W regionie kolejne oddziały położnicze znikają z mapy, a liczba urodzeń spada. Tymczasem w Gliwicach sytuacja wygląda inaczej – porodówka nie tylko działa, ale wciąż przyjmuje jedną z największych liczb porodów w województwie.
Niedawno głośno było o porodzie, do którego doszło przed szpitalem w Pyskowicach. Pacjentka, która jechała do Szpitala Wielospecjalistycznego w Gliwicach, nie zdążyła dojechać i urodziła w drodze. Czy takie sytuacje zdarzają się często?
Na szczęście bardzo rzadko. Takie porody mają charakter incydentalny. W tym konkretnym przypadku pacjentka dotarła później do szpitala w Gliwicach, została profesjonalnie zaopatrzona, a jej stan był prawidłowy. Oczywiście emocje w takiej sytuacji są duże, ale wszystko zakończyło się szczęśliwie zarówno dla mamy, jak i dla dziecka.
Porodówki w regionie są zamykane, w Pyskowicach oddział już nie funkcjonuje. Tymczasem w Gliwicach porodów jest bardzo dużo. Jak to się udaje?
Oddział w Gliwicach od wielu lat jest miejscem, w którym rodzi się najwięcej dzieci w województwie śląskim. Oczywiście obserwujemy niewielki spadek liczby porodów, ale wynika on z ogólnego spadku liczby urodzeń w kraju i regionie. W ubiegłym roku odbyło się u nas 1679 porodów, w tym 13 ciąż mnogich. Rodzą u nas przede wszystkim mieszkanki Gliwic i powiatu gliwickiego, ale także pacjentki z innych miast aglomeracji, a nawet z bardziej odległych miejscowości, jak Bielsko czy Częstochowa.
Dlaczego kobiety z innych miast wybierają właśnie Gliwice?
Myślę, że w wielu przypadkach jest to świadomy wybór. Część pacjentek rodziła tu już wcześniej, inne przyjeżdżają z polecenia lekarzy prowadzących ciążę albo znajomych. Bardzo się z tego cieszymy, bo jest to dla nas sygnał, że wysiłek i troska, jakie wkładamy w opiekę nad pacjentkami, przynoszą efekty.
Co wyróżnia gliwicką porodówkę?
Przede wszystkim personel. Zapewniamy bardzo profesjonalną i kompleksową opiekę medyczną, ale równie ważne jest to, że oprócz wiedzy i doświadczenia wkładamy w tę pracę dużo energii, ciepła i serca. Pacjentki to czują i przekazują sobie takie informacje.
Wspomniał Pan o 1679 porodach w ubiegłym roku. To ponad cztery razy więcej niż ministerialne minimum 400 porodów rocznie, które ma znaczenie przy decyzjach o utrzymaniu oddziałów.
Czy takie kryteria mają sens?
Z punktu widzenia zapewnienia wysokiej jakości opieki medycznej – tak. Wiem, że dla mieszkańców miejscowości, w których oddziały są zamykane, jest to trudne i budzi emocje. Jednak współczesne położnictwo wymaga bardzo dobrze wyszkolonego personelu i odpowiedniego sprzętu. Utrzymanie tego poziomu w małych ośrodkach bywa trudne. Dlatego w wielu miejscach dochodzi do pewnej konsolidacji oddziałów. Dziś, przy lepszym transporcie i możliwości zapewnienia transportu medycznego, takie rozwiązania mają uzasadnienie.
Duża część rodzących pochodzi z Ukrainy – wspomniał Pan o tym przy okazji innej rozmowy. Zwłaszcza na początku wojny musiało to nastręczać pewnych problemów, na przykład z komunikacją. Jak sobie z tym radziliście?
Tak, wciąż odnotowujemy porody pacjentek z Ukrainy. W pierwszych miesiącach wojny zdarzały się bardzo dramatyczne sytuacje, kiedy kobiety trafiały do nas prosto z transportów czy pociągów. Dziś są to już najczęściej osoby mieszkające i pracujące w Polsce, w Gliwicach lub w okolicznych miastach. Obejmujemy je taką samą opieką jak wszystkie inne pacjentki.
Co do języka - na początku współpracowaliśmy z lekarzem pochodzenia ukraińskiego, który bardzo pomagał w komunikacji. Wykorzystywaliśmy też tłumaczenia w telefonach czy podstawową znajomość języka rosyjskiego. Przygotowaliśmy również dokumenty i zgody w języku ukraińskim. Obecnie większość pacjentek z Ukrainy mówi już po polsku, więc problem praktycznie zniknął.
Zastanawiam się, czy obserwuje Pan zmianę w podejściu do macierzyństwa? Czy kobiety częściej decydują się na jedno dziecko?
Tak, i to już widać na etapie prowadzenia ciąży. Pacjentki coraz później zachodzą w ciążę i coraz częściej decydują się na jedno, maksymalnie dwoje dzieci. To zjawisko obserwujemy w całej Polsce.
A jaka była najstarsza pacjentka, którą Pan pamięta?
Ostatnio była to 44-letnia kobieta i była to jej pierwsza ciąża. Na szczęście wszystko zakończyło się pełnym sukcesem – zarówno dla mamy, jak i dla dziecka. Trzeba jednak pamiętać, że ciąża w późniejszym wieku jest ciążą podwyższonego ryzyka i wymaga większej troski oraz opieki medycznej.
A najmłodsza?
Zdarzały się niestety pacjentki bardzo młode, nawet piętnastoletnie. W takich sytuacjach oprócz opieki medycznej niezwykle ważna jest również pomoc psychologiczna, którą szpital zapewnia.
Jak przygotowany jest oddział na porody wysokiego ryzyka?
Oddział w Gliwicach ma drugi stopień referencyjności. Oznacza to, że przyjmujemy planowo pacjentki powyżej 32. tygodnia ciąży i jesteśmy w pełni przygotowani do prowadzenia wielu trudnych przypadków. Ciąże poniżej tego wieku ciążowego trafiają do ośrodków trzeciego stopnia referencyjności w regionie. Natomiast w sytuacji nagłej jesteśmy w stanie przyjąć taki poród i zapewnić bezpieczeństwo zarówno matce, jak i dziecku.
Dużo mówi się dziś o problemach z płodnością. Czy w swojej praktyce widzi Pan, że ten problem rośnie?
Tak, zdecydowanie. W pracy ambulatoryjnej bardzo często spotykamy się z parami, które mają trudności z zajściem w ciążę. Podkreślam „parami”, bo problem niepłodności dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Szacuje się, że mniej więcej w połowie przypadków przyczyna leży po stronie męskiej, a w ostatnich latach obserwujemy nawet wzrost tego odsetka.
Z czego to wynika?
Duży wpływ mają czynniki cywilizacyjne – styl życia, stres, dieta czy środowisko, w którym żyjemy. Równie ważne jest to, że wiele par decyduje się na dziecko w coraz późniejszym wieku.
Na koniec zapytam o kobiety, które boją się porodu. Co chciałby im Pan powiedzieć?
Przede wszystkim chciałbym je uspokoić. Dokładamy wszelkich starań, aby zarówno ciąża, jak i poród oraz połóg przebiegały bezpiecznie i w przyjaznej atmosferze. Staramy się minimalizować obawy pacjentek i pomagać im przejść przez ten czas jak najlepiej. Zachęcam kobiety, żeby nie bały się macierzyństwa, bo jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie mogą nas spotkać. I oczywiście zapraszamy do oddziału ginekologii i położnictwa Szpitala Wielospecjalistycznego w Gliwicach.
– Nagrywanie porodu telefonem? – Plus.
– Influencerki opowiadające w internecie o traumach porodowych? – Minus.
– Presja, żeby rodzić naturalnie? – Plus.
– Internetowe grupy z poradami dla ciężarnych? – Plus.
– Rodzenie pierwszego dziecka po czterdziestym roku życia? – Tutaj uchylam się od odpowiedzi.
– Nagrywanie pierwszych minut dziecka telefonem? – Zdecydowany plus.
– Mówienie kobietom w ciąży o zagrożeniach? – Plus minus.
– Poród bez bólu dzięki znieczuleniu? – Plus.
Rozmawiała: Adriana Urgacz-Kuźniak


Komentarze (0) Skomentuj