Zaledwie kilka tygodni temu prowadziła dziewięcioro młodych rowerzystów z Gliwic w liczącą ponad 700 kilometrów wyprawę do Gdańska. Teraz Anna Guzek znów jest w drodze. Tym razem jedzie sama, przemierzając Europę rowerem i zatrzymując się w miejscach związanych ze świętymi. W sakwach wiezie najpotrzebniejsze rzeczy, a w sercu – własne intencje oraz sprawy powierzone jej przez innych ludzi.

– Tegoroczną wyprawę nazwałam pielgrzymką. Odwiedzam miejsca związane z wielkimi świętymi. Byłam w Asyżu, u świętej Rity, u ojca Pio i w Monte Sant’Angelo, w grocie świętego Michała Archanioła. Został mi jeszcze ostatni etap – Medjugorje w Bośni – opowiada Anna Guzek, gdy łączymy się z nią na trasie.

Kilometry wdzięczności i próśb

Podróż jest dla niej podziękowaniem za wcześniejsze wyprawy, spotkanych ludzi i bezpiecznie pokonane drogi. Ma również wymiar błagalny. Anna Guzek modli się w swoich sprawach, w intencjach bliskich, a także za osoby, które zwróciły się do niej z taką prośbą.

– Dużo ludzi pisało do mnie na Instagramie, Facebooku i w wiadomościach prywatnych. Przekazywali własne intencje, sprawy swoich bliskich, czasem bardzo trudne sytuacje. Chcieli, żebym zawierzyła je w tych miejscach świętym – opowiada.

W Cascii powierzała prośby świętej Ricie, patronce spraw trudnych i beznadziejnych. Kolejne intencje zawiozła do San Giovanni Rotondo, miejsca związanego z ojcem Pio, oraz do sanktuarium świętego Michała Archanioła w Monte Sant’Angelo.

Sama na trasie

W chwili rozmowy gliwicka nauczycielka miała za sobą 23 dni jazdy, prawie 1800 kilometrów oraz ponad 13 tysięcy metrów przewyższeń. Włoski etap pokonywała podczas wyjątkowo silnych upałów. Najwyższa temperatura, jaką zanotowała podczas jazdy, wynosiła 44 stopnie.

– We Włoszech są w tym roku ekstremalne upały. Nawet Włosi są nimi zaskoczeni. Przez temperaturę siły szybciej uciekają – przyznaje.

Każdego dnia przejeżdża mniej więcej od 80 do 120 kilometrów. O długości etapu decydują ukształtowanie terenu, pogoda oraz samopoczucie. Czasem stosunkowo krótki dystans okazuje się wymagający. Droga z San Giovanni Rotondo do Monte Sant’Angelo miała około 25 kilometrów, lecz prowadziła niemal przez cały czas pod górę i przyniosła prawie 800 metrów przewyższenia.

Na rowerze spędza większość dnia. Wyrusza około godziny 7, a miejsce noclegu osiąga często dopiero około 18.

– Jadę sama. Ludzie, których spotykam, często pytają, czy się boję. Nie boję się, bo na trasie poznaję naprawdę fantastyczne osoby. Czuję też obecność świętych, do których w tym roku pielgrzymuję – mówi.

Samotna podróż w praktyce rzadko oznacza całkowitą samotność. Na trasie Anna Guzek spotkała między innymi Maksa, rowerzystę z Niemiec. Przez dwa dni jechali razem, wspólnie szukając miejsca na nocleg. Ostatecznie spali pod altaną w jednym z austriackich parków.

– To są ciekawe, zupełnie niezaplanowane sytuacje. Spotyka się ludzi, nawiązuje relacje i później utrzymuje kontakt. On zakończył swoją przygodę w Słowenii, a ja pojechałam dalej – opowiada.

Spotkanie w grocie świętego Michała

Szczególne miejsce w tej pielgrzymce zajęło Monte Sant’Angelo na półwyspie Gargano. Znajdujące się tam sanktuarium powstało wokół groty, w której – według wierzeń – objawił się święty Michał Archanioł.

Po przyjeździe do sanktuarium Anna Guzek spotkała polskich duchownych i siostry zakonne opiekujące się tym miejscem. Gdy dowiedzieli się, że dotarła z Gliwic rowerem, umożliwili jej podejście w pobliże głównego ołtarza.

– To był dla mnie szczególny moment, doświadczenie, którego nie da się opisać słowami – wspomina.

Ważny był dla niej również pobyt w Asyżu. Tam modliła się między innymi za swoich uczniów – obecnych, przyszłych oraz absolwentów.

– Każdy dzień, w którym dojeżdżałam do celu, był ważny. Najmocniej przeżyłam jednak Monte Sant’Angelo – przyznaje.

Namiot, codzienne pranie i dwa powerbanki

Wyprawowy dobytek Anny Guzek mieści się w rowerowych sakwach. Wiezie namiot, matę, ubrania, sprzęt potrzebny do przygotowania noclegu oraz elektronikę. Telefon i nawigację zasila z dwóch powerbanków, które doładowuje podczas postojów w barach i restauracjach.

Większość nocy planowała spędzać pod namiotem. Awaria maty zmusiła ją jednak na pewien czas do korzystania z pensjonatów i hoteli. Nową znalazła dopiero w Bari.

Jej codzienna aktywność kończy się długo po zejściu z roweru. Trzeba rozłożyć nocleg, uporządkować bagaż, wykąpać się i wyprać ubrania.

– Najtrudniejsze bywa codzienne wypakowywanie, przepakowywanie i pranie. Człowiek jest zmęczony, chciałby się już tylko położyć, a jeszcze trzeba wszystko przygotować na następny dzień – przyznaje.

Pierwszy raz rowerem do Medjugorje

Po zakończeniu włoskiego etapu Anna Guzek przeprawi się promem do Splitu, a następnie ruszy przez Chorwację do Bośni i Hercegowiny. Jednym z głównych celów pozostaje Medjugorje. Odwiedzała je już wcześniej, lecz po raz pierwszy zamierza dotrzeć tam rowerem.

Dalsza trasa ma prowadzić przez Mostar, Budapeszt i Żylinę. Dopiero stamtąd podróżniczka rozważa powrót pociągiem do Gliwic. Ostateczną decyzję uzależnia od czasu, sił i przebiegu kolejnych etapów.

Przypomnijmy, że Anna Guzek za sobą ma już liczne rowerowe wyprawy, między innymi do Santiago de Compostela oraz podróże przez Izrael, Gruzję, Armenię, Rumunię i Kirgistan. 

Zapytana, czego życzy sobie na dalszą część pielgrzymki, odpowiada krótko:

– Żebym bezpiecznie dojechała do domu.

Adriana Urgacz-Kuźniak

fot. fb/Anna Guzek

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj