Urodził się 55 lat temu w Bytomiu, ale dorastał i do dziś mieszka w urokliwej miejscowości Rogoźnik położonej w Zagłębiu Dąbrowskim, w pobliżu Piekar Śląskich.
- Moje dzieciństwo niczym nie różniło się od dzieciństwa moich rówieśników. Po powrocie ze szkoły, zanim zaczęło się odrabiać lekcje, rzucało tornister w kąt i spędzało czas na podwórku – wspomina z uśmiechem. - Graliśmy w piłkę, ale były i bardziej ekstremalne zabawy, jak na przykład rzucanie scyzorykiem do celu (śmiech). No i wypady do lasów, bo Rogoźnik jest nimi otoczony.
Wspinaliśmy się po drzewach, obserwowaliśmy zwierzęta, zbieraliśmy grzyby. Interesowałem się też techniką. Mieszkałem w domu jednorodzinnym, więc zawsze coś było do naprawienia. Ale miałem też kolegów, którzy lubili lutować, skręcać. Pamiętam jak robiliśmy wielkie kusze z resorów samochodowych. W związku z tym po podstawówce naturalnym był wybór szkoły technicznej. Poszedłem do prestiżowego technikum elektronicznego w Zespole Szkół Elektryczno-Elektronicznych. w Bytomiu. O jedno miejsce ubiegało się wówczas 6 kandydatów!
O technikum wypowiada się w superlatywach mówiąc, że była to prawdziwa szkoła życia i to pod wieloma względami. – Po pierwsze miała ona bardzo uniwersalny charakter, bo dbała o wszechstronny rozwój młodych ludzi, organizując np. co kilka tygodni wycieczki na spektakle do opery - twierdzi. - Poza tym wysoki poziom nauczania, zwykle 8-9 lekcji, do tego jeden dzień w tygodniu zajęcia warsztatowe, a w ciągu roku jeszcze miesięczna praktyka. Tam spotkałem pierwszy raz naukowców z Politechniki Śląskiej na zajęciach z przedmiotów zawodowych. Mało czasu miałem na cokolwiek innego poza nauką i podróżami autobusami (śmiech). Wyjeżdżałem wcześnie rano, a bywało, że w domu byłem po dwudziestej.
Wydawać by się mogło, że naturalnym wyborem dalszej ścieżki edukacji po maturze będzie dla niego elektronika na politechnice. Tymczasem on miał dylemat, bo fascynowała go wówczas fizyka jądrowa i fizyka laserów. Dużo czytał na te tematy. Te zainteresowania mógłby rozwijać na przykład na Uniwersytecie Jagiellońskim.
- Ostatecznie zwyciężył pragmatyzm i złożyłem dokumenty na Wydziale Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej w Gliwicach – informuje. – To były wymagające studia. Mieszkałem w akademiku, więc odpadały dojazdy i był czas na życie studenckie. Kluby „Program”, „Spirala”, popołudniami wypad na halę, żeby pograć na przykład w tenisa stołowego czy poćwiczyć na siłowni. Ostatecznie w 1995 r. zdobyłem tytuł magistra inżyniera na kierunku elektronika i telekomunikacja.
Po studiach pozostał na uczelni i na swoim macierzystym wydziale zaczął karierę naukową. W 1999 r. uzyskał z wyróżnieniem doktorat, w 2005 r. habilitację, a w 2014 r. tytuł profesora nauk technicznych. Dziesięć lat później 23 kwietnia 2024 r. został wybrany na funkcję rektora Politechniki Śląskiej.
- Przyjęliśmy niedawno na uczelni takie hasło: Politechnika Śląska - Europejski Uniwersytet - Światowe Możliwości. To jest klucz do zrozumienia drogi, którą idziemy – mówi. - Szczególnie ważne jest słowo „możliwości”. Chcemy je stwarzać naszym studentom, doktorantom i pracownikom, bo to dzięki nim nasza uczelnia się rozwija.
Wolne chwile, a ma ich wyjątkowo mało, lubi spędzać w gronie rodzinnym. - Bardzo lubię grę w pingponga z moimi dziećmi. Mam w domu profesjonalny stół – uśmiecha się.
Poznajcie ulubione miejsca profesora Marka Pawełczyka, rektora Politechniki Śląskiej w Gliwicach.
(s), zdjęcia Michał Buksa
Lat 55, profesor nauk technicznych, nauczyciel akademicki, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk. Od 2024 rektor Politechniki Śląskiej. Całe życie naukowe związany z Wydziałem Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej, gdzie pokonywał kolejne szczeble kariery zawodowej i akademickiej. Autor kilkuset publikacji naukowych. Kierownik wielu projektów badawczych oraz autor około 2000 wdrożeń w przemyśle. Za swoją pracę wielokrotnie nagradzany. Prywatnie szczęśliwy mąż oraz ojciec dwójki dzieci.


Komentarze (0) Skomentuj