Improwizacja z domieszką kontroli, bo przecież nie do końca można ufać otoczeniom. Doświadczenie aktorskie i performerskie zdobywane w walce, czyli poprzez praktykę w bardzo różnych okolicznościach scenicznych. Niezwykła umiejętność wyczucia publiczności. Praca w trudnych warunkach, która hartuje, choć często irytuje do granic możliwości. Emplois przenikliwego obserwatora, który cytuje swobodnie literaturę, muzykę, film i fotografię.
Twój pierwszy świadomy kontakt ze sztuką?
Pamiętam, że miałem lat może pięć i bardzo chciałem pójść na „Powrót Jedi”, ale wylądowałem na „Piratach” Polańskiego. A potem pamiętam– trochę w ramach mitu założycielskiego Uliczników – jak mając lat może 10, i chorując na coś przez tydzień, obejrzałem w telewizji relację z Festiwalu Teatrów Ulicznych w Jeleniej Górze… tu chyba zdecydowanie miałem więcej szczęścia.
Jak zapamiętałeś swój debiut?
Kostiumowy – raz jako Tytus de Zoo, a potem jako Batman – na balu przebierańców w przedszkolu. W obu przypadkach nikt nie wiedział, kim jestem, choć rodzice dali do pieca z jakością kostiumów. Więc chyba spore poczucie… nieadekwatności i przesunięcia fazowego towarzyszy mi od lat młodzieńczych. Potem było kilka łagodniejszych debiutów – na scenie jako Kartofel w jakiejś szalonej szkolnej inscenizacji w latach bardzo młodzieńczych, „Kominek zgasł” parę lat później; wokalnie w scholi Cantate Deo, wreszcie spontaniczny koncert flamenco (gitara towarzysząca!) na salkach gliwickiej Katedry, okolice roku 97. Za każdym razem zdziwienie, że nikt się nie zorientował, że nie mam pojęcia, co robię.
Twój najlepszy sceniczno-uliczny czas?
Trwa. Powoli chyba wiem, co robię, a czasem („Zjadacz Grzechów” / „Objazdowe Nieme Kino” / „Imaginarius”) mam wręcz poczucie, że zupełnie przypadkiem, zmajstrowałem (-liśmy) więcej, niż potrafię (bo, mam również równoległe poczucie, że moi kamraci potrafili wszystko od początku).
Czego nigdy nie pokazałbyś publiczności?
Festiwalowo? Bezsensownego mroku, ani niczego, pod czego powodem pojawienia się na festiwalu, nie potrafiłbym się podpisać. To dość mocno uszczupla moje możliwości wzajemnego mycia rąk z koleżeństwem z branży, ale daje niebagatelny spokój. A jako osoba performatywna… chyba podobnie – niczego, co mnie nie kręci.
Dźwięk, który najlepiej opisuje Twój proces twórczy?
Wrzeciono? Mozolne, zapętlone, powracające okrążenia, z których z czasem rodzą się rzeczy. Jeśli miałoby to mieć jakąś onomatopeiczną melodię to… „tun-k-tynk”.
Gdyby nie scena?
Ja chyba nie mam tego problemu (śmiech), bo tych wszystkich innych ścieżek albo już spróbowałem, albo równolegle uprawiam, albo mam w planie spróbować. Wirówka w mojej głowie nigdy nie pozwoliła mi zajmować się tylko jedną rzeczą… Nieustannie więc „Jack of all trades, master of none”, ze sporą dawką chłopięcej radości z samego faktu nieustannego uczenia się nowych rzeczy.
Kim jesteś, kiedy nikt nie patrzy?
Kusi się przywołać Kartofla z pytania o debiut… Ale tak najprościej – może odrobinę mniej staram się, żeby wszystkim wokół było dobrze?
Twoja definicja twórczej wolności?
W dowolnym momencie móc powiedzieć „to ja już Państwu podziękuję”.
Błąd, który najchętniej wybaczasz? – stosunek do niedoskonałości wpisanej w sztukę na żywo.
Pytanie – sobie, czy światu? To może raz na kontrze – czego nie wybaczam światu – to mylnego założenia, że widz/odbiorca nie zauważy, że nie jest dość godny, rozwinięty, kompetentny – i można mu wciskać trociny. A sobie, trzymając się pytania? Powoli uczę się akceptować, że zawsze zabraknie jednego dnia, żeby było najpiękniej. Cytując C. S. Lewisa – „sprzyjające warunki nie zdarzają się nigdy”.
Co po sobie zostawisz?
Przerażającą liczbę zgromadzonych przez lata instrumentów i…niespełnionych nadziei?
Przepytywała Małgorzata Lichecka
Performer, scenarzysta, producent teatralny, fotograf, filmowiec dokumentalista, twórca ruchomych obrazków; pomysłodawca i dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Artystów Ulicy „Ulicznicy”; współzałożyciel Open Street a.i.s.b.l. Z siedzibą w Brukseli. Dawno temu Laureat Nagrody Prezydenta Miasta Gliwice w Dziedzinie Kultury.


Komentarze (0) Skomentuj