Będzie to historia znikania i jednej przemiany. Ulicy, pomnika oraz kamienicy.

Małgorzata Lichecka

 

Plac jest dziś brzydki. Samochody, mnóstwo przejść dla pieszych, świateł, znaków drogowych. Gdzieś w tle dwie budowy - przy browarze Scobla i w miejscu dawnych kamienic przy Dworcowej.

Tę brzydotę można przykryć przedwojennym wieżowcem, reprezentantem ekspresjonizmu ceglanego, dawnymi zabudowaniami browarnymi, no i znaleziskami po ulicy Lwiej. Można obejrzeć ze wszystkich stron restaurację Germania (budynek, choć przerobiony, coś jednak w sobie ma), postać chwilę na trawniku, w miejscu gdzie był pomnik Germanii.

Tu, czyli na dzisiejszym placu Piastów, faktycznie zaszła zmiana. Tego chyba nie trzeba tłumaczyć, wystarczy się rozejrzeć. Ta fraza o zmianie ma też literackie uzasadnienie. „Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia" to tytuł opowiadania Marii Dąbrowskiej, w którym opisała jak przez lata zmieniał się widok z okna jej mieszkania w kamienicy Kondrackiego przy Polnej 40. Opowiem jak zmieniał się przez lata widok placu i jego okolic. Zatem ruszamy.

Z nowego serca miasta nici

Pierwsza połowa XIX wieku była obiecującym czasem dla dzisiejszych okolic ul. Piwnej. Miało tam bowiem powstać nowe serce Gleiwitz - Nowy Rynek (Neumarkt) pełniący funkcję węzła komunikacyjnego. W tym rejonie krzyżowały się drogi prowadzące m.in. do Toszka, Pyskowic, Tarnowskich Gór i Bytomia, Biskupic, Pszczyny oraz Zabrza, kończyła się również najważniejsza wówczas ulica miasta - Bahnhofstrasse (ul. Dworcowa).

Dlaczego tak ambitne zamierzenie nie przetrwało próby czasu? Wytyczenie Wilhelmstrasse (dziś Zwycięstwa), łączącej centrum miasta z dworcem kolejowym, zmarginalizowało i Bahnhofstrasse i Neumarkt. Nawet postawienie okazałej rzeźby-pomnika w 1872 roku nie dodało atrakcyjności tej części miasta.

Plac dość szybko zmienił nazwę z Neumarkt na Germaniaplatz. Ta ostatnia nazwa pozostała w obiegu przez 73 lata, do 1945 roku. Potem, na fali odniemczania, plac zyskał inną nazwę i od 81 lat to już plac Piastów.

Flaczki w Germanii, czyli na przekąskę całkiem sporą

Plac był ważnym węzłem komunikacyjnym miasta, więc ulokowało się przy nim kilkanaście rozmaitych lokali. Więc zapraszam na … flaczki, bardzo popularne w wielu lokalach i podawane także w restauracji Germania.

Otwarto ją ok. 1893 roku w miejscu firmowej piwiarni browaru brzeskiego. Początkowo była restauracją hotelu o tej samej nazwie, po jego likwidacji pozostał lokal. Zajmował cały parter budynku. Narożne wejście prowadziło do dużej sali z przejściem do pokoju bufetowego, obok była druga, mniejsza, sala, z tyłu trzecia. Duża liczba klientów sprawiła, że już po roku (1894) lokal okazał się za ciasny, zatem w piwnicy urządzono osobny pokój tzw. szynkowy z niewielką jadalnią. Dwa lata później (1896) przed wejściem dobudowano półkolistą kolumnadę i urządzono niewielki ogródek restauracyjny.

W menu gliwickich restauracji można było znaleźć potrawy z różnych krajów. Wśród nich były też dania określone jako „polska specjalność”. Prym wiodły „flatzki”, które serwowano w niemal w każdej gliwickiej restauracji. W środę podawano je w „Germanii”, gdzie dodatkową atrakcją była obsługa przez najmniejszego kelnera na świecie.

Jak pisze Małgorzata Kaganiec w swoim opracowaniu dotyczącym gliwickich lokali sprzed 1945 roku, restauracja początkowo zaliczała się do tzw. lepszych, często odbywały się tu występy goszczących w Gliwicach orkiestr. Z czasem zaczęła podupadać szczególnie w czasie Wielkiej Wojny (1914 - 1918). Zmierzch lokalu nastąpił w latach trzydziestych. W 1935 roku władze miejskie rozpoczęły szeroko zakrojoną akcję przeciw żydowskim restauratorom, a jedną z ofiar była właścicielka restauracji Laura Wolfram, która w 1937 roku straciła koncesję, a lokal zlikwidowano. Nie zniknął natomiast napis na kamienicy - widać go dobrze na pocztówkach z lat 30. i 40.

Co stało się z tym budynkiem po wojnie? Dość mocno go przebudowano choć jego restauracyjna, a właściwie gastronomiczna funkcja została zachowana – były tutaj różne bary. W innych częściach kamienicy mieszczą się dziś biura, dawniej zaś mieszkania, w parterze, jak dawniej, sklepy.

Burmistrz mówi: nie chcemy żołnierzy

Zaczęło się od niewielkiego cmentarza na obrzeżach miasta. Ale od początku. Wojna Prus z Napoleonem przyniosła wielu rannych i zabitych, w tej liczbie także Gliwiczan. Tych ostatnich chowano w sporej odległości od miasta, a przyczyną była napięta atmosfera między mieszkańcami a władzami garnizonu gliwickiego. Żołnierze nie byli tu lubiani, prawdopodobnie zbyt mocno dawali się we znaki mieszkańcom, co więcej, burmistrz Gleiwitz nie pozwolił chować poległych i zmarłych w wyniku ran żołnierzy na cywilnym cmentarzu. Dlatego wyznaczono im niewielką parcelę (60x30 kroków) daleko poza miastem, w okolicy tzw. nowego rynku, na terenie zwanym wówczas "auf dem Sande" czyli "na piasku". To działka pomiędzy dzisiejszymi ulicami Okopową i Na Piasku, blisko cmentarza żydowskiego. Ten wojskowy cmentarz, na którym pochowano 65 pruskich żołnierzy zmarłych w gliwickim szpitalu polowym w wyniku ran odniesionych podczas walk pod Budziszynem w 1813roku, otoczono drewnianym płotem, centralne miejsce zajmował żelazny krzyż, a o całe założenie dbali (i organizowali je) gliwiccy hutnicy. Jednak z roku na rok interesowano się nim coraz mniej, aż całkiem o nim zapomniano. Zmieniło się to za sprawą króla pruskiego.

Lew w prezencie

W październiku 1845 roku Fryderyk Wilhelm IV odwiedził Gliwice z okazji otwarcia linii kolejowej do Katowic. W Królewsko-Pruskiej Odlewni Żeliwa zwrócił uwagę na nowo odlaną figurę Lwa śpiącego autorstwa Theodora Erdmana Kalidego. Rzeźba zrobiła na królu wrażenie, więc podjął decyzję o umiejscowieniu lwa na zapomnianym cmentarzu wojskowym. Figurę, cokół i ogrodzenie król sfinansował z własnej kieszeni. Śpiący lew był więc prezentem dla miasta.

Pomnik, upamiętniający ofiary wojen napoleońskich oraz symbolizujący pokój, odsłonięto w dzień urodzin Fryderyka Wilhelma IV, 15 października 1849 roku, a ulica przy której znajdował się cmentarz wojskowy zapożyczyła swą nazwę właśnie od pomnika i na wiele lat stała się Löwenstraße, ulicą Lwią. Po 41 latach, w 1890 roku, cmentarz, ze względu na budowę domów, zlikwidowano. Pomnik oraz ekshumowane szczątki żołnierzy (złożone do dwóch trumien) przeniesiono na Promenadę, czyli do Parku Miejskiego, dzisiejszego parku Chopina. Ulica Lwia przetrwała do lat 20. XX wieku, potem, po przebudowie placu i rozbudowie browaru Hugo Scobla, zniknęła z miejskiej przestrzeni, choć do dziś można wytropić jej ślady na tyłach budynków przy ulicy Na piasku. Wystarczy uważnie patrzeć pod nogi.

Lew znikający

W nowym miejscu rzeźba Kalidego, czyli Lew śpiący, był przez 55 lat. Do 1945 roku. W ramach polonizacji najpierw usunięto inskrypcje z cokołu pomnika, później go rozebrano, a figurę lwa zmagazynowano na terenie Zarządu Zieleni Miejskiej. Na łamach „Nowin Gliwickich” z 1963 ukazała się krótka wzmianka na ten temat. I tu ślad po nim się urywa. Miejsce pochówku szczątków żołnierzy pruskich na terenie dzisiejszego parku Chopina jest wprawdzie nieoznakowane, jednak uważny przechodzień może zauważyć nieckę w trawniku w miejscu, gdzie stał pomnik.

Wiosną 2011 roku na skwerze Valenciennes, w sąsiedztwie dawnego hotelu „Haus Oberschlesien”, a dzisiejszego urzędu miejskiego, ustawiono kamienny cokół z leżącą na nim kopią dawnego Lwa śpiącego, odlaną w 2009 w Gliwickich Zakładach Urządzeń Technicznych.

Znikająca Germania

Kobieca personifikacja Niemiec, także symbol zjednoczonych Niemiec, popularny motyw w czasach „starej” Rzeszy. Jej pomnik, upamiętniający jednocześnie żołnierzy poległych w wojnach zjednoczeniowych 1866–1871 odsłonięto we wrześniu 1874 r. Aż do okresu międzywojennego był najważniejszym monumentem wyrażającym niemiecką ideologię narodową w mieście.

Wykonano go według projektu berlińskiego rzeźbiarza Ferdinanda Hartzera. Postać Germanii umieszczono na ośmiobocznym cokole z piaskowca autorstwa C. Hanke z Wrocławia, zwieńczoną Koroną Cesarstwa Niemieckiego. Na rogach znajdowały się cztery wojenne trofea. Pomnik do tego stopnia określił to miejsce na kolejne lata, że niebawem nazwę Nowego Rynku zmieniono na Germaniaplatz (pl. Germanii)

Pomnik stał na placu do 1928 roku, kiedy to, z powodu przebudowy placu, przeniesiono go do Kaiser-Wilhelm-Platz (dziś Park Chrobrego). Po remoncie placu nie wrócił już na dawne miejsce, być może z powodu niechęci ówczesnych republikańskich władz miasta do cesarskich symboli.

Po 1945 roku Germania zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Miejska legenda głosi, że pomnik zakopano w parku, jednak pomimo kilku prób poszukiwań, do dziś nie udało się go zlokalizować. Pozostały po nim jedynie fotografie.

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj