Najpierw był fortepian na gliwickim rynku. Potem pani Gabriela Malcherczyk, która usiadła przy nim i zaczęła grać. Ktoś się zatrzymał, ktoś słuchał, ktoś zrobił zdjęcie. My nagraliśmy krótki film i wrzuciliśmy go do internetu. I wtedy zrobiło się naprawdę ciekawie.
Nagranie zaczęło błyskawicznie zdobywać kolejne wyświetlenia, a pod nim pojawiły się setki komentarzy. Ludzie pytali, kim jest pani Gabriela, zachwycali się jej grą, przesyłali film znajomym. W krótkim czasie zwykły filmik z gliwickiego rynku stał się prawdziwym viralem.
Co ciekawe, sama bohaterka całego zamieszania podchodzi do tego z dużym spokojem. Bo dla niej usiąść przy fortepianie i zagrać to żadna sensacja. Robi to właściwie przez całe życie.
Zaczęło się w przedszkolu
Pani Gabriela urodziła się w Rudzie Śląskiej. Muzykę miała w domu od dziecka. Tata grał na akordeonie, dziadek na gitarze – obaj byli samoukami – a mama pięknie śpiewała.
Jej zdolności muzyczne zauważyła już wychowawczyni. To ona poradziła rodzicom, żeby spróbowali zapisać córkę do szkoły muzycznej.
Posłuchali.
Od 1970 roku Gabriela uczęszczała do Państwowej Szkoły Muzycznej w Bytomiu. Tam trafiła na nauczycieli, których wspomina do dziś. Szczególne miejsce zajmuje w tej historii profesor Barbara Stankiewicz, która uczyła ją gry na fortepianie.
– To ona ukształtowała moją muzyczną osobowość – mówi pani Gabriela.
Po maturze przyszedł czas na Akademię Muzyczną w Katowicach i studia na Wydziale Wychowania Muzycznego. Później przez wiele lat pracowała w Państwowej Szkole Muzycznej w Rudzie Śląskiej jako nauczycielka gry na fortepianie.
Jej zawodowa droga zaprowadziła ją także do Żernicy. Uczyła tam muzyki, sztuki i prowadziła chóry. W 1994 roku założyła chór parafialny, który prowadziła aż do 2025 roku.
Dziś jest na emeryturze. Ale z muzyką nie zamierza się rozstawać.
Codziennie gra na organach podczas mszy w żernickim kościele. W domu ma pianino, przy którym nadal regularnie siada.
– Muzyka to moja pasja, bez której nie mogę żyć – mówi.
„Jeszcze raz!”
Na gliwickim rynku nie wiedziała, że za chwilę zobaczą ją tysiące osób. Dla niej był to po prostu kolejny występ. Dla przechodniów – miła niespodzianka. Dla nas – krótki materiał, który miał pokazać, co ciekawego dzieje się w mieście.
Tyle że internet miał na ten film inny pomysł.
Zamiast szybko zniknąć wśród kolejnych publikacji, nagranie zaczęło żyć własnym życiem. Udostępnienia, komentarze, kolejne wyświetlenia. I przede wszystkim mnóstwo bardzo pozytywnych reakcji.
Pani Gabriela dostała więc od gliwiczan coś, czego chyba nie planowała: własną, całkiem sporą publiczność.
I kto wie, może to dopiero początek. Bo skoro jeden występ przyciągnął tylu słuchaczy w internecie, to aż prosi się, żeby pani Gabriela jeszcze raz usiadła przy fortepianie na gliwickim rynku.
Tym razem można byłoby już powiedzieć, że publiczność przyszła specjalnie dla niej.


Komentarze (1) Skomentuj
Dlaczego nie zamieściliście filmu.