Od kooperatywy do targu
Początki Targu na Zielonym prowadzą do Gliwickiej Kooperatywy Spożywczej Tomata. Jak wspomina Helena Suchodolska z Fundacji Na Zielonym, zanim powstał targ, istniała grupa osób szukających dostępu do lokalnych, zdrowych produktów. W dużej mierze były to mamy małych dzieci, dla których jakość jedzenia stała się codzienną potrzebą.
Z czasem okazało się, że ta potrzeba nie dotyczy tylko wąskiego grona znajomych. Dostęp do lokalnych, rzemieślniczych produktów był wtedy niewielki, a przeciętny mieszkaniec Gliwic czy okolic, chcąc kupić żywność bezpośrednio od rolnika albo małego wytwórcy, musiał się sporo naszukać. Kooperatywa zaczęła więc wychodzić szerzej, a pierwsze projekty przerodziły się w targ. Jednym z nich były „Drogi Chleba” – wydarzenie poświęcone zdrowemu wypiekowi pieczywa.
Pierwsza hala, pierwsze kolejki
Targ ruszył w 2016 roku w postindustrialnym otoczeniu dawnej Fabryki Drutu. Kto pamięta tamten czas, pamięta też niebieską przyczepę Kafara i garaż, który stał się pierwszym domem tej inicjatywy. Było ciasno, trochę surowo i zdecydowanie inaczej niż na wiejskim jarmarku. Ale to właśnie tam zaczęła się tworzyć atmosfera, do której ludzie wracali co dwa tygodnie, a później coraz regularniej.
Na łamach „Nowin Gliwickich” pisaliśmy o Targu na Zielonym od jego pierwszych lat. Najpierw jako o ciekawostce na mapie miasta, później jako o miejscu, które przyciąga już nie tylko osoby przekonane do ekologicznej żywności, ale też tych, którzy po prostu chcą zjeść coś dobrego i wiedzieć, od kogo kupują.
Przeprowadzka i pandemia
Z czasem przestrzeń Fabryki Drutu zrobiła się za mała. Tuż przed pandemią Targ na Zielonym przeniósł się do Hali Modeli GZUT przy ul. Wincentego Pola. Nowe miejsce dawało więcej przestrzeni wystawcom i kupującym, lepszy dojazd, miejsca parkingowe, a przy tym zachowało ten sam postindustrialny klimat, który od początku świetnie pasował do charakteru targu.
Przeprowadzka zbiegła się jednak z bardzo trudnym okresem. Pandemia zatrzymała wiele podobnych inicjatyw, a Targ na Zielonym musiał szybko zmienić sposób działania.
– To był podwójny stres, bo akurat się przeniosłyśmy. Pandemia zmusiła nas do czasowego zamknięcia targu, a później, kiedy tylko się dało, przeszliśmy na system, w którym wystawcy przygotowywali paczki do odbioru dla klientów – wspomina Helena Suchodolska.
Coraz więcej świadomego smaku
Przez dziesięć lat zmienił się nie tylko sam targ, ale także jego klienci. To, co dekadę temu bywało niszowe, dziś jest znacznie lepiej rozumiane. Więcej osób wie już, czym różni się pieczywo z dawnych odmian zbóż od przemysłowego chleba, dlaczego kiszonki wróciły do łask, jaką wartość ma mleko z małego gospodarstwa, czym jest krótki skład i dlaczego czasem warto zapłacić więcej za produkt, którego pochodzenie można łatwo prześledzić.
Od początku było jasne, że to nie jest zwykłe miejsce handlu. Oczywiście, przychodziło się po bazowe produkty, jak jajka, oleje czy nabiał, ale równie ważna była rozmowa. Przy stoiskach można było zapytać, z czego powstał produkt, jak był wytwarzany, skąd pochodzi mleko, z jakiego zboża upieczono chleb i dlaczego kiszonki rzemieślnicze smakują inaczej od tych ze sklepowych półek. Marketowe jedzenie, nawet jeśli opatrzone etykietą „eko” zabiera nam to coś, co targ daje i co jest bardzo cenne, czyli bezpośrednie relacje z osobami, które wytwarzają jedzenie, wkładając w to swój czas, wiedzę, zdobywane doświadczenie i – może nawet przede wszystkim - serce.
Wystawcy z otwartymi głowami
Te relacje stały się znakiem rozpoznawczym Targu na Zielonym. Producenci chętnie opowiadają o swojej pracy, o pogodzie, która wpłynęła na plony, o nowym przepisie, dojrzewającym serze czy rzadkiej odmianie pomidora. Wielu wystawców świetnie łączy rzemiosło z poszukiwaniem nowych pomysłów. Podróżują, obserwują, testują receptury, robią degustacje i wprowadzają nowości.
Dlatego obok tradycyjnego chleba, warzyw czy wędlin pojawiają się dziś kiszonki z niemal każdego warzywa, autorskie pasty, smarowidła, naturalne słodycze, produkty z różnych tradycji kulinarnych, a nawet kosmetyki i rękodzieło.
Z czasem okazało się, że ta przestrzeń buduje wokół siebie silną społeczność. Od pierwszych lat Targ na Zielonym był także miejscem spotkań Gliwiczan. Towarzyszyły im regularne wymiany książek z Miejską Biblioteką Publiczną, warsztaty edukacyjne, akcje charytatywne, Stół Dobroci oraz bliska współpraca z wieloma lokalnymi organizacjami. Wszystkie te inicjatywy sprawiły, że na targ od dawna przychodzi się nie tylko z listą zakupów, ale po to, by spędzić ze sobą czas.
Targ świętuje urodziny
Dziesiąte urodziny Targu na Zielonym odbędą się w sobotę, 20 czerwca 2026 roku, w godz. 8.00–12.00 w Hali Modeli GZUT przy ul. Wincentego Pola 9.
W programie zaplanowano wiele niespodzianek zaplanowanych specjalnie na tę okazję. Organizatorzy wraz z Warsztatem Miejskim w Gliwicach przygotują okolicznościowe nadruki na torbach zakupowych, a Mateusz „Modry” Lisiecki ugotuje na żywo wyjątkowe specjały z targowych produktów. O stół pełen dobra zadba Gliwicka Kooperatywa Spożywcza Tomata a wystawcy zaproszą na uroczyste degustacje. Ważnym punktem świętowania będzie wspólne krojenie urodzinowego tortu od Słodkości Tusi, które zaplanowano około godziny 10.00.
Nie zabraknie także Charytatywnego Konkursu, w którym sprawdzana będzie wiedza o historii targu. Konkursowa zbiórka zwiększy pulę środków przeznaczonych na zakup specjalnego samochodu dla podopiecznych Fundacji NieOdkładalni. Organizatorzy liczą również na obecność Anny Guzek z młodzieżą, która opowie o wrażeniach z wyprawy rowerowej „700 km Mocy – Jedziemy po Wytchnieniobusa”. Warto dodać, że sam targ, jego wystawcy oraz klienci są sponsorami kilometrów tego ważnego przedsięwzięcia.
(ts)


Komentarze (0) Skomentuj