Zapraszamy osoby, które piszą wiersze, opowiadania, krótkie formy literackie albo tworzą prace graficzne. Swoje prace można przesyłać na adres: redakcja@nowiny.gliwice.pl. Prosimy o dołączenie danych kontaktowych.
W tym wydaniu prezentujemy fragment powieści „Niedźwiedź z bursztynu”, autorstwa Anny Czapli.
*
Anna Czapla (ur. 2005) pochodzi z Gliwic. Swoją debiutancką powieść „Niedźwiedź z bursztynu” napisała w wieku 16 lat, a w styczniu 2026 roku książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Alternatywnego.
Ukończyła Liceum Sztuk Plastycznych Animator w Gliwicach, a jesienią 2026 roku rozpoczyna studia na kierunku arteterapia. W swojej twórczości koncentruje się na budowaniu nastroju, poczucia niepokoju oraz przenikaniu się różnych gatunków literackich. Inspirują ją folklor, słowiańskie wierzenia i natura, które odgrywają ważną rolę w tworzonych przez nią historiach.
Obecnie ukończyła już drugą powieść – kryminał/thriller w klimacie szkockich legend i pracuje nad trylogią będącą kontynuacją losów bohaterów „Niedźwiedzia z bursztynu”.
Prywatnie pasjonuje się podróżami, które są dla niej niewyczerpanym źródłem inspiracji. Interesuje się sztuką oraz grą na instrumentach folkowych.
*
Niedźwiedź z bursztynu (fragment)
Drzewa stały w tym samym miejscu, co kiedyś, jakby niewzruszone przebiegiem czasu, czasu, który kruszył cegły i rozkładał drewno, nieuchronnie dotykał wszystkiego, oprócz tego lasu. Choć jedna roślina zastępowała drugą w niezmiennym cyklu, ziemia była ta sama. Ona pamiętała dawne czasy, kiedy przechodziła po niej niejedna stopa: przechodzili chłopi wracający do domu po dniu ciężkiej pracy, szlachcice udający się na polowanie, przechodziły stada koni i pierwsze plemiona. Jednak po zmierzchu puszcza pozostawała pusta, a biada każdemu, kto nie zdążył zawrócić na czas. Kiedyś ludzie wiedzieli, co czai się w nocy. Dziś już o tym nie pamiętano, ale las pamiętał i drzewa pamiętały.
Boleśnie doświadczyła tego pewna kobieta, której nie było dane wrócić do domu przed zachodem słońca. Być może to leśne skrzaty spłatały jej psikusa, myląc ścieżki, a może zabrnęła zbyt głęboko i zgubiła drogę, jednak nie miało to znaczenia, bo dla niej było już za późno.
Księżyc schował się tej nocy, pozostawiając nad głową ciemną otchłań, nawet gwiazdy zasłonięte były ciężkimi chmurami. Wiatr świszczał, łamał gałęzie i targał, opadającymi na ziemię, strugami deszczu. Co jakiś czas słychać było z oddali przeszywający serce grzmot. Kobieta przeszukiwała dłońmi kieszenie pikowanej kurtki w płonnej nadziei znalezienia w nich zgubionego telefonu.
– Oskar! – zawołała, ale jej głos zatracił się w szalejącym wietrze.
Czarny, skrzydlaty cień przeleciał obok jej ramienia. Kruk zakrakał. Kobieta odskoczyła w bok. W tej samej chwili lasem przemknął dziki pisk, wstrząsając jej ciałem i pozostawiając po sobie nieprzyjemny dreszcz lęku. Bezkształtna ciemność mamiła jej wzrok. Ledwo dostrzegła w niej nienaturalny zarys jakiejś istoty. Nie była pewna, czy ktoś się zbliża, czy to tylko drzewa ponuro chylą się ku niej, próbując schwytać ją rozkołysanymi gałęziami. Przerażający pisk ponownie zadrżał w powietrzu. Tym razem wyraźniejszy i głośniejszy. Zza kurtyny mgły wyłonił się powoli czarny kształt, jeszcze ciemniejszy niż mrok tej bezksiężycowej nocy. Niebo rozświetliła nagle niebieska błyskawica, poprzedzona potężnym grzmotem. Rozległ się dźwięk szczekających psów, tętent kopyt, rżenie konia, a na koniec pisk, głośny, przeszywający powietrze niczym brzytwa ponad wiatrem i deszczem.
Drzewa obserwowały to z niesmakiem, lecz milczały, bowiem już wieki temu postanowiły nie ingerować w ludzkie sprawy.


Komentarze (0) Skomentuj