Obie te linie traktowane były jako obiekty mające zasadnicze znaczenie dla polityki „Drang nach Osten”. Gliwicki odcinek traktowano jednak priorytetowo i obie do 1945 roku pozostały w większym (berlinka) lub mniejszym stopniu nieukończone.
Interesującą historię ma krótki (16,4 km) odcinek autostrady pomiędzy Gliwicami a Bytomiem. Przygotowania do jego budowy rozpoczęły się wraz z budową innego fragmentu całości Bytom-Berlin, pod Wrocławiem, 21 marca 1934 r. Prace drogowe na tak silnie zurbanizowanym terenie wymagały rozwiązania wielu niespotykanych gdzie indziej problemów. Szczególny kłopot sprawiało budowniczym autostrady niestabilne podłoże. Eksploatacja górnicza powodowała w niektórych miejscach osiadanie gruntu nawet do 10 metrów. W celu łatwiejszego ominięcia niebezpiecznych obszarów zdecydowano się wykonać nietypowe, ciaśniejsze zakręty autostrady. Droga na tym odcinku jest – można powiedzieć – bardziej kręta. Innym problemem była konieczność wykonania szeregu mostów, przepustów, wiaduktów prowadzących autostradę bezkolizyjnie nad ciekami wodnymi, nad lub pod licznymi drogami i liniami kolejowymi. Takiego zagęszczenia obiektów inżynierskich nie notuje się na innych odcinkach. Wystarczy powiedzieć, że od „punktu zero”, czyli od dzisiejszej ul. Portowej do planowanego końca autostrady w Bytomiu należało zbudować łącznie 37 obiektów inżynieryjnych. Oznaczało to, że średnio co 400 m znajdował się wiadukt lub przejście podziemne.
Trasę Gliwice (od węzła z obecną ulicą Portową) do Bytomia uruchomiono prawie w całości jednego dnia - 27 września 1936 roku (w ramach uruchomienia pierwszych 1000 km autostrad Rzeszy) i uzupełniony o kilometrowy „dobieg” w rejonie Bytomia do lutego 1939 roku. Na prawie całym odcinku zdecydowano się na zastosowanie „uboższego” wariantu wykonania, z drogą o szerokości 15 m (tak zwany typ RQ15). Oznaczało to, że poprzez trzy miasta niemieckiej części Górnego Śląska prowadzić będzie odcinek bez środkowego pasa zieleni, posiadający po dwa węższe niż standardowe pasy ruchu. Ostatni, kilometrowy fragment wykonano już w ogóle nietypowo, bo z kostki brukowej - takiej, jaką stosowano na odcinki rozbiegowe przy bezkolizyjnych skrzyżowaniach. Takie rozwiązanie podyktowane było szczególnie niekorzystnymi warunkami geotechnicznymi, niemożliwymi w dodatku do obejścia. Obawiano się szybkiego popękania klasycznych płyt i uważano, że nawierzchnia z kostki brukowej znacznie elastyczniej zareaguje na ewentualne tąpnięcia terenu. Z powodu trudnych warunków i zmieniających się wariantów połączenia autostrady z siecią dróg krajowych w samym Bytomiu, prace wykończeniowe na tym odcinku trwały praktycznie do 1942 r., gdy wszelkie działania w tym względzie zawieszono z powodu wojny.
„Górnośląski” odcinek odnotowany został w wydanym w 1962 roku przewodniku po Województwie Katowickim jako swego rodzaju atrakcja turystyczna. Opis owej „ciekawostki” jest tak kuriozalny i jednocześnie tak wiele mówiący o podejściu ówczesnych władz naszego kraju chociażby do motoryzacji, że warto go zacytować w całości. Tak więc... „Autostrada gliwicka, dł. ok. 40 km, rozpoczyna się w Bytomiu a kończy ślepo w lasach woj. opolskiego, w pow. strzeleckim. Miała służyć hitlerowskim celom strategicznym wymierzonym przeciwko Polsce. Na znacznej długości (od Gliwic) jest terenem typowo turystycznym. Latem w dni świąteczne, w dni powszednie w godzinach popołudniowych, roi się na niej od kolarzy, motocyklistów i aut, a także spacerowiczów”.
Jak widać, zdaniem autorów przewodnika, autostrady w Polsce nie były i nie miały być potrzebne, a te, które zrządzeniem losu (i wydarzeń historycznych) znalazły się w granicach naszego kraju należało potraktować jak relikty jakichś wymarłych cywilizacji…
Marek Gabzdyl


Komentarze (0) Skomentuj