Basista legendarnego zespołu KAT od kilku lat mieszka w Gliwicach. Rockman z krwi i kości. Basista zespołu KAT, realizator dźwięku, autor muzyki do hymnu Piasta Gliwice. Rogata dusza, człowiek niepokorny, uparty, w którym płynie na poły góralska i kresowa krew.
Urodził się 50 lat temu w Kamiennej Górze na Dolnym Śląsku. Dorastał w bardzo umuzykalnionej rodzinie i kiedy miał 4 lata, rodzice zapisali go do ogniska muzycznego, w którym uczył się gry na… akordeonie. Już od szczenięcych lat wolał słuchać Beatlesów czy The Rolling Stones, niż wkuwać matematykę lub fizykę. – Nauczyciele w mojej podstawówce nie chcą pewnie o mnie pamiętać – śmieje się.
Każdą wolną chwilę spędzał w domu kultury, gdzie szlifował muzyczną pasję.
– Instruktorzy mówili, że mam nieprzeciętny talent i słuch – chwali się. – Na początku lat 80., kiedy do Polski dotarła rockowa fala, zapragnąłem być perkusistą. Niestety, nie spodobało się to moim sąsiadom i musiałem zmienić instrument. (śmiech) Zauroczony hardrockowym zespołem AC/DC, wybrałem gitarę basową, z którą nie rozstaję się do dziś. To już 36 lat!
Choć z zawodu jest mechanikiem samochodowym, nigdy w tym fachu nie pracował. Chciał zostać muzykiem. Poświęcał temu każdą wolną chwilę, a za swoimi idolami potrafił jeździć po całym kraju. Tak znalazł się w katowickim Spodku, gdzie koncertowała legendarna Metallica, a przed nią zespół KAT. – Miałem wtedy 17 lat, po występach podszedłem do lidera grupy KAT, Piotra Luczyka, i z młodzieńczą fantazją zakomunikowałem mu: kiedyś będę grał w pana zespole – wspomina. – Uśmiechnął się i powiedział tylko: to dobrze. Czy wtedy mogłem przypuszczać, że po latach dołączę do tej legendy?
Mając 20 lat, z jeleniogórską grupą Guliwer nagrał pierwszą profesjonalną płytę, potem kolejne i kolejne. Muzyka coraz bardziej go pochłaniała, żeby się rozwijać, postanowił wyjechać do kolebki rocka i bluesa – na Śląsk. Decyzji sprzyjały też niepowodzenia osobiste i rozwód. W 2004 r. po raz pierwszy wylądował w Gliwicach. Z tamtego okresu nie ma najlepszych wspomnień. – Zamieszkałem u koleżanki, zacząłem pracować w studiu nagrań HH Poland – opowiada. – Sielanka nie trwała długo, bo okazało się, że kobieta jest chora psychicznie i wyrzuciła mnie z domu. Wylądowałem na bruku. Nie miałem w Gliwicach nikogo. Byłem sam, bez kasy i dachu nad głową. Przez dwa tygodnie spałem na ławce w parku Chopina. Chodziłem głodny, podkradałem kolegom z pracy jedzenie, kąpałem się w firmie.
Życie zaczęło mu się w końcu prostować. Poznał swoją obecną żonę Agnieszkę. Znalazł szczęście i stabilizację. Krótko mieszkali w Zabrzu i Rudzie Śląskiej, aż znaleźli się w Gliwicach. Pracował w sklepie muzycznym, w wytwórni płytowej, a w 2013 r. nawiązał współpracę z grupą KAT. – Kiedyś do wytwórni przyszedł Piotr Luczyk. Przypomniałem mu naszą rozmowę ze Spodka i tak zaczęła się moja przygoda z zespołem – śmieje się. – Do tej pory nagrałem z nim 4 płyty, co ciekawe, lepiej się one sprzedają na świecie niż w Polsce. Jesteśmy m.in. współtwórcami soundtracku do filmu „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”.
Otwórz galerię zdjęć i poznaj miejsca ważne w Gliwicach dla Adama „Harrisa” Jasińskiego.
Adam „Harris” Jasiński
Rocznik 1970. Urodzony w Kamiennej Górze. Od 8 lat gliwiczanin. Muzyk sesyjny, realizator dźwięku, basista w legendarnym polskim zespole rockowym KAT. Na swoim koncie ma kilkanaście płyt. Autor muzyki do hymnu Piasta Gliwice. „Harris” to jego muzyczna ksywa, nawiązująca do ulubionego basisty zespołu Iron Maiden.
SPACEROWAŁ ANDRZEJ SŁUGOCKI,
FOTOGRAFOWAŁ MICHAŁ BUKSA


Komentarze (0) Skomentuj