Są realizacje architektoniczne, które z różnych powodów, mimo swojej wartości artystycznej szybko – za szybko znikają z krajobrazu. Dobrym przykładem jest katowickie Muzeum Śląskie, prawie oddane do użytku przed wrześniem 1939 roku i rozebrane niemalże do fundamentów w latach wojny. Podobnie, w ostatnim czasie podnoszą się głosy sprzeciwu wobec wyburzania niektórych postmodernistycznych obiektów powstałych w latach 90. ubiegłego wieku. Szczególnie jednak ulotne i - z perspektywy lat - tymczasowe są wszelkie projekty, w których główny nacisk położony jest na wystrój wnętrz. Tutaj ostateczny efekt pracy architekta jest najczęściej równie spektakularny i efektowny, co chwilowy i zależny od aktualnie panującej mody.

Jedną z takich realizacji powstałych w Gliwicach była przebudowa, a w zasadzie adaptacja części przestrzeni użytkowych w reprezentacyjnym gmachu byłego niemieckiego hotelu na siedzibę klubu Międzynarodowej Prasy i Książki.

Projektant

Autorem projektu przebudowy oraz projektantem całego wyposażenia był Tadeusz Teodorowicz-Todorowski – architekt, profesor Politechniki Śląskiej. Todorowski, postać nietuzinkowa, niemalże człowiek renesansu, zostawił swój ślad na ziemi nie tylko w postaci dużych projektów, jak budynki Uczelni czy osiedla mieszkaniowe, ale także te mniejsze, ale nie mniej znaczące, szczególnie w kontekście współpracy Politechniki Śląskiej z miastem Gliwice. W końcu projekt odbudowy i przebudowy dawnego hotelu „Haus Oberschlesien” wyszedł również spod ręki prof. Todorowskiego, zatem zlecenie wykonania projektu klubu mieszczącego się w tym budynku właśnie jemu, nie mogło być przypadkowe!

Projekt

Informacje o oddaniu do użytku nowego klubu znalazły się w lokalnej prasie, w ukazujących się już czwarty rok „Nowinach Gliwickich”. Z notki zamieszczonej 6 grudnia 1959 roku (klub otwarto 3 grudnia) dowiedzieć się można było m.in., że „Powstanie Klubu to przede wszystkim zasługa naszych władz miejskich. Dzięki ich staraniom można było po 3 latach zabiegów o zwolnienie lokalu i przeprowadzeniu praca adaptacyjno-remontowych oddać piękny i nowoczesny lokal na potrzeby Klubu. (…) przekazanie tej placówki gliwiczanom było więc tylko formalnym potwierdzeniem daru miasta dla mieszkańców.” Dalej, czytelnicy dowiadywali się, że „Gliwicki Klub Międzynarodowej Książki i Prasy jest 25-tą tego rodzaju placówką w Polsce. Jego wnętrze i wyposażenie uznano za najnowocześniejsze.”

W krótkiej notce, przerzuconej w części z pierwszej strony na drugą, nawet słowem nie zająknięto się natomiast na temat autorstwa realizacji, zapewne nie chcąc umniejszać roli władz miejskich – tego „dobrego wujka”, który sprezentował nową placówkę swoim spragnionym kultury podopiecznym – gliwiczanom.
Znacznie więcej konkretów na temat „wnętrz i wyposażenia uznanych za najnowocześniejsze” znalazło się artykule samego profesora Todorowskiego, zamieszczonym w lipcowym numerze miesięcznika „Architektura” z 1960 roku - periodyku o zdecydowanie mniejszym zasięgu.

W bogato ilustrowanym tekście czytamy m.in. :
„Klub MPiK w Gliwicach, którego oddanie do użytku nastąpiło w grudniu 1959 roku, został umieszczony w adaptowanych specjalnie pomieszczeniach gmachu biurowego, leżącego nad rzeką Kłodnicą, przy skrzyżowaniu głównych śródmiejskich szlaków: ul. Zwycięstwa i ul. Marcina Strzody. Gmach ten, w którym pierwotnie mieścił się duży reprezentacyjny hotel, po kompletnym zniszczeniu przez pożar w roku 1945, został odbudowany i przebudowany dla celów biurowych, przy czym obok funkcji zmieniła oblicze również architektura gmachu (…).
Oddany w roku 1950 do użytku budynek (…) posiadał funkcjonalnie wydzielony zespół sali imprezowej, z oddzielnym wejściem od strony ul. M. Strzody. W stosunku do swojej wartości funkcjonalnej i architektonicznej zespół nie był należycie wykorzystany.”

Okazuje się, że budynek już w fazie projektu odbudowy i adaptacji posiadał przewidziane pomieszczenia do organizowania imprez okolicznościowych, salę konsumpcyjną i pomieszczenia towarzyszące, które – jak to było w tamtych latach – w obliczu rozrastającej się administracji szybko zmieniły swoją funkcję i zapełniły się kolejnymi biurkami i telefonami.

Jak pisze dalej prof. Todorowski: „Zakres adaptacji pomieszczeń zespołu dla celów KMPiK był stosunkowo niewielki i ograniczył się jedynie do pomieszczeń przyziemia, w którym zaprojektowano:
na miejscu zlikwidowanych pokoi biurowych, po usunięciu ścianek działowych, salę czytelni-kawiarni z wnęką bufetową i kabiną telefoniczną; zaplecze gospodarcze z kuchnią, spiżarnią, szatnią i w.c.; księgarnię klubu, w trakcie od strony ul. M. Strzody, z dobudowanym nowym wejściem i zewnętrzną witryną wystawową.
Pozostałe pomieszczenia zespołu wymagały jedynie zabiegów remontowo-kosmetycznych i przy tej sposobności otrzymały nową szatę barwną.”
Zakres prac nie był zatem szczególnie obszerny, zagadką pozostaje więc, co powodowało, że - jak sam przyznał autor notki z „Nowin” – zabiegi o zwolnienie lokalu i przeprowadzenie prac remontowo-adaptacyjnych trwały aż 3 lata?

Wnętrza

Wróćmy jednak, do tego co najważniejsze, czyli do wnętrz, które tak opisuje sam autor: „Charakterystycznym elementem wnętrza czytelni jest ukształtowanie sufitu, będącego logiczną konsekwencją konstrukcji stropu, spoczywającego na stalowych belkach (…). Drugim czynnikiem, który wywarł wpływ na ukształtowanie sufitu i całego wnętrza, były potrzeby projektowanej wentylacji mechanicznej czytelni i księgarni. Działanie tych dwóch realnych czynników, a nie, jakby się mogło na pozór wydawać, formalistycznych ciągot, dało w wyniku korzystne akustycznie rozwiązanie sufitu czytelni i jego architektoniczny podział, przeprowadzony konsekwentnie w całym wnętrzu.”

Charakterystyczne, że mimo faktu porzucenia doktryny socrealizmu w polskiej architekturze, autor odżegnuje się od jakichkolwiek „formalistycznych ciągot”, uzasadniając użycie takich a nie innych materiałów, kolorów i form geometrycznych względami konstrukcyjnymi bądź użytkowymi (konieczność zapewnienia wentylacji).
W dalszej części artykułu prof. Todorowski szczegółowo opisuje dobór materiałów, barw okładzin ściennych, podłóg, drobnego sprzętu i instalacji: „Metalową osłonę grzejników, o rysunku opartym na motywie otwartej książki, pomalowano olejno w barwach przystosowanych do wnętrza. Posadzka to terazzo o wzorze geometryczno-abstrakcyjnym w barwie zielonkawej i czerwonawej.”

Wśród szczegółowych opisów wykonanych według projektu autora stolików, krzeseł (o trzech punktach podparcia, a więc nie będą się kiwać!) umknąć może coś, co zainteresować powinno współczesnych projektantów: „(…) (ciekawostka z technologii projektowania!) nisko zawieszone nad główną ladą autentyczne aluminiowe bańki na mleko, odpowiednio przystosowane do nowej funkcji.” Tylko skąd wziąć dzisiaj aluminiową bańkę na mleko?

Swój opis profesor kończy pisząc: „Witryna księgarni, z występującymi na czarnym tle barwnymi okładkami książek i czasopism, rozświetliła i ożywiła nocny obraz ulicy, dotychczas noszącej w tej części piętno martwoty administracyjnego gmachu. Obraz ten ożywią jeszcze bardziej zaprojektowane i dotychczas nie wykonane kompozycje neonowe, sygnalizujące z daleka lokalizację klubu.”
O ile piszący te słowa sobie przypomina, to życzeniu profesora stało się zadość i wspomniane kompozycje neonowe pojawiły się przynajmniej na jakiś czas. Witryny Klubu z przyciągającymi wzrok okładkami zachodnich czasopism i książek stały się na długo elementem ubarwiającym nie tak całkiem kolorowy krajobraz Gliwic tamtych lat.
Korzystałem z: 
„Architektura” r. 1960, nr 7,
„Nowiny Gliwickie” r. 1959, nr 49.

Marek Gabzdyl
 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj