- Jestem człowiekiem dość zasadniczym, co nie ułatwia mi życia – mówi o sobie. - Myślę, że również lojalnym oraz emocjonalnym. I zdecydowanie coś, co zawdzięczam moim zdaniem Gliwicom – otwartym na świat i zakochanym po uszy w Górnym Śląsku.

Urodził się w Gliwicach (podobno serce mu mocniej bije, kiedy przechodzi koło szpitala przy ul. Kościuszki), a dorastał w centrum naszego miasta w kwadracie ulic Dworcowej, ówczesnej Stawowej, Wrocławskiej i  ks. Marcina Strzody, gdzie była – jak mówi - jego „buda”, czyli tysiąclatka z basenem (dziś SP nr 28). - Pamiętam kultowe kino Mikrus przy Dworcowej, grę w kapsle, która dla nas dzieciaków były namiastką kolarskiego Wyścigu Pokoju, no i kopanie piłki, gdzie się tylko dało – wylicza dziecięce zabawy.

W szkole podstawowej był dobrym uczniem, a nauka sprawiała mu – jak przekonuje - „pewną radość”. Czasy licealne to popularny gliwicki „Rymer”, czyli LO nr 5 przy ul. Górnych Wałów i klasa z zaawansowanym językiem angielskim. – Tamten okres w moim życiu to fantastyczna przygoda, choć naznaczona czasami stanu wojennego – kwituje krótko.

Po maturze skorzystał z faktu, że był laureatem olimpiady i bez egzaminu rozpoczął studia na wydziale historii sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. - Powiedzenie, że będzie się absolwentem historii sztuki brzmiało jak ukończenie przedmiotu luksusowego, ale bez perspektyw i przyszłości – tłumaczy z uśmiechem. – Choć właściwie w tamtym czasie większość studiów wyglądała niczym rodzaj działalności hobbystycznej. Żeby dobrze żyć należało mieć raczej biznes z pietruszką. Ja jednak postawiłem na naukę i nie żałuję. I mogę powiedzieć po latach, że faktycznie wszyscy z tego pokolenia, a myślący podobnie jak ja, bardzo dobrze sobie życiowo poradzili.

Jego ścieżka zawodowa była dość kręta i związana z  częstą zmianą pracy (był m.in. dziennikarzem radiowym i telewizyjnym). W 1998 r. ukończył Krajową Szkołę Administracji Publicznej i 5 lat był urzędnikiem służby cywilnej. Pracował m.in. w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej w Warszawie. - To było bardzo ekscytujące zajęcie. Każdego dnia coś nowego - podsumowuje.

Śląsk jednak przyciąga i poszedł nową drogą. W 2003 r. wygrał konkurs na dyrektora Muzeum w Gliwicach. - Pomyślałem, że mogę coś zrobić dla miejsca, w którym wzrosłem – przekonuje. - Potem było kolejne wyzwanie i szefowanie  Muzeum Śląskiemu. Po zakończeniu tej misji pracowałem jeszcze w Republice Czeskiej. Byłem też dyrektorem muzeum w Bytomiu. Za każdym razem zmianę mojego miejsca pracy naznaczała – co na pewno nie było komfortowe - polityka. W  marcu bieżącego roku ponownie zostałem dyrektorem Muzeum w Gliwicach.

Podróże, fotografia, dobra książka, nordic walking i spędzanie czasu w miłym, przyjacielskim gronie na mądrych rozmowach – to wypełnia mu wolne chwile.
Poznajcie ulubione miejsca Leszka Jodlińskiego, dyrektora Muzeum w Gliwicach (s)

Zdjęcia: Michał Buksa

 

Leszek Jodliński
Lat 58, gliwiczanin. Historyk sztuki, menedżer kultury; urzędnik służby cywilnej. stypendysta uniwersytetów w Amsterdamie, Heidelbergu i Tokio. Dyrektor Muzeum w Gliwicach (2003-2008; 2025 - obecnie), Muzeum Śląskiego w Katowicach (2008-2013)  oraz Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu (2016-2019). Dyrektor Roku Polskiego w Austrii 2002-2003. Wykładowca na Uniwersytecie Śląskim. Ekspert rad muzeów i ciał doradczych w dziedzinie promocji kulturalnej w Polsce, Niemczech i Republice Czeskiej (Ostatnio Ostrawa i Karwina). Laureat Nagrody im. W. Korfantego w 2013 roku oraz nagrody Śląska Rzecz (2011) za stałą trasę zwiedzania dla osób niewidomych i niedowidzących w Muzeum Śląskim. Autor jedynej polskiej monografii Seidenhaus Weichmann Ericha Mendelsohna (1994) oraz pracy Mieszkaniae kawalaera (2023), a także artykułów z zakresu historii sztuki, historii i tożsamości Górnego Śląska oraz losów Żydów niemieckich na Śląsku. Spod jego pióra wyszły takie parce jak m.in. Gliwiczanie w fotografii odświętnej. Portret mieszkańców Gleiwitz (2019 i 2020), Puste krzesła. Historie Żydów ze Śląska, (2020 i 2021) oraz Powidoki Görbersdorfu (Sokołowska). Przewodnik subiektywny (2024).

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj