Jestem ciekawy świata, lubię doświadczać go wszystkimi zmysłami – mówi o sobie. - W ludziach cenię szczerość i dobroć, irytuje mnie widzenie tylko czubka swojego nosa. Lubię szukać rozwiązań, unikam bicia piany.

Dzieciństwo i młodość spędził przy ul. Daszyńskiego, w bliskim sąsiedztwie dawnej pętli tramwajowej i jednostki wojskowej. – Zabawy podobne dla mojego pokolenia - trzepak, piłka nożna, gra w chowanego – wylicza. - A, że geny mam sportowe (ojciec uznany polski lekkoatleta, członek kadry narodowej), to szybko przestałem bawić się z kolegami na podwórku. Gdy miałem 9 lat mama zaprowadziła mnie na trening szermierczy. Wtedy przekraczając progi kultowej hali sportowej przy ul. Piwnej, mieszczącej się w nieistniejącej Hucie 1 Maja, nie przypuszczałem, że ta dyscyplina stanie się pasją mojego życia.

Początki wcale nie były łatwe. W tamtych czasach dużo się trenowało a mało rywalizowało na zawodach. Ta monotonia połączona jeszcze z dość specyficznymi zwyczajami panującymi wśród młodych sportowców spowodowały, że szybko stracił chęci do uczestniczenia w zajęciach. Na szczęście na talencie i potencjale wysokiego, leworęcznego młokosa poznał się trener Maciej Chudzikiewicz. Jeden, jedyny raz przez ponad 50 lat swojej kariery trenerskiej odwiedził go w domu i namówił do ponownego przyjścia na treningi. Te zaczęły wypełniać mu cały wolny czas.
 Po podstawówce (SP 10) wybrał LO nr 1 i wtedy zaczęła się eksplozja jego sportowego talentu. Mając 17 lat pojechał ze swoim kolegą klubowym Markiem Jendrysiem na mistrzostwa Polski i zdobyli tam złoto i srebro indywidualnie oraz wygrali czempionat drużynowo. Kiedy skończył 18 lat został mistrzem kraju w kategorii zawodników do lat 20. W nagrodę pojechał na zawody Pucharu Świata do włoskiej Katanii. Przegrał tam tylko z jednym z najbardziej utytułowanych później szermierzy w historii, Węgrem Gezo Imre.
To, że udawało mu się łączyć naukę w prestiżowym gliwickim liceum ze sporymi sukcesami sportowymi zawdzięcza nie tylko własnemu samozaparciu, ale również atmosferze panującej w szkole. - Gliwicką „Jedynkę” wspominam z ogromnym sentymentem – opowiada. - Bardzo dobrze się tam czułem, nauczyciele byli bardzo pomocni i rozumieli moją sportową pasję. Więcej, szkoła potrafiła się chwalić sukcesami swoich uczniów. Pamiętam taką gablotę obok gabinetu dyrektora szkoły, a w niej wielki napis: „Czy wiesz, że codziennie przechodzisz koło mistrza Polski w szermierce?” Jaki byłem dumny!  

Wtedy był u szczytu swojej kariery i stuprocentowo na niej skoncentrowany. W wieku 21 lat został mistrzem Polski seniorów. Razem z kolegami z Piasta w przeciągu ośmiu lat, sześć razy byli drużynowymi mistrzami Polski w szpadzie. Był dwa razy brązowym medalistą mistrzostw Europy. Zbieg różnych okoliczności spowodował, że niestety nie pojechał na igrzyska olimpijskie, a kontuzja i w konsekwencji operacja załamały jego karierę.
- Skończyło się sportowe stypendium, a trzeba było z czegoś żyć - mówi. – Dzięki rekomendacji kolegi zostałem przedstawicielem medycznym jednej z większych firm farmaceutycznych w Polsce, założyłem rodzinę. Obecnie zajmuję się prowadzeniem szkoleń poświęconych sprzedaży oraz zarządzaniu, a jednocześnie odpowiadam za rozwój jednej z gliwickich firm handlowych.

Szermierka wciąż jest jednak obecna w jego życiu za sprawą synów, którzy ją trenują w Piaście. Zarówno Błażej lat 18, jak i Tytus lat 13 są w krajowej czołówce w swoich grupach wiekowych. Tylko najstarszy Bartek, poszedł inną drogą i jest studentem trzeciego roku ekonomii.

Wolne chwile uwielbia spędzać na podróżach ze swoją żoną Dobrochną. - Lubimy wyskoczyć w góry, pójść na dobry koncert – kończy.
Poznajcie ulubione miejsca Bartłomieja Kurowskiego, byłego mistrza szermierczego z naszego miasta.

(s)

Bartłomiej Kurowski
Lat 51, gliwiczanin, jeden z najlepszych polskich szermierzy lat 90. Szpadowy mistrz Polski indywidualnie i sześciokrotnie drużynowo, dwukrotny brązowy medalista mistrzostw Europy, zdobywca dwóch brązowych medali indywidualnie i srebrnego drużynowo podczas Uniwersjady. Triumfator Pucharu Świata w Legnano (szermierczy Wielki Szlem). Po zakończeniu kariery sportowej rozpoczął pracę jako przedstawiciel medyczny. Trzy lata później objął stanowisko menedżerskie, kierując zespołem aż do 2015 roku. Od tamtej pory stoi biznesowo na dwóch nogach. Jest trenerem biznesu, jednocześnie odpowiadając za rozwój jednej z gliwickich firm.

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj