Ulubione miejsca pokazuje nam prezes GTK Gliwice.
 

- Jestem osobą tolerancyjną, otwartą na współpracę z ludźmi – mówi o sobie. - Zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym staram się być dobrym człowiekiem. Jestem pracowity i zdeterminowany w dążeniu do celu.

Dzieciństwo spędził na Zatorzu, w czasach, kiedy okolica, w której dorastał (dawna ul. Świerczewskiego, dziś Lipowa) nie miały najlepszej sławy. – Kilku moich kolegów mocno zbłądziło w życiu – uśmiecha się. – Każdą wolną chwilę spędzaliśmy na boisku szkolnym ówczesnej SP 40 (dziś ZSP 12), ale mieliśmy też czasem iście szalone pomysły, bo jak inaczej nazwać wspinanie się po maszcie na szczyt wieży Radiostacji! Dziś włos na głowie mi się jeży, kiedy pomyślę o tym. Systematycznie bywałem też z ojcem na stadionie przy Okrzei, na meczach Piasta. W czwartej klasie szkoły podstawowej pojawił się u nas znany w Gliwicach trener koszykówki Czesław Rogaczewski, który robił nabór. Nie przypuszczałem wtedy, że ta dyscyplina stanie się sensem i miłością mojego życia.

Od piątej klasy uczył się w klasie sportowej w SP 19 na os. Sikornik. - Mnóstwo wspomnień, fajni znajomi, treningi koszykarskie, mecze, obozy  - wylicza. - Słowem kapitalny czas wypełniony sportem.  

Po podstawówce z kilkoma kolegami z klasy uczył się w technikum górniczym i kontynuował grę najpierw w Carbo, a potem AZS-ie Gliwice. – Trochę śmieszny czas, bo nikt z nas nie myślał o tym, że będzie górnikiem. Wszyscy widzieliśmy przyszłość na koszykarskich boiskach - zauważa.  

Swój pierwszy zawodowy kontrakt podpisał już po maturze z pierwszoligową chorzowską Albą. Dobrze zapowiadającą się karierę przerywały jednak co rusz kontuzje i w konsekwencji trzy operacje kolana. – Pewnie przez to ekstraklasowej kariery nie zrobiłem i grałem „tylko” w śląskich klubach: Bobrach Zabrze oraz GKS-ie Tychy – przekonuje. – One nie płaciły kroci, a z czegoś trzeba było żyć, więc założyłem własną działalność gospodarczą w branży odpadowej, tym bardziej, że miałem ku temu kompetencje, kończąc wcześniej pomaturalne technikum ochrony środowiska.  

Karierę zawodniczą zakończył w GTK Gliwice. Namówił go ówczesny prezes klubu, dziś wiceprezydent naszego miasta – Jarosław Zięba. Grał tam kilka sezonów w III, II i I lidze. Pożegnalny mecz rozegrał mając 32 lata. Z koszykówką i GTK nie wziął jednak rozbratu, bo zaproponowano mu funkcję asystenta trenera. Pełnił ją przez 12 lat, a ostatnie kilka już w ekstraklasie.

- Rok temu prezes Zięba został zastępcą prezydenta Gliwic i klub stanął przed koniecznością wyboru nowego sternika GTK – wyjaśnia. – Zaproponowano mi to stanowisko, rada nadzorcza zaakceptowała moją kandydaturę i dziś stoję na czele GTK. Ciągle jednak jestem blisko drużyny, pojawiam się na treningach, jeżdżę na mecze wyjazdowe.

Poznajcie ulubione miejsca w Gliwicach Stanisława Mazanka, prezesa GTK Gliwice.
(s), fot. Michał Buksa

Stanisław Mazanek.
Lat 51, gliwiczanin. Były zawodnik i trener, obecnie menadżer sportu, prezes ekstraklasowego klubu koszykarskiego GTK Gliwice. Absolwent technikum górniczego i pomaturalnej szkoły o specjalności ochrona środowiska. W trakcie kariery zawodniczej grał w kilku śląskich klubach zaplecza ekstraklasy: Albie Chorzów, Bobrach Zabrze, GKS Tychy i GTK Gliwice. Od 20 lat prowadzi własną działalność gospodarczą w branży odpadowej. Prywatnie dumny ojciec dwóch synów Mikołaja i Tymona, również koszykarzy.

Galeria

wstecz

Komentarze (2) Skomentuj

  • Wierni GTK 2025-07-25 09:55:44

    I raz i dwa i GTK !!!!

  • Pyton 2025-08-04 09:06:44

    Pamiętam Cię z meczów Alby. To były piękne czasy