nawykową, koniecznością, wręcz uzależnieniem. Niszczącym uzależnieniem. Zrobiłam rachunek psychicznych zysków i strat związanych z pisaniem i stwierdziłam, że nie warto. Może kiedyś wrócę do nałogu? Kto wie...

 

Olśnienia redaktorki, czyli co cię zadziwiło, pozytywnie, w twojej redaktorskiej pracy?

Momenty. Ja najbardziej lubię ten moment, gdy otwieram załącznik, zaczynam czytać i przechodzi mnie dreszcz. TO JEST TO! Wprawnemu redaktorowi wystarczy przeczytanie pierwszych kilku akapitów tekstu, by ustalić czy ma do czynienia z dobrą, solidną literaturą. Oczywiście nie każda z finalnie wydanych książek taka będzie - nie każda musi być arcydziełem, nie wszystkie arcydzieła doczekają druku - ale kontakt z takim tekstem, z "dotykiem geniuszu"... To jest piękne. Nieczęste, ale wspaniałe.

 

Czego nie robi się tekstowi ?

Moim zdaniem w procesie redagowania tekstu absolutnie nie wolno zmieniać stylu autora. Styl autora jest tym, co go wyróżnia i gmeranie w nim, ujednolicanie (wspomniane skracanie, upraszczanie) to mordowanie tekstu kawałek po kawałku. Absolutnie zabronione!

Przepytywała Małgorzata Lichecka

 

Justyna Wydra

Redaktorka prowadząca w dużym wydawnictwie, autorka kilku powieści, copywriterka, czasem nawet poetka. Gliwiczanka z urodzenia i wyboru - Gliwice to jej miejsce na świecie, za nic nie chciałaby się stąd wyprowadzić. No, chyba że w góry. Albo do Toskanii... Jednak nie. Góry i Toskania to jej drugi i trzeci Heimat. Gliwice - pierwszy, najpierwszy.

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj