Młody mężczyzna unika kontaktu wzrokowego. Mówi, że niczego nie potrzebuje. Jest trzeźwy, ale bardzo przestraszony. Skrajnie wychudzony, ze śladami pobicia na twarzy. Na pytania odpowiada logicznie. Od 2017 roku żyje na ulicy. Od eksmisji. Przez te lata jeździł po Polsce, szukając pracy. Czasami trafiał dobrze, częściej był oszukiwany. Depresja? Zaburzenia poznawcze? To w tej chwili nie jest ważne. Wolontariusze Fundacji Stacja 6 podkreślają: nie diagnozujemy z chodnika.

Wolontariusze Fundacji Stacja 6 próbują metod znanych z Małego Księcia — jak z lisem. Podchodzą bliżej każdego dnia, żeby oswoić. W tej pracy zaufanie rzadko pojawia się od razu. Czasem trzeba wrócić w to samo miejsce kilka razy, zanim człowiek przestanie odwracać wzrok i zacznie mówić więcej niż „niczego nie potrzebuję”.

Takich historii w Gliwicach jest więcej. Są osoby, które od lat żyją poza systemem, choć cały czas są w mieście: w pustostanach, na działkach, w altanach, w miejscach dobrze znanych streetworkerom, ale niewidocznych w codziennym rytmie ulic. Są też ludzie gotowi na powrót, ale zatrzymani przez sprawy, które z zewnątrz wydają się proste: brak dokumentów, badań do pracy, leczenia, stałego adresu albo kogoś, kto pomoże przejść przez urzędową procedurę do końca.

Dla nich prowadzona jest Stacja Dom — projekt realizowany wspólnie przez Ośrodek Pomocy Społecznej w Gliwicach, Zakład Gospodarki Mieszkaniowej oraz Fundację Stacja 6. Równolegle, od 1 lipca, fundacja odpowiada także za prowadzenie gliwickiej ogrzewalni przy ul. Noakowskiego 1. To miejsce otrzymało nazwę Stacja Godność.

— Stacja Dom polega na tym, że osobom w kryzysie bezdomności proponuje się mieszkanie na początku drogi. Chodzi o to, żeby skrócić czas wychodzenia z bezdomności. Oczywiście te osoby muszą zostać wytypowane, musimy sprawdzić, kto ma szansę takie mieszkanie utrzymać. Przez pierwszy rok koszty są finansowane z projektu, ale później człowiek ma już stanąć na własnych nogach — tłumaczy Damian Bieniek, prezes Fundacji Stacja 6.

Model, o którym mówi, znany jest jako Housing First, czyli Najpierw mieszkanie. W tradycyjnym systemie własny lokal pojawia się często dopiero po przejściu kolejnych etapów pomocy. Tutaj bezpieczne miejsce ma być początkiem porządkowania życia. Bieniek przywołuje przykład Finlandii, gdzie takie podejście znacząco ograniczyło skalę bezdomności, oraz Gdańska, gdzie działa jeden z większych polskich programów tego typu.

— Skuteczność tego modelu sięga około 70 procent. To znaczy, że duża część osób, które wchodzą do projektu, utrzymuje mieszkanie, pracuje i po czasie sama płaci czynsz, podatki czy ZUS. A wtedy takie miejsca jak ogrzewalnia, noclegownia czy schronisko stają się po prostu mniej potrzebne — mówi Bieniek.

W gliwickim projekcie ma uczestniczyć 40 osób. Nie każda od razu trafi do mieszkania, bo pomoc zaczyna się w różnym miejscu. Czasem pierwszym krokiem jest leczenie, czasem znalezienie pracy, a czasem wyrobienie dokumentu. Bieniek podaje bardzo konkretny przykład: jeśli ktoś nie ma dowodu osobistego, fundacja finansuje zdjęcie, ale później sprawdza, czy ta osoba rzeczywiście poszła do urzędu, złożyła wniosek i odebrała dokument.

— To są drobne rzeczy, ale bez nich człowiek nie ruszy dalej. Podobnie jest z pracą. Jeśli ktoś ma realną szansę zatrudnienia, a potrzebuje badań sanitarno-epidemiologicznych, to pomagamy je sfinansować. Potem sprawdzamy, czy te pieniądze zostały dobrze wykorzystane. Chodzi o skracanie dystansu. Procedury są potrzebne, ale my próbujemy robić to po ludzku — dodaje.

Ważną częścią Stacji Dom jest streetworking. Pracownicy i wolontariusze jadą tam, gdzie przebywają osoby w kryzysie. Bieniek opowiada o kobiecie z Żernik. Nie podaje miejsca, bo w tej pracy dyskrecja jest częścią bezpieczeństwa. Kobieta nie jest uzależniona, ale choruje psychicznie. Trzeba było dowieźć jedzenie, porozmawiać, zobaczyć, czego potrzebuje.

— Pracujemy z osobami bezdomnymi w miejscach ich przebywania, także w godzinach i dniach nietypowych dla ośrodka pomocy społecznej. Czasem trzeba po prostu pojechać, usiąść, porozmawiać i zobaczyć, jaka pomoc jest możliwa. Nie diagnozujemy z chodnika — podkreśla Bieniek.

Fundacja chce rozwijać także podstawową pomoc medyczną. Do Stacji Dom mają przychodzić lekarze wolontariusze. Jednym z tematów będą rany, otarcia i problemy ze stopami, szczególnie groźne zimą, gdy człowiek przez wiele godzin chodzi w przemoczonych butach albo nie ma możliwości zmienić skarpet.

— Planujemy szkolenie dla osób w kryzysie bezdomności z tego, jak dbać o stopy w okresie zimowym. To bardzo ważne, bo drobne otarcia, przemarznięcia czy nieleczone rany mogą skończyć się dramatycznie — mówi prezes fundacji.

Opiekę nas ogrzewalnią, zwaną obecnie Stacją Godność, Fundacja przejęła 1 lipca. W budynku przy Noakowskiego latem jest dość spokojnie. W ogrzewalni przebywa średnio kilka, czasem kilkanaście osób. Zimą liczba potrzebujących rośnie, dlatego fundacja już teraz myśli o zapasach środków higienicznych, odzieży, podstawowym wyposażeniu i rzeczach, które w kryzysie stają się potrzebne na już: ciepłych skarpetach, maszynkach do golenia, szczoteczkach, środkach czystości.

Ostatnio przy Noakowskiego pojawił się też ogródek. Poprosiły o niego mieszkanki ogrzewalni. Chciały go powiększyć. Zajęły się tym same i poczuły własną sprawczość.
Chcecie pomóc? Możecie. Przyda się chemia do sprzątania, (płyny do podłóg, do łazienek), środki do mycia i kąpieli, proszki i kapsułki do prania, maszynki do golenia (3-ostrzowe), ręczniki (mogą być używane, ważne, żeby były czyste i w dobrym stanie).

Dary można przynieść bezpośrednio na ul. Noakowskiego 1 w Gliwicach po godzinie 18.00.
Fundację można także wesprzeć finansowo. Numer konta Fundacji Stacja6:
91 1020 2401 0000 0202 0599 6626

Adriana Urgacz-Kuźniak

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj