Żelozka, lampy-karbidki, przedwojenne zicherungi, czyli bezpieczniki, stare szleńzuchy, czyli łyżwy. Erwin Sapik z Wilczy nie przejdzie obojętnie obok żadnej staroci. Jak już coś mu się spodoba, musi mieć. Stąd dwie specjalne izby w jego domu, pełne historycznych pamiątek.
Erwin Sapik ma 55 lat i już od wczesnej młodości ciągnęło go do
zbierania.
W niezwykłym muzeum pana Erwina znaleźć można kilka rodzajów łyżew. Kto dzisiaj pamięta mocowane do butów szleńzuchy? Saneczkowe, kieliszkowe czy też wydłużone i wykończone skórą, tzw. pańskie, na których dawniej ślizgali się po zamarzniętych stawach mieszczanie.
Sapik dumny jest też ze strażackiej szabli paradnej, starannie inkrustowanej, choć nadgryzionej już zębem czasu.
Swoje skarby Sapik pokazuje innym. Wystawiał już bagnety i niemieckie odznaczenia na ekspozycji w Pilchowicach, pokazywał starocie w ramach wystawy „Co kryją nasze szafy”.
Jak się okazuje, kopalnią pamiątek może być też sam dom. W tym, w którym mieszka pan Erwin, praktykowała kiedyś na przykład niemiecka dentystka.
– Zaczęło się od pieniędzy – wspomina. – Jako bajtel
zbierałem monety i do dziś mam ich sporą kolekcję. Kiedyś trzymałem je w
szklance, dzisiaj mam eleganckie albumy.
Potem zaczął gromadzić
odznaczenia. Ma różne: polskie za „ofiarną pracę dla ojczyzny” i
wojenne, poniemieckie. Na dowód pokazuje srebrny krzyż z
charakterystycznym hitlerowskim emblematem. To po dziadku.
Panu Erwinowi wszystko, co stare i przykurzone, się przyda. Dlatego jego półki pełne są historycznych pamiątek. Lampy rowerowe, tzw. karbidówki, żelazka z duszą, porcelana, butelki, buteleczki, młynki, dzwonki strażackie, stare bezpieczniki ceramiczne, tzw. zicherungi, zegary, radia. Czegóż tu nie ma! Niedawno przytaszczył z Żernik starą, poniemiecką samolotową skrzynkę sanitarną, a z Gliwic przywiózł wiekową wagę.
Na ścianie wiszą krzyże, z których najstarszy ma – jego zdaniem – ponad 200 lat. Ocala to, co inni spychają w niepamięć.
Szczyci się kolekcją hełmów wojskowych i strażackich. Nie bez kozery zbiera pamiątki „od fojermanów”.
Panu Erwinowi wszystko, co stare i przykurzone, się przyda. Dlatego jego półki pełne są historycznych pamiątek. Lampy rowerowe, tzw. karbidówki, żelazka z duszą, porcelana, butelki, buteleczki, młynki, dzwonki strażackie, stare bezpieczniki ceramiczne, tzw. zicherungi, zegary, radia. Czegóż tu nie ma! Niedawno przytaszczył z Żernik starą, poniemiecką samolotową skrzynkę sanitarną, a z Gliwic przywiózł wiekową wagę.
Na ścianie wiszą krzyże, z których najstarszy ma – jego zdaniem – ponad 200 lat. Ocala to, co inni spychają w niepamięć.
Szczyci się kolekcją hełmów wojskowych i strażackich. Nie bez kozery zbiera pamiątki „od fojermanów”.
– Pradziadek i dziadek byli strażakami, ojciec
też, ja jestem i mój synek również. A te hełmy to różnie
zbierałem. Jeden dał mi kolega z Rud, który znalazł go w stawie, inny wykopał na polu w Raciborzu mój syn.
W niezwykłym muzeum pana Erwina znaleźć można kilka rodzajów łyżew. Kto dzisiaj pamięta mocowane do butów szleńzuchy? Saneczkowe, kieliszkowe czy też wydłużone i wykończone skórą, tzw. pańskie, na których dawniej ślizgali się po zamarzniętych stawach mieszczanie.
Sapik dumny jest też ze strażackiej szabli paradnej, starannie inkrustowanej, choć nadgryzionej już zębem czasu.
– Przywiozłem ją z Niemiec – opowiada. –
Człowiek, który mi ją dał, zażyczył sobie w zamian tylko jednego: jak będzie w Polsce,
chce się przespać w tej mojej izbie z klamotami.
Uwagę przykuwa tablica rejestracyjna SCV 00632. Jak się okazuje, niezwykle cenna pamiątka po papieżu Janie Pawle II i kardynale Wyszyńskim. Sapik dostał ją od kolegi, którego córka pracuje w Watykanie. Kobieta wzięła tablicę na pamiątkę dla ojca, a on podarował ją panu Erwinowi. Teraz z kolei wilczanin ma historyczną zagwozdkę, bo dostał w prezencie pudełko z guzikami, a w nim znalazł guzik z orłem w koronie.
Uwagę przykuwa tablica rejestracyjna SCV 00632. Jak się okazuje, niezwykle cenna pamiątka po papieżu Janie Pawle II i kardynale Wyszyńskim. Sapik dostał ją od kolegi, którego córka pracuje w Watykanie. Kobieta wzięła tablicę na pamiątkę dla ojca, a on podarował ją panu Erwinowi. Teraz z kolei wilczanin ma historyczną zagwozdkę, bo dostał w prezencie pudełko z guzikami, a w nim znalazł guzik z orłem w koronie.
– Siedziałem przed
komputerem cały dzień, przejrzałem w internecie 800 guzików i żaden nie
pasuje do tego, który mam – mówi jakby ze smutkiem.
Swoje skarby Sapik pokazuje innym. Wystawiał już bagnety i niemieckie odznaczenia na ekspozycji w Pilchowicach, pokazywał starocie w ramach wystawy „Co kryją nasze szafy”.
Jak się okazuje, kopalnią pamiątek może być też sam dom. W tym, w którym mieszka pan Erwin, praktykowała kiedyś na przykład niemiecka dentystka.
– O, tutaj mam jakieś elementy maszyny do
borowania zębów, a tam jeszcze przedwojenną metalową sztuczną szczękę –
pokazuje. – Potem był tu posterunek polskiej policji i zachował się
oryginalny stempel.
Nasz bohater pasjonuje się historią, ale ciekawe hobby ma też jego 54-letnia żona Gabriela, która oddaje się rękodzielnictwu. Wraz ze swoją koleżanką Marią tworzy piękne obrazy za pomocą haftu krzyżykowego oraz rozliczne cudeńka metodą decupage’u.
Nasz bohater pasjonuje się historią, ale ciekawe hobby ma też jego 54-letnia żona Gabriela, która oddaje się rękodzielnictwu. Wraz ze swoją koleżanką Marią tworzy piękne obrazy za pomocą haftu krzyżykowego oraz rozliczne cudeńka metodą decupage’u.
– Te talenty mam pewnie po babci i mamie,
które pięknie wyszywały obrusy, makatki, fartuchy – mówi. – Ja haftuję
obrazy już ponad 30 lat. Teraz doszedł decupage. Zainteresowałam się
nim 10 lat temu. Gdzieś zobaczyłam i postanowiłam spróbować. Był
kiedyś w Gliwicach taki sklep, w którym kupowało się akcesoria. Tak się złożyło, że kiedy tam się pojawiłam, właścicielka organizowała warsztaty. Poszłam na nie.
Efekty nauki widać na stole, na którym pani Gabriela ustawiła część prac swoich i koleżanki. Talerze, pudełka, świeczniki, bombki świąteczne. Ślicznie ozdobione wyglądają, jakby miał wiele, wiele lat. – Nakleja się różne motywy tak, by sprawiały wrażenie ręcznie namalowanych i starych – wyjaśnia. Taką samą techniką pani Gabriela ozdobiła zwykły przezroczysty talerz, dając mu w ten sposób nowe życie. Wrażenie robią też misternie obwijane nićmi butelki.
Efekty nauki widać na stole, na którym pani Gabriela ustawiła część prac swoich i koleżanki. Talerze, pudełka, świeczniki, bombki świąteczne. Ślicznie ozdobione wyglądają, jakby miał wiele, wiele lat. – Nakleja się różne motywy tak, by sprawiały wrażenie ręcznie namalowanych i starych – wyjaśnia. Taką samą techniką pani Gabriela ozdobiła zwykły przezroczysty talerz, dając mu w ten sposób nowe życie. Wrażenie robią też misternie obwijane nićmi butelki.
I tak w Wilczy, w domu Sapików, mąż zbiera starocie, a żona tworzy rzeczy nowe, z których niektóre stare przypominają.
(san)
Komentarze (0) Skomentuj