Ludzie. W różnych kontekstach. Miejsca. Na które nie zwrócilibyśmy uwagi. Rodzaj kroniki pokolenia, ale też mapa zainteresowań rzeczami tylko pozornie znanymi, opowiedziana językiem jej fotografii zyskuje nowe znaczenie. To taki rodzaj dokumentu, który z początku budzi pewną rezerwę, ale kiedy zaczniemy się z nim oswajać, zadawać pytania, okazuje się niezwykle wymowny. Projekty fotograficzne prowadzą nas do świata, który mamy w zasięgu wzroku, do podwórek, blokowisk, przedmieść, na otwarte przestrzenie, do symboli historii. A bohaterowie i bohaterki tych historii w momencie, kiedy opada migawka, sami do tej historii przechodzą.
Czym jest dla pani kreatywność?
Kreatywność jest dla mnie sposobem na życie i paliwem napędowym do działania. To twórcze podejście do wszystkiego - od pracy artystycznej, przez gotowanie, po rozwiązywanie trudnych sytuacji.
Dokument czy fotografia komercyjna?
Zdecydowanie dokument! Lubię robić fotografię komercyjną, sprawia mi to radość i satysfakcję, jeśli widzę, że jest później wykorzystywana, jest to jednak coś tymczasowego. Wartość dokumentu za to może rosnąć z czasem. Fotografia, w tym dokumentalna, jest wspaniałym narzędziem do zatrzymywania czasu, opowiadania historii, pewnego działania.
Śląsk w pani pracach rzadko bywa czarny, częściej ma barwę wyblakłego betonu i prześwietlonego słońca. Gdyby miała pani opisać architekturę swojej pamięci, z jakich byłaby materiałów i odcieni?
Myślę, że ten Śląsk jest bardzo różny. W False Flag jest stosunkowo kolorowy, w innych realizacjach - bardziej przygaszony. Obecnie pracuję nad cyklem opartym na archiwach po dziadku, który przyjechał na Śląsk do pracy w kopalni, więc ten najbardziej czarny materiał jeszcze przede mną. Pytanie bardzo mi się podoba. Dziś wyobrażam sobie, że moja pamięć ma organiczną, fluktuującą formę, utkaną z doświadczeń, wspomnień, zasłyszanych historii, przeczytanych książek. Ma kolory zieleni, ziemi i migoczących wspomnień przodków.
False Flag to projekt fotograficzny o dużym ładunku znaczeniowym, w którym Radiostacja staje się niejednoznaczną bohaterką. Jakie to uczucie fotografować miejsce, które stało się symbolem kłamstwa historycznego?
Sam proces twórczy to skrajne emocje - od fascynacji, przez przemęczenie i pytania o sens działania, po odnajdywanie celu i parcie do przodu. Ta realizacja jest dla mnie najważniejsza. Cieszę się z jej odbioru i międzynarodowego docenienia, a szczególnie z prezentacji w ramach programu głównego Miesiąca Fotografii w Krakowie oraz indywidualnej wystawy w Gliwicach, pod samą radiostacją.
W Bohaterach narodu i Dam radę jak dorosnę portretuje pani młodość zawieszoną między blokowiskiem a dorosłością. Co współczesne pokolenie dwudziestolatków bezpowrotnie traci, czego pani pokolenie (rocznik ‚94) miało pod dostatkiem?
Moje pokolenie spędzało dużo czasu wśród ludzi - technologia wkraczała, ale nie była głównym narzędziem. Jako dziecko mogłam całymi dniami siedzieć na dworze z siostrami i koleżankami, a wieczorem obejrzeć film albo zagrać na komputerze. Ta relacja z cyfryzacją była zdrowsza. Dziś młodym trudniej nawiązywać relacje - porozumiewają się przez komunikatory, nawet siedząc obok siebie.
Jest pani świeżo upieczoną doktor sztuki (2026). Czego o fotografii nie da się nauczyć na uniwersytecie, a trzeba po prostu przeżyć?
Uważam, że ważne jest doświadczanie życia, przeżywanie go. Szalenie ważne jest też pielęgnowanie w sobie ciekawości względem świata, ludzi, otoczenia, by nie złapać się w pułapkę iluzji wszechwiedzy i dostępności, jaką daje chociażby internet.
Co w pani fotografiach pozostanie na zawsze nie do podrobienia?
Ta lekkość w tworzeniu obrazów i opowiadaniu, czasem trudnych, historii. Lekkość w tworzeniu nie znaczy, że dojście do finalnego obrazu zawsze przychodzi łatwo - raczej w moich fotografiach widać, że po prostu kocham fotografię i obraz.
Zielony uspokaja. Jaki kolor w takim razie najbardziej niepokoi i dlaczego?
Szarość - ta betonu, ziemi i kolejnych budynków, ale też ta z map suszy hydrologicznej (choć kolejne kolory na tych mapach, pomarańcze i brązy, są jeszcze bardziej przygnębiające).
Czy fotografia potrafi zatrzymać czas, a może wręcz przeciwnie, jest jedynie bolesnym dowodem na to, jak szybko przecieka nam przez palce?
Fotografia zatrzymuje czas - dla mnie jest aktywatorem pamięci. Wracając do zdjęć po latach, przypominając sobie wydarzenia, uzmysławiam sobie, jak szybko zmienia się świat wokół nas.
Przepytywała Małgorzata Lichecka
W 2026 roku obroniła doktorat, wcześniej absolwentka studiów magisterskich w Instytucie Fotografii Kreatywnej w Opavie. Obecnie pracuje na Wydziale Sztuki na Uniwersytecie Jana Długosza w Częstochowie. W 2018 roku zdobyła główną nagrodę za fotoreportaż w kategorii Young Poland na konkursie Grand Press Photo. Laureatka nagrody imienia Jana Sawki na festiwalu Fama (2021 rok). Druga nagroda w konkursie na Talent Roku organizowanym przez Pix House (2021). Jej prace były prezentowane w kraju i za granicą, m.in. w Muzeum Śląskim, Galerii Sztuki Współczesnej Esta, Rybnickim Festiwalu Fotografii, w K Mag Art Spot, Picture Doc, Pracownia Wschodnia, Les Rencontres de la photographie d’Arles we Francji, Oslo Negativ w Norwegii. Publikacje m.in. w Debuts, Eastreet, Fresh Eyes. Laureatka programu „Start Up” kulturalnego CK Viktoria, stypendystka prezydenta Częstochowy.


Komentarze (0) Skomentuj