Jego historia pokazuje, że na realizację zamierzeń, nawet tych najbardziej nieprawdopodobnych, nigdy nie jest za późno. Bo czy mógł przypuszczać jeszcze kilka lat temu, że zaangażuje się w sport? Ba, że zostanie – jak mówi na stare lata – zawodnikiem, działaczem, a nawet trenerem! - Zawsze byłem aktywny i szukałem w życiu różnych wyzwań. Dlatego jestem w tym miejscu, w którym teraz jestem i uwielbiam to co robię – mówi o sobie.

Urodził się 45 lat temu w Gliwicach i dorastał w cieniu Radiostacji. - Dosłownie, bo mieszkałem niemal naprzeciw tej monumentalnej konstrukcji – opowiada. – Wtedy otaczały ją mokradła, pola i zabudowania gospodarcze okolicznych rolników. Jako dzieciaki penetrowaliśmy te tereny na rowerach. Latem sporo czasu spędzaliśmy na basenie, który mieli moi rodzice na podwórku. Piękny czas, który tak szybko minął.

Po szkole podstawowej (SP 7), podobnie jak jego rodzeństwo chciał iść do LO nr 2, ale ostatecznie wylądował w łabędzkiej „szóstce”. O tym liceum wypowiada się w samych superlatywach. Mówi o przyjaźniach, które trwają do dziś i o tej najważniejszej – żonie Justynie, którą właśnie tam poznał.

Ważnym elementem jego młodzieńczego życia była ministrantura. W parafii p.w. Chrystusa Króla spędził ponad dekadę, kończąc ją rolą lektora. – To był świetny czas – kwituje krótko.  
Po maturze początkowo studiował budownictwo na Politechnice Śląskiej, ale po kilku miesiącach przeniósł się na górnictwo i geologię, wybierając jako specjalność geodezję. – Studia to najpiękniejszy okres w moim życiu – podsumowuje. – Lubiłem się uczyć, a że poznałem świetnych ludzi był też czas na tzw. żakowanie – igry, imprezy w klubach studenckich, akademikach czy też wyjazdy w góry. Pod koniec nauki założyłem rodzinę, urodziło nam się pierwsze dziecko.
Po studiach chwilę pracował na pensji, ale rychło założył własną działalność gospodarczą z zakresu geodezji, którą do dziś kontynuuje. - Właśnie w tym roku przypada dwudziestolecie mojej firmy – zauważa.

W pewnym momencie jego życia pojawił się sport. I to za sprawą syna Franciszka. – Szukaliśmy dla niego jakiejś aktywności i padło na szermierkę w Piaście. – Pamiętam, że 10 lat temu zadzwoniłem do fechmistrza Maćka Chudzikiewicza i powiedziałem żartem, że telefonuję jako ojciec przyszłego mistrza świata. Maciek powiedział, że tyko takich ma u siebie i zaprosił Franka na zajęcia. No i poszliśmy. Na miejscu okazało się, że sekcja prowadzi też treningi dla amatorów to i ja na stare lata wciągnąłem się w sport. Coś tam od tego czasu powygrywałem, kilka pucharów mam w gablocie. Ba, zrobiłem nawet uprawnienia instruktorskie i szkolę grupę młodych adeptów szermierki.

W tym samym czasie zaangażował się mocno w działalność nie tylko sekcji. W konsekwencji kilka lat temu wybrano go do zarządu stowarzyszenia GKS Piast Gliwice, w którym pełni funkcję wiceprezesa ds. finansowych. Jest też działaczem śląskiego i polskiego związku szermierczego.

Poznajcie ulubione miejsca Pawła Drobczyka, zakochanego w szermierce sportowca-amatora, instruktora i działacza.
(s)

Paweł Drobczyk
Lat 45, Gliwiczanin. Absolwent Politechniki Śląskiej, sportowiec-amator, instruktor szermierki, działacz. Od kilku lat wiceprezes ds. finansowych w GKS Piast Gliwice. Pracuje też w strukturach śląskiego i polskiego związku szermierczego. Szczęśliwych mąż i ojciec trójki dzieci (Pola, Franek i Martyna), z których każde trenuje szermierkę. 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj